poniedziałek, 2 czerwca 2014

Punkt wyjścia


Cześć;
nie sądziłam, że pojawię się tutaj jeszcze. Trochę się pozmieniało. We wrześniu przeniosłam się do równoległej klasy, już nie mogłam wytrzymać towarzystwa tych ludzi... Z jednej strony jest lepiej. Z drugiej, to przeniesienie spowodowało tyle innych wydarzeń... Ale nie chcę teraz o tym pisać.

Dalej zdarza mi się tęsknić za Pawłem, chociaż minęły już prawie dwa lata od tamtej kłótni, rozstania, czy jak to nazwać. To cały czas we mnie siedzi. Utknęłam w przeszłości, i nie mogę się wydostać.

Dobija mnie ta rozpacz we mnie. Jak się pewnie domyślacie, gdyby było w porządku nie wróciłabym tutaj- właśnie do punktu wyjścia. Tymczasem tkwię w rozpaczy, beznadziei, zapatrzona w przeszłość. Nie potrafię sama sobie wybaczyć. Więc chyba jednak coś będzie się tutaj pojawiać, ot tak, żebym mogła uporządkować swoje sprawy i powierzyć komuś swoje smutki. Łatwiej jest wysyłać słowa w wirtualną przestrzeń, niż mówić znajomym co mi jest. Tym bardziej, jeśli nie do końca się im ufa.

Mam poczucie beznadziejnej samotności. Dzisiaj na religii usłyszałam, że piekło to właśnie samotność. Ile jest prawdy w tych słowach...

Wróciłam też do pisania wierszy. Nie sądziłam, że będę to robić w swoim starczym wieku (za 28 dni skończę 18 lat, ta perspektywa jest przerażająca); ale naprawdę łatwiej jest mi wtedy żyć... Gdy przeleję frustrację na klawiaturę. Wstawię tu coś od czasu do czasu.

Tyle u mnie na razie. Postaram się pisać też coś bardziej twórczego niż własne żale, ale sama nie wierzę w sukces. Tymczasem żegnam się i pozostawiam was z piosenką, która jest tak bardzo o mnie.


                                                                 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz