wtorek, 9 grudnia 2014

Złość

Jestem dzisiaj zła na siebie. Za to, że nie byłam w stanie wejść na lekcję spóźniona. W sumie 20 minut spóźnienia to sporo- średnio w ogóle opłacało mi się iść na nią, ale spore znaczenie miało to, że po prostu chyba umarłabym z nerwów. Wszyscy by na mnie spojrzeli. Nie zniosłabym tego. Zastanawiam się, do czego jeszcze w życiu zmusi mnie nieśmiałość i absolutny brak pewności siebie.

Czuję, że się rozpadam. Ciężko mi z tym. Nic konkretnego się nie dzieje. Staram się sobie przetłumaczyć, że nie powinnam się angażować emocjonalnie w to, co czytam i czego słucham. A i tak wszystko bardzo mocno przeżywam. Kolejny powód do bycia złą.

Mam w myślach fragmenty kilku notek, które chciałam kiedyś wstawić. Chyba w weekend powinnam siąść, i spisać to wszystko. Dla  świętego spokoju.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Stay high all the time

Miałam kilka dobrych dni. Mikołajki były leniwe, cały dzień spędziłam w domu, nie działo się nic wyjątkowego. Tylko ciepło i spokój. Niedziela również. Dzisiaj... ogólnie dostałam super prezent mikołajkowy w szkole, i dzień powinnam uważać za udany. Teraz tak jakoś zrobiło mi się smutno. Myśl o maturze odbiera mi wszelkie siły. Boję się tego.

Jestem też rozstrojona przez remont, przeniosłam się do dawnej sypialni, to mniejszy pokój, i jeszcze są tu kartony ze wszystkimi moimi rzeczami. To taki bałagan, w którym źle się czuję. Niewygodny. Ale kilka dni muszę już tak przeżyć, przynajmniej będę miała odmalowane ściany.

Cały czas mam w głowię tę piosenkę


wtorek, 2 grudnia 2014

Dlaczego będę sama? Znów.

Piszę o tym dzisiaj, bo kompletnie zapomniałam o tym, że tak zatytułowałam wczorajszą notkę. A chciałam sama dla siebie podsumować powody przez które będę sama. Bo wiem, że będę. Cóż. Jestem brzydka. Do najszczuplejszych nie należę. Nie jestem pewna siebie. Jestem zła.


Mam tak, że uśmiecham się, ale jednocześnie coś w środku bardzo mnie boli i chce mi się płakać.

Pomocy.

Dzisiaj dużo myślałam o tym, jaka byłam kiedyś, i jaka jestem teraz. I cóż. Kiedyś byłam bardziej pewna siebie. Nie peszył mnie byle śmieszek za plecami. A teraz... jest inaczej. Stałam się bardzo wycofana i nieśmiała. Jako dziecko wychodziłam do ludzi, łatwo nawiązywałam kontakty, i dużo mówiłam. A teraz... Wszystko duszę w sobie. Aż do znienawidzenia tego wszystkiego. Wydaje mi się, że teraz za dużo myślę. I te myśli niemal rozsadzają mi głowę. Dlatego mam taki problem z zaakceptowaniem... wszystkiego. Za mało wychodzi na zewnątrz.


poniedziałek, 1 grudnia 2014

Dlaczego będę sama?

U mnie różnie. Lepiej i gorzej. Ostatnio zaczynam tak każdą notkę, ale to po prostu najlepiej obrazuje sytuacje. Chociaż w sumie... o jakiej sytuacji jest mowa? Każdy ma lepsze i gorsze chwile, chyba o prostu ja za mocno przeżywam.



Gdy słyszę tę piosenkę, coś mnie boli w środku, chcę się skulić, i po prostu tak być. Skulona. Chroniąc narządy wewnętrzne, w tym to głupie serce.
W sumie nie jestem jego wielką fanką. Uwielbiam Daesunga. Ale "Oh mom" jest dla mnie cennym utworem, przez emocje, jakie nim targają. To rozrywa mi serce przy każdym słuchaniu. Może przez historię, jaka się z tą piosenką wiąże; albo przez to, że sam napisał słowa.

Maeil sumi kabbun haru jeongsin eobshi jinakago 
Keu eonjeonji cham meotjin 
Neol mannan geon sojunghan inyeon 
Ee saesang modeun geotdeuli ahreumdapgae bo-igo 
Niga kohahadeon geotdeul 
Nado johahagae dweygo 
wonbyeok hagimanhan 
Anjeongeul chajeun ilsang sokae
Sok naedeuleul seoro nanweo katgo 
Nae momeun byeongae keolryeosseo 
Keudaeneun dabjangi eobshi 
Sorry I'm sorry

Chyba na nowo się gubię. Staram się z tego wyjść. Pokłóciłam się... nie, to złe słowo, bo do żadnej kłótni nie doszło, ale chyba zerwałam jakąkolwiek więź z Tomkiem. Trochę mi jest przez to trudno. Mimo wszystko dużo o mnie wiedział i umiał mi pomóc. Chyba będę za nim tęsknić.

Denerwuje mnie, że tak dużo jest we mnie tego "chyba", a nie ma pewności.

Czasem naprawdę nie mogę już wytrzymać. Nie mogę znieść tego wszystkiego. Ale gdyby ktoś mnie spytał "czego?", to nie umiałabym do końca odpowiedzieć. Chyba  życia. Tego, że jest trudno, że boli mnie to, co mogę zaobserwować. Że nie mogę pomóc. Że nie mam już kontaktu z tymi, którzy byli dla mnie ważni. A powinnam to po prostu znieść.

