Wszystko się poplątało, czuję się strasznie winna, chociaż przekonują mnie (nawet sama zainteresowana), że nie powinnam. Zmęczyło mnie to wszystko niesamowicie. Tak mi teraz smutno, że mam gulę w gardle i płacz na końcu nosa. Nie wiem, co zrobić, bo nie mogę zrobić nic. Załamałam się. Nawet nie mogę powiedzieć- I just gotta let it go; bo przecież to się dzieje teraz, i na moich oczach się pieprzy, miesza i pląta.
W szkole więcej sukcesów. Wyciągnęłam się na pasek- niesamowite, biorąc pod uwagę jak bardzo miałam wyjebane na naukę na początku roku. Obchodziłam osiemnastkę- kilka najbliższych koleżanek było u mnie, 2 nocowały; całą noc przesiedziałam z Anią nad dramą i Hello Baby z SHINEe. Było fajnie. Jeszcze wcześniej, bo w zeszły czwartek, przed lekcjami napadły mnie najnajbliższe koleżanki (nie umiem już tak łatwo nazywać ludzi przyjaciółmi), upokorzyły śpiewając sto lat i wręczyły jedne z najlepszych prezentów ever.
Tak więc to było bardzo pozytywne i kochane. Odzyskałam trochę wiary we własne polonistyczne zdolności, w sensie- lepiej.
Chyba pójdę już spać. Nie mam siły. Tymczasem, jako kołysanka:
Dzisiaj byliśmy na filmie 'Powstanie Warszawskie'. Nie mogę powiedzieć, że ten film jest dobry, dość ciężko jest tak określić ten rodzaj filmu. Na pewno robi wrażenie, w sumie wgniótł mnie w fotel. Popłakałam się. Jest niezwykły... to było ciekawe, ale dość ciężkie doświadczenie.
Już ostatnie chwile roku szkolnego. W sumie nie muszę się specjalnie martwić ocenami; biorąc pod uwagę fakt, że miałam totalnie wyrąbane na naukę na początku wyszłam ze wszystkim bardzo dobrze. Tyle, że w mojej głowie siedzi kilka niechcianych myśli i się martwię, chociaż nie powinnam.
Nałogowo słucham OST z mojej kochanej dramy, 'Master's Sun'; ale tak mi przy nim smutno... Tęsknię za bohaterami, ale boję się, że gdy obejrzę ją zbyt wiele razy, to mi się znudzi... więc na razie dawkuję ją sobie ostrożnie.
Taki bałagan u mnie. Trochę lepiej, ale jeszcze nie jestem całkiem spokojna. A tak chciałabym wreszcie złapać oddech...
Rozmawiałam dzisiaj z Anią. Koniec końców siedziałam przed monitorem i beczałam. Ale w sumie trochę mi to pomogło. No i czekam na odpowiedź z Pogotowia Duchowego. Chcę odzyskać panowanie nad swoim życiem- wydawało mi się, że to straciłam, ale chyba po prostu nigdy tego nie miałam.
Tomek stara mi się pomóc. Doceniam to, ale jego słowa docierają do mnie spowolnione, jakby straciły siłę. Może jest już za późno by mnie naprawić...?
Nie jest mi teraz łatwo. Może sama wynajduję sobie problemy, jak mi ktoś kiedyś napisał. Może. Już nic nie wiem. Ale wypłakałam się... i jednak czuję się lżej niż przedtem. Mam jakiś, może nie promyk, ale cień nadziei, że jednak będzie okej. Ale jak mam wynagrodzić to wszystko, co zrobiłam źle? Jak znieść ciągłe wybaczenie mimo świadomości błędu..? To mnie strasznie męczy.
Dużo słowa 'może'. Po prostu już niczego nie jestem pewna.
Zmieniając temat, moje liceum przekonuje mnie wciąż, że jestem debilką. I chyba faktycznie jestem. Boję się, że nie zdam matury. A to już za 11 miesięcy. Strach się bać, co będzie.
Strach, strach, ciągle ten strach.
Tymczasem napisane w nieuwadze:
Tak bardzo smutno mi
gdy zamykasz za sobą drzwi
gdy w oczach twych widzę tylko cień
dawnych dni
wtedy tak bardzo smutno mi
że tracę dech
i kokon myśli złych
spowija mnie
ciasno
jak ćmę
tak bardzo smutno mi
gdy odchodzisz, marszcząc brwi
gdy zatrzaskujesz swe serce
by chronić się
a ja przecież nie chciałam źle
nie chciałam twych krzywd
i swoich także nie
i gubię się
w gąszczu myśli
labiryncie słów
tak bardzo smutno mi
gdy chcę cofnąć swój czas
by było w nim miejsce dla ‘nas’
gdy wzrok twój tak niechętny
że rani mnie jak nóż
aż chciałabym
krzyczeć
płakać
umierać…
żyć.
Tymczasem posłyszane:
C'est un SOS, je suis touchée je suis à terre
Entends-tu ma détresse, y'a t-il quelqu'un ?
Je sens que je me perds To jest SOS, jestem wzruszona, istnieję Usłysz mój niepokój, czy ktoś tam jest? Czuję, że tracę siebie
Cześć;
nie sądziłam, że pojawię się tutaj jeszcze. Trochę się pozmieniało. We wrześniu przeniosłam się do równoległej klasy, już nie mogłam wytrzymać towarzystwa tych ludzi... Z jednej strony jest lepiej. Z drugiej, to przeniesienie spowodowało tyle innych wydarzeń... Ale nie chcę teraz o tym pisać.
Dalej zdarza mi się tęsknić za Pawłem, chociaż minęły już prawie dwa lata od tamtej kłótni, rozstania, czy jak to nazwać. To cały czas we mnie siedzi. Utknęłam w przeszłości, i nie mogę się wydostać.
Dobija mnie ta rozpacz we mnie. Jak się pewnie domyślacie, gdyby było w porządku nie wróciłabym tutaj- właśnie do punktu wyjścia. Tymczasem tkwię w rozpaczy, beznadziei, zapatrzona w przeszłość. Nie potrafię sama sobie wybaczyć. Więc chyba jednak coś będzie się tutaj pojawiać, ot tak, żebym mogła uporządkować swoje sprawy i powierzyć komuś swoje smutki. Łatwiej jest wysyłać słowa w wirtualną przestrzeń, niż mówić znajomym co mi jest. Tym bardziej, jeśli nie do końca się im ufa.
Mam poczucie beznadziejnej samotności. Dzisiaj na religii usłyszałam, że piekło to właśnie samotność. Ile jest prawdy w tych słowach...
Wróciłam też do pisania wierszy. Nie sądziłam, że będę to robić w swoim starczym wieku (za 28 dni skończę 18 lat, ta perspektywa jest przerażająca); ale naprawdę łatwiej jest mi wtedy żyć... Gdy przeleję frustrację na klawiaturę. Wstawię tu coś od czasu do czasu.
Tyle u mnie na razie. Postaram się pisać też coś bardziej twórczego niż własne żale, ale sama nie wierzę w sukces. Tymczasem żegnam się i pozostawiam was z piosenką, która jest tak bardzo o mnie.