Na pewno słyszeliście piosenkę Summertime Sadness Lany Del Rey. A czy widzieliście teledysk? Konkretnie ten moment, kiedy ona z rozłożonymi ramionami chwieje się (?) czy też łagodnie pochyla... i spada. Leci. I druga kobieta, w czerwonej pięknej sukni, gdy stoi na moście... To jest taka piękna piosenka...
Ta historia też miała miejsce w lecie, i ciągnie się za mną, i wciąż i wciąż.
A piosenka Papierowe skrzydła Myslovitz? Ona cała opowiada o takim upadku.
Ptak swym życiem zachwycał go
Codziennie marzył
Poczuł wiatr na twarzy strach
Przez chwilę wolnym był
Zostawił list odpłynął w dół
Przez chwilę wolnym był
Poczuł wiatr na twarzy strach
Przez chwilę wolnym był
Zostawił list odpłynął w dół
Chciałabym poczuć taką wolność, ale cena za nią to życie. Samobójstwo to wbrew pozorom przejaw wielkiej odwagi... wielkiej rozpaczy i wielkiego tchórzostwa. Nie stać mnie na to. Poza tym zbyt wiele mnie tu trzyma... a przynajmniej taką mam nadzieję. Niespieszno mi do piekła. Ale... może chociaż by sobie o mnie przypomniał.
Takie rozważania końcoworoczne.
Co było pozytywne?
Skończyłam wzorowo gimnazjum.
Dostałam się do liceum marzeń niegdysiejszych.
Pojechałam na pierwsze rekolekcje... i się w tym zakochałam.
Tyle...?
Chyba się jeszcze zmieniłam, na lepsze. Dzięki Tomkowi, dzięki Konradowi, i Joli, i Dominice, i Natalii, Agnieszce i Filipowi.
Szkoda, że tego już nie ma, co było, a mam w sobie za wiele honoru i oślego uporu, żeby o sobie przypominać.
Gdzie oni wszyscy są?
A co było negatywne?
Paweł... strata.
Kłótnia z Julią.
W sumie tylko to mnie gryzie, a świadomość, że Pawła już po prostu nie będzie, bo znów odzywa się mój upór, moje alter ego i daje mi w twarz za naiwność; świadomość, że prawdziwa przyjaźń... chociaż to w sumie nie jest świadomość tylko smutne podsumowanie- prawdziwa-prawdziwa przyjaźń nie istnieje.
Nie mogę już do tego wrócić, mimo, że z tego wszystkiego wynika, że go...
Wesołego roku 2013. Niech będzie lepszy niż 2012. Życzę tego Wam i sobie.
Nie mogę więcej pisać i o tym myśleć, bo zaraz przestraszę się własnych myśli i własnych wniosków. To będzie zbyt jasne, zbyt logiczne żeby przed tym uciec. Więc kończę. Może będzie lepiej. Byle do rekolekcji, byle do Bukowiny.
Za bardzo się odsłoniłam, zbyt wiele napisałam.
Stoję nad morzem wypłakanych łez w którym odbija się moja twarz Czy to jestem ja Zgubiłam się
poniedziałek, 31 grudnia 2012
sobota, 29 grudnia 2012
Smutna pastorałka
Witam Was smutno.
Jakoś żyję. Leci, leci.
Bardzo często wspominam smutną pastorałkę-
Aniołowie, aniołowie biali
na coście tak u żłóbka czekali?
Po coście tak skrzydełkami trzepotali?
Płatki śniegu rozsypali czarną nocą?
Ciemne noce, aniołowie, w naszej ziemi;
ciemnie gwiazdy, i śnieg ciemny, i miłość.
I pod tymi obłokami ciemnymi
nasz serce w ciemność się zmieniło.
Aniołowie, aniołowie biali,
o, przyświećcie blaskiem skrzydeł swoich
by do nieba trafił ten zgubiony,
i ten, co się oczu podnieść boi...
I ten, który w beznadziei czeka,
i ten rycerz w poszarpanej zbroi...
By jak człowiek szedł do Boga-Człowieka...
Aniołowie... Aniołowie biali...
Tęsknię za czymś.
Poskładałam już serce, zacerowałam duszę, a wciąż jakby brakuje maleńkiego kawałka, i zieje tam pustka.
Może to mnie uleczy?
Nie wiem.
Smutno Was żegnam.
Jakoś żyję. Leci, leci.
Bardzo często wspominam smutną pastorałkę-
Aniołowie, aniołowie biali
na coście tak u żłóbka czekali?
Po coście tak skrzydełkami trzepotali?
Płatki śniegu rozsypali czarną nocą?
Ciemne noce, aniołowie, w naszej ziemi;
ciemnie gwiazdy, i śnieg ciemny, i miłość.
I pod tymi obłokami ciemnymi
nasz serce w ciemność się zmieniło.
Aniołowie, aniołowie biali,
o, przyświećcie blaskiem skrzydeł swoich
by do nieba trafił ten zgubiony,
i ten, co się oczu podnieść boi...
I ten, który w beznadziei czeka,
i ten rycerz w poszarpanej zbroi...
By jak człowiek szedł do Boga-Człowieka...
Aniołowie... Aniołowie biali...
Tęsknię za czymś.
Poskładałam już serce, zacerowałam duszę, a wciąż jakby brakuje maleńkiego kawałka, i zieje tam pustka.
Może to mnie uleczy?
Nie wiem.
Smutno Was żegnam.
poniedziałek, 10 grudnia 2012
Mosty kruszą się, kruszą się w świetle dnia.
Znów jestem chora. Dlaczego ostatnio ja zawsze jestem chora? Nie pojechałam na NżzB ;(
Zostałam sama. Z Julią się nie znamy. Wiolka ma teraz swoje dziwne życie, widzimy się może raz w tygodniu, w porywach do dwóch. Czasami raz na dwa tygodnie. Z Agatą gadam w pociągu. Z Katariną przez fb. Ale ogólnie to ich nie ma, i te rozmowy są bardzo, bardzo rzadkie. Mosty znajomości między nami kruszą się, aż w końcu przestaną istnieć.
Towarzyszą mi coraz to głupsze myśli. Albo takie odrętwienie, że nie myślę nic. Tylko chciałabym spać i spać.
"A w mojej głowie wojna, wieczna wojna"
Tęsknię za nim, ale już nie będę już wracać do tego tematu. Za wiele jest Pawła na tym blogu. Powinno być znacznie mniej.
Mam teraz tylko Tarantulkę, z którą odnowiłyśmy kontakty, z czego bardzo się cieszę, Justynę i Natalię z klasy.
Oceny są gorsze niż bym chciała.
Mam dość.
Myśli o świętach trzymają mnie przy życiu, jeszcze tylko dwa tygodnie. I będzie choinka, i Wigilia... i kolędy...
Śliczne gwiazdki Ichtyo zrobiła, spróbuję, chociaż, znając życie, to mi nie wyjdą, albo braknie mi czasu... Nigdy bym na coś takiego nie wpadła.
Ugh, to otępienie widać nawet po moim obecnym sposobie pisania...
Idę...
piątek, 23 listopada 2012
I znów.
Podtrzymuję:
I don't wanna live on this world anymore.
Fizycznie odżyłam, psychika mi siada.
Nie ma Julii i zostałam sama z myślami. A nie są to myśli dobre.
Smutno.
Mam dość.
I don't wanna live on this world anymore.
Fizycznie odżyłam, psychika mi siada.
Nie ma Julii i zostałam sama z myślami. A nie są to myśli dobre.
Smutno.
W czarnobiały obraz wpatruje się,
wkoło cisza wielka trwa.
Czuje że ktoś ze mną jest,
W ciemności wyłania się jego twarz.