Czas spać.

piątek, 21 listopada 2014

Myśli

Długo mnie tu nie było. Jest lepiej i gorzej. Zależy od dnia, zależy od ilości snu, i wypitej kawy. Banalnie.

Ostatnio cały czas myślę o samobójstwie. Nie zrozumcie mnie źle. Myślę o motywach samobójców, o kresie sił, o tym, że nad moją rodziną zdaje się wisieć klątwa i mnie to absolutnie przeraża. O tym, że nie rozumiem, czemu nasza wiara zabrania samobójstwa, choć wiem, dlaczego tak jest. Nie wiem, czy rozumiecie.

W ogóle mam za dużo myśli. Wciąż i wciąż. Staram się nie dołować na siłę- naprawdę. Ale nie wiem. Przeraża mnie to, że muszę teraz podjąć wszystkie decyzje. Mam ochotę skulić się w kłębek w łóżku i spać, spać, spać do świąt. Albo lata. Względnie przez najbliższe pięć lat. Mam też ochotę przykucnąć, zasłonić dłońmi uszy i krzyczeć. Zagubiłam się tak okropnie. Chyba nie nadaję się do tego świata. Za dużo... wszystkiego.

Już nawet nie tęsknię za Pawłem. No, może jeszcze czasem coś. Ale rzadko o tym myślę. Prędzej na zasadzie- skrzywdził mnie, ale już tyle minęło. Problem chyba tkwi w mnie samej. I nie umiem sobie z nim poradzić.

Czasu ubywa, matura coraz bliżej, a ja mam problemy z motywacją i skupieniem. Nie będę ukrywać, że się boję. Życie byłoby łatwiejsze, gdyby nie było w nim strachu.

Nagromadziło się we mnie dużo uczuć i myśli. Chyba tylko czekam na jakiś bodziec, który pchnie mnie do wybuchu. Może łzy by mi pomogły z tym całym syfem, z którym sobie nie radzę.

Nie mogę też napisać do Tomka. Tu już dostrzegam swój błąd. Prawdopodobnie umiałby mi pomóc.

Przeziębiłam się. Lecę.

sobota, 11 października 2014

(nie)Znajomi


Jestem podminowana.

Inna sprawa, że to stawia mnie w pozycji hipokrytki

Niemniej.

Nie życzę sobie, żeby mówiły o mnie za plecami, drwiąc z mojej nauki. Z innych rzeczy- okej, przyzwyczajam się. Z nimi nie da się inaczej. Ale nie z nauki, gdy jest to rzecz, na której tak bardzo mi zależy.

Doszłam do wniosku, że mam za dużo rzeczy, które muszę zrobić, a przez to zostaje mi mało czasu na rzeczy, które chciałabym robić. Nie mam na myśli oglądania dram. Bardziej chodzi mi o czytanie książek jak kiedyś, pisanie, nauka czegoś, na czym mi zależy (historia). Czuję się przymuszona do wkuwania matmy- a bądźmy szczerzy, w moim przypadku chodzi tylko o to, żeby tę nieszczęsną podstawę zdać. Wystarczy mi 50%. Może jestem mało ambitna- ale ja po prostu mam inne priorytety. Nie jestem w stanie uczyć się również na matmę, gdy historia jest na maturze tak trudna.

A one się z tego śmieją.

Zabolało. I rodzi się we mnie coraz więcej i więcej wątpliwości do tego, czy powinnam się z nimi trzymać, czy nie powinnam po prostu się powoli zdystansować. W sumie, sporo bym na tym zyskała. A czy mogę mówić o stracie, gdy one nie dają mi wsparcia? Jedynie trochę śmiechu na przerwie. Chyba na tym opiera się nasza relacja.

Zrobiło mi się smutno.

                                  

Czuję się jak w pieprzonej sieci pająka. Jest tak lepka, że nie mogę się wyrwać, chociaż bardzo, bardzo bym chciała. Im mocniej się szamotam, tym bardziej bolą mnie te chore sytuacje. Boże, oby już skończyć to liceum, żeby tylko wyjść. Byle do kwietnia.

Pod koniec gimnazjum też tak miałam. A potem wszystko się popieprzyło.

Poczekajmy więc, co będzie teraz.

piątek, 10 października 2014

Dalszy ciąg

Dalszy ciąg lenistwa choroby. Leżę w łóżku i spijam masowe ilości herbaty. Na tym polegają ostatnio moje dni. No, i jeszcze dużo oglądam. Wczoraj siedem odcinków dramy (Kimi wa petto, z moim japońskim kochaniem Matsujunem), a dzisiaj z racji piątku jakieś nieazjatyckie komedie romantyczne. Ogólnie- weekend to będzie czas nadrabiania materiału i wielkiego zakuwania. Ale trochę odpoczęłam i wyluzowałam- na swój sposób potrzebna mi była ta choroba. Zwolniłam tempo, chyba faktycznie ostatnimi czasy przesadzałam. Co nie zmienia faktu, że jak tylko stanę na nogi (na razie jestem jeszcze strasznie słaba), to znów będzie kucie-kucie-kucie (swoją drogą, ironia losu- moje nazwisko ma dużo wspólnego z kuciem).

Tymczasem leżę sama w domu (rodzice w pracy, młoda u dziadków) i nawet przestałam się aż tak smucić. Nie, że jest super- u mnie nigdy nie jest, "smutek mam we krwi", ale widzę jakiś postęp.

Piosenka, która osatnio siedzi w mojej głowie cały czas:



Głowa mnie strasznie boli, i mam taki okropny katar (do którego powinnam przywyknąć, bo alergia, ale zwykle nie jest taki). Więc sobie leżę (ten wpis sprowadza sie do stwierdzenia, że leżę- okeeeej).

Trochę sie martwię tym błogosławieństwem moich omców. Prawie na pewno wpadnę na Tomka, a od tego nieszczęsnego zaproszenia staram sie go unikać (on chyba mnie zresztą też). Prawie na pewno będzie coś robił, będzie porządkowym czy coś. Ugh.

Moje glany są do odebrania <3 Na razie tylko 10 dziurek, ale planuję zakup wyższych za jakiś czas.

Dobra, lecę, ten ból głowy mnie zabija.

środa, 8 października 2014

Choroba

No i się doprosiłam. Leżę przeziębiona. Ogólnie byłabym zadowolona, ale choroba nie zmniejsza ilości nauki, którą sobie siłą rzeczy narzucam. Bo napisać te zaległe sprawdziany i tak muszę (w piątek na przykład, bo już chyba się do szkoły wybiorę). Na razie czuję się okropnie.

Cały czas mi smutno, zupełnie, jakbym miała w końcu z tego smutku umrzeć.

Dałam się wrobić w bycie porządkową na błogosławieństwie. Moje było już rok temu, dawno i niedawno.

Jestem zmęczona i czuję się pusta w środku.

niedziela, 5 października 2014

Po weekendzie

Weekend uważam za udany. Na ogół. Zdążyłam się pouczyć, ale też wyluzować względnie, więc ok. A teraz oglądam mv AKMU, bo są tak niesamowicie radosne, że bardzo, bardzo mnie rozweselają. Po prostu nie umiem się nie uśmiechnąć gdy widzę ich słodkie buźki :3

Więc tylko daję znać, żę żyję, i lecę.

sobota, 4 października 2014

All of me

Dawno mnie tu nie było. Częściowo pochłonęła mnie nauka, częściowo okropne chandry i totalny brak skupienia. Ale ostatnio staram się nadążyć za tempem nauczycieli. I chyba za dużo się jednak uczę, skoro nawet rodzice każą mi wyluzować.

Piszemy z Anią ficka! Co prawda z dużym przymrużeniem oka. Po prostu dobrze się bawimy, tworząc najdziwniejsze scenariusze. To spowodowało, że ostatnie dni pełne były śmiechu. No i zmęczenia. Chciałabym już święta. A z drugiej strony- święta to tylko przybliżenie do matury. Kiedy ta wizja przestanie być taka przerażająca.

Chciałabym spać.

Tęsknię za czasem na pisanie, czytanie i oglądanie. Teraz mam szkołę, kurs, niedługo też konkurs, korki. Czuję się już bezsilna. Minął dopiero miesiąc.

W szkole różnie. Mam teraz na myśli znajomych- jest różnie, bo z jednej strony nawiązuję teraz też kontakty z innymi ludźmi, ale dalej nie wiem, jak zdefiniować relacje między mną i dziewczynami. Nie umiem nie brać na poważnie tego, co mówią o mnie i do mnie. Boże, jak łatwo mną manipulować.

Odkąd nie odpisałam Tomkowi na smsa nie mamy kontaktu. Nie jestem pewna, czy w ogóle tu o tym pisałam... zaprosił mnie do kina. Uznałam, że to za dużo.

A dzisiaj uciekam znów w kolejną komedię romantyczną, w smutną muzykę, by zapełnić tę pustkę w sobie. Chciałabym umieć być inna. Chciałabym umieć brać życie z uśmiechem.

Ile jeszcze będę ukrywała prawdziwe myśli? Swoje zdanie? Tłumiła emocje? Przecież w końcu wybuchnę.

Ostatnio zastanawiałam się, kto by o mnie pamiętał. Właściwie przyszła mi do głowy tylko rodzina. A niechciane myśli tak szybko czasem wirują w głowie...

***

Napisane w nieuwadze:

Nie chciałam widzieć cię we śnie
znów rozdrapywać ran
znów przełykać gorycz i żal
lecz przyszedłeś
a ja znów mam wspomnień cień
pod powiekami, gdy przychodzi sen,
gdy marzenia dopadają mnie
jak pająk w swej sieci ćmę.
bez łez, z tęsknotą i bólem,
*wydaje mi się, że*
bledszym niż godzinę temu
minutę, sekundę, czas płynie
dając ulgę sercu memu
lecz gdy znów ślad twych słów
(rzucanych hojnie na wiatr)
dociera do mnie znów
w złowrogim szepcie powiewu
ponurym tańcu gałęzi
wiem, że pozostaje mi
rozpaczać w ciemnym grobie smutku
zawisać obciążona przed dawne winy
rozpływać się w lepkiej mgle goryczy
wciąż pokazując uśmiech światu


poniedziałek, 15 września 2014

Wonderful life

Wyjazd do Bukowiny był dziwny. U mnie dalej smutno.
Cały czas siedzi we mnie strach, przed maturą i nie tylko. Za dużo się dzieje naraz (symultanicznie). Jestem zmęczona i zestresowana. I doszłam do wniosku, że mam neurozę.



I need a friend
Oh, I need a friend
To make me happy
Not so alone
Look at me here
Here on my own again
Up straight in the sunshine

Samotność jest cholernie gorzka.

sobota, 30 sierpnia 2014

Neurotyzm i inne problemy



Smutno u mnie ostatnio. Dołuje mnie koniec wakacji. Dołuje mnie brak dtugiej połówki, i brak nawet perpektyw na odnalezienie takowej. Smutno mi nawet z powodu milczenia między mną a Tomkiem, tak miałabym się komu zwierzyć. Tymczasem- kiepsko. 

Własna melancholia mnie przytłacza. I to niemożliwie, a właściwie kołyszę się od melancholii, do neurotyzmu, momentami zahaczając o pusty histeryczny śmiech. Nie mam siły. Czekam, może ten wyjazd za tydzień trochę mi pomoże. Ale w sumie nie mam zbyt wielkich złudzeń. 

No. Więc w zasadzie siedzę i się dołuję. 
Miałam być w Kalwarii dzisiaj, ale niestety odwołano. 



Tymczasem chciałabym mieć kogoś. Teraz mówię o chłopaku, który wiedziałby, że śpię z misiem; że lubię oglądać serial Niania Frania gdy mi smutno; że kocham wiersze Osieckiej i poezję śpiewaną; że kocham lody ciasteczkowe i nie mogę żyć bez czekolady. Po prostu chciałabym chłopaka, który byłby przy mnie, i wiedziałby o drobnych, niekoniecznie ważnych rzeczach. Mam wrażenie, że w końcu uschnę. Ratunku. 

Matura jest kolejną rzeczą, która mnie autentycznie dobija. Na szczęście to chyba pozytywny stres, który mnie zmotywuje. Nie mogę zawieść siebie i rodziców. Niemniej do maja muszę zawiesić swoje (niesłychanie bujne) życie towarzyskie i odłożyć (z wielkim bólem w sercu) moje kochane dramy i kpop raczej też. W sumie wszystko. Przerażająca perspektywa. 

Smutnosmutnosmutnosmutnosmutno.

                             


wtorek, 26 sierpnia 2014

Deszczowo

Lubię deszcz, ale nie w momencie, kiedy muszę wyjść z domu (po zarwanej nocy). Ania przyjechała i całą noc dobrze się bawiłyśmy (zaliczyłyśmy kilka odcinków Hello Baby z SHINee, kilka Exo Showtime, jeden Beast Showtime i mnóstwo, mnóstwo teledysków i dziwnych filmików)

Jutro przyjeżdża Dominika, strasznie się z tego cieszę. Wreszcie się komuś wygadam, może ze wszystkich moich problemów.

W głowie huczy mi 'Coup d'etat' GDragona. Gdy oglądam ten teledysk, mam wrażenie, że Jiyoungie jest strasznie przytłoczony własną karierą, zmęczony tym nieustannym szumem wokół siebie; że jego wizerunek zaczyna go przerastać. Tym bardziej, że choć album pochodzi z zeszłego roku (wtedy był tak okropnie przemęczony); to ostatnio na instagramie w poście dał biały napis na czarnym tle- CAN I LIVE. Chyba jest gorzej. Boję się, że ten człowiek pójdzie w autodestrukcję. W sumie po części go rozumiem.


Nieprzespana noc i kurs na prawo jazdy chyba nie idą w parze, ale postaram się nie zasnąć i zjeść coś słodkiego przed wykładami (bo kawy i energetyków nie mogę). Pogoda mnie dobija, jest tylko smutniej. Już nie mam siły. Duszę się w klatce, którą sama sobie stworzyłam. Jeżeli niedługo nie uda mi się odetchnąć- wybuchnę.

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Obojętność

Jestem zła na siebie i swoje życie. Ostatnio w ogóle przechodzę od nienawiści do siebie do zimnej obojętności. Kilka ostatnich dni było ciężkich... I jestem zmęczona. Tym razem nie dlatego, że siedziałam długo po nocy.

Czasem nienawidzę siebie tak bardzo, że chciałabym wymazać swoją osobę. Cholernie sobą gardzę za te naiwne marzenia o jakimś chłopaku, który potrafiłby mnie wyleczyć z melancholii, uśpić moje demony i uspokoić. Niestety. Jestem niezauważalna. Nęci mnie czasami odsunięcie od wszystkich. Wkurzają mnie ludzie, którzy nazywają się moimi przyjaciółmi, bo łączy nas coś wspólnego; ale nie wiedzący o mnie kompletnie nic. Niech nie twierdzą, że chcą mi pomóc. Niech nie piszą do mnie po tak długim milczeniu.

\W środę znów przyjeżdża Dominika. Coś czuję, że przegadamy całą noc, a przepłaczemy pół. No ale czasem tak trzeba.

Jestem zniechęcona, nie wiem, co mam ze sobą zrobić.


Why are they so cold?

niedziela, 17 sierpnia 2014

Kwestia miłości.

Wiecie co, miłość jest piękna. Nawet, jeżeli sama mogę przytulić jedynie maskotkę lub poduszkę. Nawet, jeżeli za mało jej w świecie. Nawet, jeżeli nie mogę liczyć na spełnienie swoich małych marzeń.

Od dwóch dni wciąż kaszlę. Dzisiaj jest tylko gorzej, bo teoretycznie nic mi nie jest, a w praktyce jak czasem zakaszlę, to niemal wypluwam moje biedne płucka. A jutro mam jechać z rodzicami i młodą na wycieczkę. A od poniedziałku niby się uczyć. Za cholerę tego nie widzę, a jeśli będę chora, to dalej robię sobie wolne.

Tomek się na mnie obraził, ponoć mu powiedziałam jeszcze na rekolekcjach, że go nienawidzę. Sprawę wywlókł niedawno, i chyba czeka na przeprosiny. Ale tym razem już ich ze mnie nie wyciągnie. Przestaję się tym interesować.

Powinnam iść spać, ale oglądam. Cóż, pozdrawiam innych nocnych marków. Ja, i moja przytulanka-panda.

środa, 13 sierpnia 2014

Bezsens



Śmieję się, chociaż jest mi smutno, tak bardzo smutno. Nie widzę sensu w tym, co robię... już nawet pisanie tego bloga nie sprawia mi radości. Uciekam w książki i internet. Ale nie przed wszystkim można uciec. Potrzebuję ratunku. Sama nie dam sobie rady. Czy ktoś wyciągnie do mnie rękę? 

