czwartek, 28 lutego 2013

Gdzieśtam

Hejhej, macham łapką na przywitanie ;)

Miałam dzisiaj troszkę nerwy, mimo pięknej pogody, takiej naprawdę cudnej- pierwszy dzień od dłuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuugiego czasu, który był cały słoneczny, aż MNIE się chciało iść na nogach z mojego Kazimierza na dworzec... szokujące, nie? Ale naprawdę... błękitne niebo, chmurki itepede, a wszystko poprawiające nastrój...

Pozdrowienia dla śledzącej Justy, swoją drogą :D

Ty! Tak, ty! Nie wiem, czy zajrzysz, ale tęsknię czasami. Nawet sobie nie zdajesz sprawy, w jak dziwnych momentach.

Niewaaaażne...

Moja szkoła jest dziwna. Uczę się- 3. Nie uczę się- 5. Wrrr.

No... bez nerwów, z moją psychiką jest teoretycznie OK (w praktyce to tam... emm...)

No. A poza tym...

No nic. Kiedyś na wszystko przychodzi czas.

Najwyżej będzie jak zwykle...

No...

Pa, macham łapką...

(Leki, leki, gdzie są te leki...?!)

środa, 27 lutego 2013

'Przed snem'

Przed snem- Akurat

Tak sobie tęsknię? Za kim? Kto się domyśli, ręka w góręęę!

Dostałam dzisiaj pierwszego dopa z polskiego. Nigdy nie zleciałam poniżej 4. Tak że więc... Dziękuję, do widzenia i kłaniam się nisko.

Ugh, ta szkoła mnie wykańcza nerwowo...

Kurczę, to jest chamskie, bo tęsknię, a... Nieważne >.<

Tak swoją drogą, to miałam kasować bloga. Nawet wstawiłam takiego posta- 'Pożegnanie'. Ale zrezygnowałam...

Drętwo tu dzisiaj... Ale polecam piosenkę, bo fajna. Tak więc uznajmy (nadużywam zwrotu 'tak więc' oraz słówka 'tak' w różnych rodzajach i wariantach), że to jest dzisiejszy cel.

Żegnaaam.

wtorek, 26 lutego 2013

To ja.

Dzisiaj zadałam sobie przypadkiem pytanie- kim jestem.
Bardzo logiczne, pytanie na miarę filozofów zadane przypadkiem...  Jestem mistrzynią nieogaru!
Dawnoooo mnie tu nie było, swoją drogą.

Tak więc małe-krótkie podsumowanie przeszłego półtorej miesiąc:
-rekolekcje były... na pewno wyjątkowe... mniej owocne niż letnie, ale... przepłakałam połowę Agapy, odblokowałam się trochę, znalazłam kilkoro niesamowitych ludzi z niesamowitymi talentami... chcę ich zawsze pamiętać;
-szkoła- dalej mnie drażnią te typki- mamy inne podejście do nauki i świata ogółem... ale to naturalne, zaczynam się przyzwyczajać, tolerować, i lubić;
-dom- spokojnie;
-wiara- może jeden mały kryzys;
-ludzie- Julia- jesteśmy koleżankami, niby chciałyśmy coś odratować, ostatnio jej się zwierzyłam, ale to nie będzie ta przyjaźń; Paweł- ugh, papa- no ludzie, końcu przestałam o tym myśleć! Yay *.* Było, minęło, nieważne, już go nie ma w mojej głowie.

Ogółem jest nieźle. Co prawda dręczy mnie coś, i to dość mocno... ale jakoś dam radę i to ogarnę.

A nawiązując do pierwszego zdania- kim jestem?
Jestem dzieckiem Boga.
Jestem córką moich rodziców.
Jestem siostrą.
Jestem przyjaciółką.
Jestem Absolutną Mistrzynią Nieogaru.
Jestem zwykłą dziewczyną.
Jestem dziewczyną-myszką, szarą.
Jestem dziewczyną w dżinsach i podkoszulkach.
Jestem dziewczyną w okularach.
Jestem dziewczyną z krótkimi, spiętymi włosami.
Jestem marzycielką-romantyczką, chociaż mało kto o tym wie i mnie o to posądza.
Jestem zagubiona.
Jestem Szukającą.
Jestem molem książkowym.
Jestem... ważna dla kogoś? (kogoś innego niż rodzice, przyjaciele)
Jestem... tęskniąca za kimś (za czymś, za czymś!)
Jestem... szczęśliwa? Czy smutna?
Jestem płaksa i strachajka.

A jaka bywam? Przestraszona, zniechęcona, Szukająca, zamyślona, rozmarzona, płacząca...

Czego się boję? I dlaczego tak wiele jest tych rzeczy?

Kiedy poznam samą siebie? I kiedy przestanę się bać?



Taka ze mnie dziewczyneczka-filozof, chociaż w głowie mało logiki, a za dużo zamętu. Tęskniłam, teraz w sumie już nie. Bardzo żałuję tylko tego mojego przywiązania i nazywania ich moją dodatkową rodziną. Bo kto teraz jest przy mnie? Konrad. Tylko, i jestem mu za to niesłychanie wdzięczna. No i niby Wiolka, niby Katarinka, ale... ugh. Nieważne, nevermind. Whatever.

Zmieniłam się jakoś. Świat jest troszkę lepszy, chociaż czasami znów obezwładnia mnie strach- tak dziwnie dookoła. Uciekam w naukę tak troszkę, i książki sama przed sobą. Bo tak się boję, i tak bardzo bym chciała...

Swoją drogą, wybiera się ktoś na tegoroczne Forum Młodych? ;)

Wiosna blisko, to mnie też podtrzymuje na życiu (błąd językowy). No ale wiosna, wiosna, nareszcie! Coraz jaśniej jest, gdy rano (5.45) biegnę na pociąg (6.11)!!! Ratunek... może niedługo w chwili wolnego u babci pójdę nad rzekę, wlezę na starego orzecha i pomajtam nogami na trzepaku. Tam się czuję wolna- wiatr wieje, patrzę na zachód słońca... Byle do lata...

Wiosna się zbliża,
a mnie znów przytłacza
ta dojmująca cisza...

i ból mojego serca...


Co tam jeszcze? Walentynki przeżyłam. Nienawidzę tego pseudoświęta >.<

Dooobra, czas iść.
Słodkich koszmarów.