W oddali czyiś głos woła mnie,
Chce by to był tylko sen...
Nagle znów w ciemnościach gubisz się,
Przyszła ona zabrała Cię.
Smutna melancholia otacza mnie,
Wszystko wkoło traci sens.
Idę sama wśród krętych dróg,
Coraz częściej gubię się...
Gubię się wsród tłumu,
Lecz nie ulegam wpływom zła,
Wyruszam na podbój jutra,
W złotą zbroję ubranaaaa...
wtorek, 20 listopada 2012
To tylko ja, nie ma się czym przejmować.
Wszechobecna chandra, dół, depresja i przygnębienie. Jestem chora i odechciewa mi się, a wszystko traci sens. Pogubiłam się znów. Chciałabym tylko spać, i spać, i spać, czekając na poprawę swojego losu.
Hahaha... ha... Ha.
W ogóle...
Nieważne.
Zaczynam podejrzewać u siebie depresję. Be, be.
Nie wiem, co mam zrobić, w którą stronę pójść... W ogóle nic nie wiem. Chciałabym wrócić do tego co było. Tęsknię. Ale nie wrócę.
W chwili obecnej zakończyła się również moja przyjaźń. Smutne.
Serce raz złamane sercem być przestaje. Już w nim nie ma uczuć stanowiących serce.
A moje serce zostało rozbite, i to na milion małych kawałków.
"Młodzieniec przyszedł do Starca po radę.
Starcze, rozbiłem coś.
Jak bardzo to rozbiłeś?
Na milion małych kawałków.
Obawiam się, ze nie mogę Ci pomóc.
Dlaczego?
Nic nie da się zrobić.
Dlaczego?
Nie można tego naprawić.
Dlacziego?
Jest za bardzo rozbite. Na milion małych kawałków."
Hahaha... ha... Ha.
W ogóle...
Nieważne.
Zaczynam podejrzewać u siebie depresję. Be, be.
Nie wiem, co mam zrobić, w którą stronę pójść... W ogóle nic nie wiem. Chciałabym wrócić do tego co było. Tęsknię. Ale nie wrócę.
W chwili obecnej zakończyła się również moja przyjaźń. Smutne.
Serce raz złamane sercem być przestaje. Już w nim nie ma uczuć stanowiących serce.
A moje serce zostało rozbite, i to na milion małych kawałków.
"Młodzieniec przyszedł do Starca po radę.
Starcze, rozbiłem coś.
Jak bardzo to rozbiłeś?
Na milion małych kawałków.
Obawiam się, ze nie mogę Ci pomóc.
Dlaczego?
Nic nie da się zrobić.
Dlaczego?
Nie można tego naprawić.
Dlacziego?
Jest za bardzo rozbite. Na milion małych kawałków."
sobota, 17 listopada 2012
Smutno
kiedy umrę kochanie
gdy się ze słońcem rozstanę
i będę długim przedmiotem raczej smutnym
czy mnie wtedy przygarniesz
ramionami ogarniesz
i naprawisz co popsuł los okrutny
często myślę o tobie
często piszę do ciebie
głupie listy - w nich miłość i uśmiech
potem w piecu je chowam
płomień skacze po słowach
nim spokojnie w popiele nie uśnie
patrząc w płomień kochanie
myślę - co się też stanie
z moim sercem miłości głodnym
a ty nie pozwól przecież
żebym umarła w świecie
który ciemny jest i który jest chłodny
Halina Poświatowska
Chandra, w sumie nawet nie taka chandra-chandra, tylko ogółem... nieważne. Klasa mnie wykańcza nerwowo. Jestem chora.