Smutek jest we mnie. Chyba czas wreszcie zaakceptować to, że tak trudno spojrzeć mi na życie z uśmiechem.

Nie wiem, nie rozumiem, czemu nie mogę się uwolnić od tego wszystkiego. Nie jestem sama- mam przecież rodzinę. Chyba za bardzo się rozczulam nad sobą i nad tym, co było. A przecież minęły już dwa lata.

Zresztą nieważne. 


                                       


A gdy przyjdzie mój czas
Gdy pokryje mnie rdza
Usiądź przy mnie tuż tuż
Bym mógł z tobą być sam

Usiądź blisko o dłoń
Narwij słów jak żonkili
I opowiedz nasz film
Bym go przeżyć mógł znów

Mów o drodze we mgle
Kiedy wciągał mnie piach
Gdy nie miałem już sił
By się odbić od dna

Mów o chwili sprzed lat
Gdy podałaś mi rękę
I podniosłem swój cień
By przy twoim mógł stać

Wszystko ma swój czas
I przychodzi kres na kres
Gdybym kiedyś odszedł stąd
Nie obrażaj się na śmierć

Da da dam, da da dam, da da da da da dam...

A gdy przyjdzie mój czas
Gdy pokryje mnie rdza
Musisz wierzyć, że znów
Pobiegniemy nad staw

Czekaj na jakiś znak
Bądź cierpliwa jak papier
Ja wybłagam wśród chmur
Bym tu czasem mógł wpaść

Wszystko ma swój czas
I przychodzi kres na kres
Gdybym kiedyś odszedł stąd
Nie obrażaj się na śmierć

Wszystko ma swój czas
I przychodzi kres na kres
Gdybym kiedyś odszedł stąd
Nie obrażaj się na śmierć


piątek, 8 sierpnia 2014

Jeszcze wakacje

Musiałam wrócić dwa dni wcześniej z rekolekcji, bo niestety zalało nam ośrodek. Szkoda mi zarówno dzieciaków; jak i nas, bo zżyłam się z ludźmi... tylko z księdzem kwasy. Tylko się teraz martwię, bo się do nich przywiązałam; i będzie mnie bolało, że się nasze drogi rozejdą. Czasami sądzę, że lepiej byłoby samemu zerwać więzi, wtedy sama byłabym winna. Mniej by bolało.

Przez ten czas miałam ze dwa czy trzy załamania, ale nie chcę o tym pisać.

Idę na prawo jazdy niedługo :O Przecież to straszne, ja i prawo jazdy? Nie chcę. Stracę mnóstwo czasu. Znaczy, wiem, że zrobić i tak bym musiała, ale dlaczego już teraz...? Nie podoba mi się wizja mnie za kierownicą. Tym bardziej, że teoretycznie miałam się uczyć do matury (wątpię).

Tyle na dzisiaj (od wczoraj :P) siedzę na skypie.

poniedziałek, 28 lipca 2014

Deprecha


Żyję, ale mam deprechę. Nie chcę pisać, ani z nikim rozmawiać. Mam poczucie, że wszystko się sypie na moją biedną zmęczoną głowę. Mam poczucie, że już tego nie wytrzymam. 

Ale to minie. 

Nawet nie zauważyłam... Już upłynęły dwa cholerne lata. Dalej nie mogę się z tego podnieść. Wyobrażam sobie, jaką miałby satysfakcję, gdyby o tym wiedział. 

Bolą mnie rozluźnione więzi... ale nieważne. 

Znów:


J'ai tout quitté, mais ne m'en veux pas
Fallait que je m'en aille, je n'étais plus moi
Je suis tombée tellement bas
Que plus personne ne me voit
J'ai sombré dans l'anonymat
Combattu le vide et le froid, le froid
J'aimerais revenir , j' n'y arrive pas
J'aimerais revenir
Je suis rien, je suis personne
J'ai toute ma peine comme royaume
Une seule arme m'emprisonne
Voir la lumière entre les barreaux
Et regarder comme le ciel est beau
Entends-tu ma voix qui résonne (qui résonne) ?

*
Zostawiłam wszystko, ale nie wiń mnie
Musiałam odejść, już nie byłam sobą
Upadłam tak nisko
Że nikt mnie nie widzi
Zniknęłam w anonimowości
Zwalczyłam pustkę i chłód, chłód
Chciałabym wrócić, nie wrócę tam
Chciałabym wrócić
Jestem niczym, jestem nikim
Cały mój ból jak królestwo
Jedyna obrona więzi mnie
Ujrzeć światło między prętami
Zobaczyć jak niebo jest piękne
Usłysz jak brzmi mój głos (brzmi)?

niedziela, 6 lipca 2014

Spokojny dzień. Nic szczególnego. No, trochę nerwów, ale na poziomie standardowym.




Powiedz co o mnie wiesz
Jak dobrze mnie znasz
Po kim mam taki lęk 
Gdy zostaje znów sam

Gdy dopada mnie chaos 
Nie zezwala na sen
Zabrania mi się cieszyć
Że przyjdzie lepszy dzień

Mamy podobne myśli
Lecz w słowach brak potwierdzenia
Bo co z tego że intelekt 
Jest jak cela ciasnego więzienia

Mijamy się namiętnie
Między ciasnymi ulicami
I nawet wtedy nie ma cienia
Za naszymi plecami

Poznajmy się – ja nazywam się samotność
Zaśpiewaj ze mną
Jakbyś była drugą zwrotką
Przeżyjmy coś – tak głupiego jak ta prośba
Zmieńmy tak świat
Byśmy mogli w nim pozostać
Już lepiej nam, już lepiej nam, 
już lepiej nam, już lepiej nam




Łatwiej jest mówić piosenkami o uczuciach. To moje ściągawki. Nienawidzę tego, że wciąż myślę i analizuję. Nie rozumiem, są przecież tacy, którzy bezrefleksyjnie przyjmują rzeczywistość. Dla innych stres i zmęczenie. Kiedy przyjdzie ten lepszy dzień, w którym bez lęków i wahań spojrzę przed siebie? cały czas tkwię w przeszłości, więc nie jestem w stanie myśleć o tym, co przede mną, i co może mam pod nosem. Jestem już taka zmęczona przeszłością...  A wciąż rozpamiętuję. To chore.

Ja nie chcę spać, ja nie chcę umierać.

sobota, 5 lipca 2014

Denerwuje mnie moje poczucie osamotnienia. Bo co prawda jest ze mną rodzina, którą kocham, i znajomi. Ciężko mi tłumaczyć o co chodzi. Nie mam siły ciągnąć tego. Jestem zmęczona, tą tęsknotą, tym cholernym losem. Czemu to wszystko jest takie popierdzielone? Że pomimo tego, że otaczają mnie ludzie, wciąż czuję się samotna, bo nie ma tej jednej osoby? Czemu miłość jest taka pojebana? Nienawidzę go czasem, za to, co zrobił z moją psychiką, chociaż może wcale tego nie chciał, może odebrałam to źle. A właściwie chciałabym go znienawidzić. Już sama nie wiem, co czuję. Zgubiłam się w uczuciach. Cholera, minęły prawie dwa lata, czemu wciąż mnie to boli, czemu wciąż o tym myślę, czemu?! Mam ochotę zrobić coś, by przestało mnie to boleć. On, zerwanie kontaktu z Wiolką, Kaśką, Dominiką, Jolką, Natalią, Marcinkiem, Konradem, Filipem, Agnieszką, Emilką, Olą, Sarą... nazbierało się tych imion. Ale to może nic dziwnego.

Cieszę się, że jest przy mnie moja mama, Justyna i Sabina, bo chyba zwariowałabym. A może już wariuję?


I was left to my own devices
Many days fell away with nothing to show
And the walls kept tumbling down in the city that we love
Great clouds roll over the hills bringing darkness from above

But if you close your eyes

Does it almost feel like nothing changed at all?
And if you close your eyes
Does it almost feel like you've been here before?
How am I gonna be an optimist about this?
How am I gonna be an optimist about this?

We were caught up and lost in all of our vices
In your pose as the dust settled around us
And the walls kept tumbling down in the city that we love
Great clouds roll over the hills bringing darkness from above

But if you close your eyes

Does it almost feel like nothing changed at all?
And if you close your eyes
Does it almost feel like you've been here before?
How am I gonna be an optimist about this?
How am I gonna be an optimist about this?


Oh where do we begin?

The rubble or our sins?
Oh, oh where do we begin?
The rubble or our sins?

And the walls kept tumbling down in the city that we love

Great clouds roll over the hills bringing darkness from above

But if you close your eyes

Does it almost feel like nothing changed at all?
And if you close your eyes
Does it almost feel like you've been here before?
Oh, how am I gonna be an optimist about this?
How am I gonna be an optimist about this?

If you close your eyes 
Does it almost feel like nothing changed at all?





'So wake me up when it's all over
when I'm wiser and I'm older
All this time I was finding myself and I
didn't know I was lost'

Wakacyjne szaleństwo zakupów

Byłam dzisiaj na zakupach- szalonych, jeśli spojrzeć, ile pieniędzy wydaje zwykle na ubrania (konieczne minimum), a ile kupiłam dzisiaj. A więc- szpilki, dwie kiecki, spodnie, bluzka. I szukałam stroju kąpielowego, co zawsze jest dla mnie traumatycznym przeżyciem. Nie jestem otyła, ale strasznie mnie dołuje mój wygląd. Ogólnie skończyło się na płaczu w przymierzalni. Brrr. A strój i tak kupić muszę, bo niedługo wyjeżdżam...

Ogólnie jestem zadowolona z tych zakupów. Znalazłam fajny sklep z końcówkami serii- typowy outlet, w którym za dwie sukienki zapłaciłam tyle, ile zamierzałam za jedną. Spodnie też dość tanio; w sumie kupiłam je tylko dlatego, że mnie jako animatorce nie wypada ubierać krótkich spodenek. Te mają długość do kolan, więc są ok- zarówno do kaplicy, jak i na spacer, jak i na dyżury. No a buty... może czasem się potykam, ale kocham obcasy <3

Za tydzień o tej porze będę już nad morzem. Uwielbiam Bałtyk. Jest zimny, ale... ma klimat. Zawsze ładuję się przez te 2 tygodnie tam. W tym roku będę musiała zebrać sporo energii- przecież matura. Potem rekolekcje, no i reszta to już 3 tygodnie wolnego. Powinnam się uczyć, ale pewnie będę czytać, oglądać dramy i przesiadywać na drzewie (chociaż powoli z tego wyrastam niestety).

Trzymajcie kciuki za pogodę na wybrzeżu!

piątek, 4 lipca 2014

Już dorosła

Minęła moja osiemnastka, i stałam się pełnoletnia. Odpowiadam za siebie. Ha-ha.