Chandra, w sumie nawet nie taka chandra-chandra, tylko ogółem... nieważne. Klasa mnie wykańcza nerwowo. Jestem chora.
czwartek, 1 listopada 2012
Smutki i smuteczki
Dzisiaj Wszystkich Świętych. Zawsze lubiłam to święto, to okazja do wspominek; rodzice i dziadkowie opowiadający anegdotki o bliskich-zmarłych... to ma jakiś taki charakter... A jednak dzisiaj mnie taka jakaś... nostalgia, bo mama zaczęła się zastanawiać co by było, gdyby pewne rzeczy nie miały miejsca... No cóż. Byłoby inaczej.
Staram się leczyć duszę Myslovitz, ale coś mi to nie wychodzi... >.<
W kawiarniach tłok i gwar zza szyb,
znajome drzwi, nie stoisz w nich.
Przemykam gdzieś, wśród wejść i wyjść,
neonów szept pulsuje nim.
I choć tyle tyle tu miejsc i taki w nich zgiełk,
w tym mieście tak bez Ciebie pusto jest.
Wysiadam gdzieś, nieważne gdzie,
na żadnej z map, nie znajdę wiem...
...naszych miejsc i wspólnych chwil,
neonów krzyk pulsuje nim.
Ich stare piosenki mają w sobie jakąś niezwykłą moc, są takie prawdziwe...
Bez Rojka to już nie to samo.
Złapała mnie jesienna chandra, tęsknię, a nie powinnam, w ogóle, co to za myśl, czemu pojawia się w mojej głowie, o kim ja myślę, przecież on nie istnieje, zmyśliłam go, nie ma kogoś takiego, to nie jest ktoś, nie ma, nie ma, nie ma....
Jest tylko kimś, kogo kiedyś znałam.
Kogo nie rozpoznaję, mijając na ulicy.
A reszta jest milczeniem.
Staram się leczyć duszę Myslovitz, ale coś mi to nie wychodzi... >.<
W kawiarniach tłok i gwar zza szyb,
znajome drzwi, nie stoisz w nich.
Przemykam gdzieś, wśród wejść i wyjść,
neonów szept pulsuje nim.
I choć tyle tyle tu miejsc i taki w nich zgiełk,
w tym mieście tak bez Ciebie pusto jest.
Wysiadam gdzieś, nieważne gdzie,
na żadnej z map, nie znajdę wiem...
...naszych miejsc i wspólnych chwil,
neonów krzyk pulsuje nim.
Ich stare piosenki mają w sobie jakąś niezwykłą moc, są takie prawdziwe...
Bez Rojka to już nie to samo.
Złapała mnie jesienna chandra, tęsknię, a nie powinnam, w ogóle, co to za myśl, czemu pojawia się w mojej głowie, o kim ja myślę, przecież on nie istnieje, zmyśliłam go, nie ma kogoś takiego, to nie jest ktoś, nie ma, nie ma, nie ma....
Jest tylko kimś, kogo kiedyś znałam.
Kogo nie rozpoznaję, mijając na ulicy.
A reszta jest milczeniem.
niedziela, 28 października 2012
Taka ot tęsknota
Dołek pokonany, za pomocą wczorajszej rozmowy z Jolą <3, z Filipem i dzisiejszej z Julią <3
Taka ot tęsknota, bo włączyłam sobie opening z Naruto, konkretnie 9. I taka tęsknota, bo to mimo wszystko było dobre anime, którego nie skończyłam i już nie skończę, czasami tylko zaglądam na jedną stronkę, żeby przeczytać, o czym są najnowsze odcinki... Szkoda. Tęsknię też za takim... poczuciem... nie umiem tego dobrze wyjaśnić. Naruto to pierwsza seria, od tego zaczęłam. Jakiś sentyment pozostał, poza tym, troszkę wstyd mi przyznać, ale polubiłam Sakurę (może dlatego, że to płaksa jak ja...), szkoda mi jej było, chociaż faktycznie przesadzała *krzywi się na wspomnienie odwiecznego SasUKE-kun*... Dalej kocham fanfiction. Anime nie oglądam. Czasem tęsknię.
Byłam dzisiaj u tej części rodziny, z którą zazwyczaj nie utrzymujemy kontaktu. To... skomplikowane. W każdym razie zyskałam dwie kuzynki. Jedną mniej więcej w moim wieku. Druga siedmiolatka. Było... dość dobrze.
Dobranoc, czas spać. Jutro pobudka o 5.
Taka ot tęsknota, bo włączyłam sobie opening z Naruto, konkretnie 9. I taka tęsknota, bo to mimo wszystko było dobre anime, którego nie skończyłam i już nie skończę, czasami tylko zaglądam na jedną stronkę, żeby przeczytać, o czym są najnowsze odcinki... Szkoda. Tęsknię też za takim... poczuciem... nie umiem tego dobrze wyjaśnić. Naruto to pierwsza seria, od tego zaczęłam. Jakiś sentyment pozostał, poza tym, troszkę wstyd mi przyznać, ale polubiłam Sakurę (może dlatego, że to płaksa jak ja...), szkoda mi jej było, chociaż faktycznie przesadzała *krzywi się na wspomnienie odwiecznego SasUKE-kun*... Dalej kocham fanfiction. Anime nie oglądam. Czasem tęsknię.
Byłam dzisiaj u tej części rodziny, z którą zazwyczaj nie utrzymujemy kontaktu. To... skomplikowane. W każdym razie zyskałam dwie kuzynki. Jedną mniej więcej w moim wieku. Druga siedmiolatka. Było... dość dobrze.
Dobranoc, czas spać. Jutro pobudka o 5.
sobota, 27 października 2012
Lęki
Czasami się boję... tak po ludzku boję.
Dzisiaj byłam na pielgrzymce.
Spotkałam wiele znajomych-kochanych: Konrada, Alę, Milenę... A Julka jakaś inna po tym błogosławieństwie.
A za rok ja tam będę... nie mogę się doczekać.
Czuję się chora.
'Spróbuj zapomnieć, ile to jest 2+2, a ja zapomnę o nim i o tym, co mi zrobił'
Dzisiaj byłam na pielgrzymce.
Spotkałam wiele znajomych-kochanych: Konrada, Alę, Milenę... A Julka jakaś inna po tym błogosławieństwie.
A za rok ja tam będę... nie mogę się doczekać.
Czuję się chora.
'Spróbuj zapomnieć, ile to jest 2+2, a ja zapomnę o nim i o tym, co mi zrobił'
sobota, 20 października 2012
Lithium
Przeżyłam wyjazd integracyjny, wróciłam i siedzę. Entuzjazmem nie tryskam, może dlatego, że spaaaaać *łaaaah- zieewaa*...
Tak, jak się tego spodziewałam, ta 'wycieczka' tylko jeszcze bardziej podzieliła klasę.
Wyleczyłam się.
Miałam dość.
Ot tak przeszło.
I...
... Darling, I forgive you after all
Anything is better than to be alone
And in the end I guess I had to fall
Always find my place among the ashes...
poniedziałek, 15 października 2012
Samotna
Zauważyłam dzisiaj coś.
Czuję się samotna. To prawda.
Jednak nie umiem rozmawiać z ludźmi, tak po prostu.
Wybaczcie, kochani, ale nie umiem zaufać. Dziwne.
A nie ma tych dwóch osób, z którymi mogłabym porozmawiać naprawdę-naprawdę szczerze, i wylać przed nimi swoje żale.
Jola pomaga, dziękuję...
Czuję się samotna. To prawda.
Jednak nie umiem rozmawiać z ludźmi, tak po prostu.
Wybaczcie, kochani, ale nie umiem zaufać. Dziwne.
A nie ma tych dwóch osób, z którymi mogłabym porozmawiać naprawdę-naprawdę szczerze, i wylać przed nimi swoje żale.
Jola pomaga, dziękuję...
Bo w chwili obecnej nie wierzę, że byłam tak zaślepiona. Że tak bardzo ufałam Jemu, a nie powinnam, do jasnej cholery!