Tak na serio- całkiem w porządku. Dwa dni przed urodzinami była u mnie rodzina, i był niestety jeden zgrzyt- ale cóż poradzę, że mój ojciec chrzestny to idiota i dziad? Dobrze, że jest z nami tylko spowinowacony. Ogólnie, gdy dziadkowie i matka chrzestna składali mi życzenia, miałam okropną gulę w gardle. Ale cała ta uroczystość mnie mocno zmęczyła- nie lubię spędów z dużą ilością ludzi, i nie lubię zamieszania wokół siebie, a śpiewanie 'Sto lat' krępuje mnie okropnie... No ale... wiadomo. Rodzina. Cieszę się, że ze mną byli.

Urodziny miałam w poniedziałek, i wtedy też wujek odprawił mi Mszę z okazji tych urodzin. Dziewczyny ze scholi przyszły mi śpiewać- i znów taka okropna gula w gardle!

Przez to wszystko zastanawiałam się, co to znaczy, że jestem dorosła, i dalej nie wiem, i zapewne prędko się nie dowiem. Nie ma dla mnie sensu picie alkoholu, i chociaż już skończyłam te 18 lat, to się nie mogę przekonać, wypiłam 1 piwo z rodzicami (ale słabe, cytrynowe, 2%) i japońskie z koleżanką na pół (rozcieńczając ogromną ilością soku). Alkohol. Chyba jednak fuj (jak ja mam iść na studia z takim nastawieniem? :P). Palenie też mnie nie pociąga. Chyba jestem beznadziejna, że nie kręci mnie nic, co tak bardzo fascynuje moich rówieśników.

Dorosłość dalej mnie przeraża. Niby nic się nie zmieniło, ale teraz już sama mam o sobie decydować, i co... gorsze? brać odpowiedzialność za to, co robię. Ponosić konsekwencje. Już bez taryfy ulgowej. A ja się wciąż czuję dzieckiem. Gdzie ja do wspomnianego alkoholu czy wyborów. Ale Jezu- ja mam już 18 lat! Kiedy się ich tyle nazbierało? Przecież dopiero kończyłam podstawówkę, i byłam taka dumna, że jestem już taka duża, zaczynam gimnazjum, a tu za rok cholerna matura! Cholera, jak, kiedy, jak mogłam tego nie zauważyć?

Za tydzień wyjeżdżam nad morze i mam nadzieję, ze trochę wyluzuję i przejdą mi nerwy, chociaż nie powinnam narzekać, bo nie jest najgorzej. W sumie jestem dość zrelaksowana- chyba najbardziej jak mogę- w sumie nic dziwnego, skoro nie oglądam wiadomości i telewizji w ogóle, i staram się wszystko odpychać od siebie. Ostatnio ciągle tylko dramy i dramy. No, i zaczęłam sobie ogarniać Beast (czy też raczej B2ST).

Przede mną jeszcze rekolekcje. W ogóle, zapomniałabym, we wtorek wbił do mnie Tomek- prawie dostałam zawału, gdy go zobaczyłam, bo bardzo nie chciałam, żeby przyjeżdżał. Martwi mnie to czasem. Na szczęście była też Sabinka, więc wyluzowałam, i mnie bardzo pozytywnie zaskoczyli. A wracając- 1 sierpnia jadę do Kasinki, znów z dziećmi.

Czasem tak bardzo mnie to dobija wszystko, że już nie mam siły. I drażnią mnie ludzie mówiący- ogarnij się, zrób coś z tym. Co mogę zrobić? Minęły pieprzone dwa lata. Już chyba nawet nie tęsknię za nim, tylko za kimś, kto byłby przy mnie tak jak on. Jestem nieufna, ale za mocno przywiązuję się do ludzi, dlatego potem wszystko mnie tak cholernie boli. Dlatego nie chcę, by mnie poznawali. Gdy wiedzą za dużo, wykorzystają to, by mnie zranić. Muszę się chronić.

Kończę na razie. Straszny tu bałagan dzisiaj. O zbyt wielu bym sprawach chciała napisać. No nic. Może się poukłada.

środa, 18 czerwca 2014

Supły, supełki, węzły, węzełki


Wszystko się poplątało, czuję się strasznie winna, chociaż przekonują mnie (nawet sama zainteresowana), że nie powinnam.
Zmęczyło mnie to wszystko niesamowicie. Tak mi teraz smutno, że mam gulę w gardle i płacz na końcu nosa. Nie wiem, co zrobić, bo nie mogę zrobić nic. Załamałam się. Nawet nie mogę powiedzieć- I just gotta let it go; bo przecież to się dzieje teraz, i na moich oczach się pieprzy, miesza i pląta.

W szkole więcej sukcesów. Wyciągnęłam się na pasek- niesamowite, biorąc pod uwagę jak bardzo miałam wyjebane na naukę na początku roku. Obchodziłam osiemnastkę- kilka najbliższych koleżanek było u mnie, 2 nocowały; całą noc przesiedziałam z Anią nad dramą i Hello Baby z SHINEe. Było fajnie. Jeszcze wcześniej, bo w zeszły czwartek, przed lekcjami napadły mnie najnajbliższe koleżanki (nie umiem już tak łatwo nazywać ludzi przyjaciółmi), upokorzyły śpiewając sto lat i wręczyły jedne z najlepszych prezentów ever.




Tak więc to było bardzo pozytywne i kochane.
Odzyskałam trochę wiary we własne polonistyczne zdolności, w sensie- lepiej.

Chyba pójdę już spać. Nie mam siły. Tymczasem, jako kołysanka:


  


poniedziałek, 9 czerwca 2014

Touch love

Dzisiaj byliśmy na filmie 'Powstanie Warszawskie'.  Nie mogę powiedzieć, że ten film jest dobry, dość ciężko jest tak określić ten rodzaj filmu. Na pewno robi wrażenie, w sumie wgniótł mnie w fotel. Popłakałam się. Jest niezwykły... to było ciekawe, ale dość ciężkie doświadczenie.