Nie przypuszczałabym...
Nie warto sobie nim zaprzątać głowy.
To jednak boli, więc troszkę Cię mimo wszystko rozumiem, Jolu.
Serce się wyrywa do niego, jednak rozum studzi zapał.
Chciał mnie skłócić z W.
Obraża moją religię.
Mówiąc dziecinnie 'obgadywał' mnie za plecami.
Gdzie ja miałam oczy?
Gdzie mam je teraz?
Czemu nadal tęsknię?
Muszę rozpocząć kurację odwykową. Z użyciem gumki recepturki.
Może wypiszę wady i zalety?
Ale mimo wszystko on mnie znał, jak nikt inny, potrafił rozbawić w sekundę, udobruchać, wygłupiać się ze mną.
Myślałam, że mnie oswoił...
Więc czemu?????
Muszę się z tego uleczyć.
Kobieta-Ikar leci dłużej, bo jest lżejsza.
Powietrze ją unosi i wiatr ją chwyta pod ramię.
Wzlatuje bez nadziei, uśmiechnięta jak gejsza -
po czym spada tak ciężko
jak kamień.
sobota, 13 października 2012
Źle
Ach, długo jeszcze poleżę
w szklanej wodzie, w sieci wodorostów,
zanim nareszcie uwierzę
że mnie nie kochano, po prostu...
I tak przez całe te cholerne życie. Nikomu oprócz rodziny na mnie nie zależy, czuję się tak cholernie zdradzona... Może nie powinnam, ale tak to odbieram.
I wnerwia mnie to, że odpisuje po kilkudziesięciu minutach albo wcale.
Nie traktuje mnie w porządku, zawsze jestem na końcu, bo najpierw musi pogadać z tym, z tą i z owantym.
Zresztą... nieważne.
Spotkałam go przypadkiem.
Nieważne. Bez sensu.
Samo czekanie jest nadzieją. Czekam, więc mam nadzieję. Gorzki smak nadziei.
w szklanej wodzie, w sieci wodorostów,
zanim nareszcie uwierzę
że mnie nie kochano, po prostu...
I tak przez całe te cholerne życie. Nikomu oprócz rodziny na mnie nie zależy, czuję się tak cholernie zdradzona... Może nie powinnam, ale tak to odbieram.
I wnerwia mnie to, że odpisuje po kilkudziesięciu minutach albo wcale.
Nie traktuje mnie w porządku, zawsze jestem na końcu, bo najpierw musi pogadać z tym, z tą i z owantym.
Zresztą... nieważne.
Spotkałam go przypadkiem.
Nieważne. Bez sensu.
Samo czekanie jest nadzieją. Czekam, więc mam nadzieję. Gorzki smak nadziei.
piątek, 12 października 2012
A jeśli w imię Boga zechcesz iść
Zostaw po drodze niepotrzebny krzyż
Miłości, nadziei naładuj w kieszenie i chleb
Potem idź, gdzie chcesz
Aż najmniejsza z dróg
Dotknie twoich stóp
Wtedy stań na najwyższej z gór
I połknij wiatr, byś wykrzyczeć mógł
Ja tańczę, a niebo, niebo gra
Ja śpiewam, prze-niebieski czas
A kiedy rozdasz najcieplejszy szept
Gdy przewędrujesz każdy mały sens
Pomyślisz, że tak, że wypełnił się czas
To ostatnia z dróg
Szuka twoich stóp
Teraz stań na najwyższej z gór
I połknij wiatr, byś wykrzyczeć mógł
Ja tańczę, a niebo, niebo gra
Ja śpiewam, prze-niebieski czas
Ja tańczę, a niebo, niebo gra
Ja śpiewam...