Już ostatnie chwile roku szkolnego. W sumie nie muszę się specjalnie martwić ocenami; biorąc pod uwagę fakt, że miałam totalnie wyrąbane na naukę na początku wyszłam ze wszystkim bardzo dobrze. Tyle, że w mojej głowie siedzi kilka niechcianych myśli i się martwię, chociaż nie powinnam.


Nałogowo słucham OST z mojej kochanej dramy, 'Master's Sun'; ale tak mi przy nim smutno... Tęsknię za bohaterami, ale boję się, że gdy obejrzę ją zbyt wiele razy, to mi się znudzi... więc na razie dawkuję ją sobie ostrożnie.

Taki bałagan u mnie. Trochę lepiej, ale jeszcze nie jestem całkiem spokojna. A tak chciałabym wreszcie złapać oddech...

      

środa, 4 czerwca 2014

Płacz, SOS


Rozmawiałam dzisiaj z Anią. Koniec końców siedziałam przed monitorem i beczałam. Ale w sumie trochę mi to pomogło. No i czekam na odpowiedź z Pogotowia Duchowego. Chcę odzyskać panowanie nad swoim życiem- wydawało mi się, że to straciłam, ale chyba po prostu nigdy tego nie miałam.

Tomek stara mi się pomóc. Doceniam to, ale jego słowa docierają do mnie spowolnione, jakby straciły siłę. Może jest już za późno by mnie naprawić...?

Nie jest mi teraz łatwo. Może sama wynajduję sobie problemy, jak mi ktoś kiedyś napisał. Może. Już nic nie wiem. Ale wypłakałam się... i jednak czuję się lżej niż przedtem. Mam jakiś, może nie promyk, ale cień nadziei, że jednak będzie okej. Ale jak mam wynagrodzić to wszystko, co zrobiłam źle? Jak znieść ciągłe wybaczenie mimo świadomości błędu..? To mnie strasznie męczy.

Dużo słowa 'może'. Po prostu już niczego nie jestem pewna.

Zmieniając temat, moje liceum przekonuje mnie wciąż, że jestem debilką. I chyba faktycznie jestem. Boję się, że nie zdam matury. A to już za 11 miesięcy. Strach się bać, co będzie.

Strach, strach, ciągle ten strach.

Tymczasem napisane w nieuwadze:


Tak bardzo smutno mi
gdy zamykasz za sobą drzwi
gdy w oczach twych widzę tylko cień
dawnych dni
wtedy tak bardzo smutno mi
że tracę dech
i kokon myśli złych
spowija mnie
ciasno
jak ćmę

tak bardzo smutno mi
gdy odchodzisz, marszcząc brwi
gdy zatrzaskujesz swe serce
by chronić się
a ja przecież nie chciałam źle
nie chciałam twych krzywd
i swoich także nie
i gubię się
w gąszczu myśli
labiryncie słów

tak bardzo smutno mi
gdy chcę cofnąć swój czas
by było w nim miejsce dla ‘nas’
gdy wzrok twój tak niechętny
że rani mnie jak nóż
aż chciałabym
krzyczeć
płakać
umierać…
żyć.

Tymczasem posłyszane:

             
     


C'est un SOS, je suis touchée je suis à terre

Entends-tu ma détresse, y'a t-il quelqu'un ?
Je sens que je me perds

To jest SOS, jestem wzruszona, istnieję
Usłysz mój niepokój, czy ktoś tam jest?
Czuję, że tracę siebie

!!!!!!!!!!!!!!!!!!!






poniedziałek, 2 czerwca 2014

Punkt wyjścia


Cześć;
nie sądziłam, że pojawię się tutaj jeszcze. Trochę się pozmieniało. We wrześniu przeniosłam się do równoległej klasy, już nie mogłam wytrzymać towarzystwa tych ludzi... Z jednej strony jest lepiej. Z drugiej, to przeniesienie spowodowało tyle innych wydarzeń... Ale nie chcę teraz o tym pisać.

Dalej zdarza mi się tęsknić za Pawłem, chociaż minęły już prawie dwa lata od tamtej kłótni, rozstania, czy jak to nazwać. To cały czas we mnie siedzi. Utknęłam w przeszłości, i nie mogę się wydostać.

Dobija mnie ta rozpacz we mnie. Jak się pewnie domyślacie, gdyby było w porządku nie wróciłabym tutaj- właśnie do punktu wyjścia. Tymczasem tkwię w rozpaczy, beznadziei, zapatrzona w przeszłość. Nie potrafię sama sobie wybaczyć. Więc chyba jednak coś będzie się tutaj pojawiać, ot tak, żebym mogła uporządkować swoje sprawy i powierzyć komuś swoje smutki. Łatwiej jest wysyłać słowa w wirtualną przestrzeń, niż mówić znajomym co mi jest. Tym bardziej, jeśli nie do końca się im ufa.

Mam poczucie beznadziejnej samotności. Dzisiaj na religii usłyszałam, że piekło to właśnie samotność. Ile jest prawdy w tych słowach...

Wróciłam też do pisania wierszy. Nie sądziłam, że będę to robić w swoim starczym wieku (za 28 dni skończę 18 lat, ta perspektywa jest przerażająca); ale naprawdę łatwiej jest mi wtedy żyć... Gdy przeleję frustrację na klawiaturę. Wstawię tu coś od czasu do czasu.

Tyle u mnie na razie. Postaram się pisać też coś bardziej twórczego niż własne żale, ale sama nie wierzę w sukces. Tymczasem żegnam się i pozostawiam was z piosenką, która jest tak bardzo o mnie.