Zostaw po drodze niepotrzebny krzyż
Miłości, nadziei naładuj w kieszenie i chleb
Potem idź, gdzie chcesz
Aż najmniejsza z dróg
Dotknie twoich stóp
Wtedy stań na najwyższej z gór
I połknij wiatr, byś wykrzyczeć mógł
Ja tańczę, a niebo, niebo gra
Ja śpiewam, prze-niebieski czas
A kiedy rozdasz najcieplejszy szept
Gdy przewędrujesz każdy mały sens
Pomyślisz, że tak, że wypełnił się czas
To ostatnia z dróg
Szuka twoich stóp
Teraz stań na najwyższej z gór
I połknij wiatr, byś wykrzyczeć mógł
Ja tańczę, a niebo, niebo gra
Ja śpiewam, prze-niebieski czas
Ja tańczę, a niebo, niebo gra
Ja śpiewam...
Ta piosenka jest przepiękna. Podsunęła mi ją Julia.
Dziękuję.
Dowiedziałam się dzisiaj rzeczy, które zmieniły mój punkt widzenia.
Próbowali mnie skłócić z W.
Jej nadawali na mnie, mnie na nią.
Gdy się dowiedziałam, miałam szczerą ochotę coś rozpieprzyć.
Potem smutno.
Teraz tylko się boję, że i tak ulegnę.
Teraz dopiero widzę pewne sprawy... on w ogóle nie miał do mnie szacunku. Mówić mi takie rzeczy... wolę nie myśleć, co sobie wyobrażał.
A ognisko 21 października.
Byle nie ulec.
środa, 10 października 2012
Znalazłam sny z dziecięcych lat przewiązane białą wstążką;nie taki w nich wyśniłam świat
nie tak miałam żyć.
Zasłaniam ręką twarz, bo jest mi wstyd.
Sprzedałam swoje 'ja', by tylko kochaną być.
Jest mnie coraz mniej i mniej co dnia...
Zasłaniam ręką twarz, smutno mi...
Mądra, bardzo mądra piosenka Varius Manx.
I dni tak szybko biegną.
Serce boli, czasami przypomina o tym wszystkim jakimś ukłuciem żalu, ale się trzymam.
Zobaczę go 21 października.
A na razie muszę powtórzyć coś jeszcze.
I spać.
Wiecie, że śpię z misiem?
Taka jestem niby dorosła. A moje sny, moje myśli potrafią mnie śmiertelnie przerazić, a marzenia doprowadzić do łez.
Z drugiej strony- '...bo marzenie, które się spełniło nie jest już marzeniem...'
I jeszcze jeden taki obrazek-------------------------------------^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Bardzo prawdziwe słowa
Idę.
(obrazek pochodzi ze strony http://www.motywujsie.pl)
poniedziałek, 8 października 2012
Głupie marzenia
Czy jest ktoś, kto potrafiłby wyleczyć mnie z marzeń? Bo tkwię w nich w sposób beznadziejny. Obawiam się, że to one mogą mnie zabić.
Czuję się strasznie niepotrzebna.
Kiedyś pisałam wiersze. Nie były to dzieła, ale pozwalały mi się pozbyć bólu psychicznego.
Niektóre spaliłam, by w sposób ostateczny uwolnić się od wspomnień.
Niektóre gdzieś jeszcze są. Boję się czasami, że ktoś je odkryje, a mówiły one o pięknie śmierci (byłam młoda, głupia i zakochana)...
A i teraz z rzadka piszę. Cośtam mam w cienkim zeszyciku...
Czuję się tak strasznie, strasznie niepotrzebna. Teraz rozumiem, dlaczego można się czuć samotnie w gronie przyjaciół. Niby idę razem z nimi, niby pytają, co u mnie, ale jakoś tak... Mam wrażenie, że to przez grzeczność, że nic ich nie obchodzę.
(Użalam się nad sobą, wiem. Ale od czasu do czasu trzeba.)
_________
Małgorzata
Ma bardzo zmienny charakter. Składa się z marzeń, nieprzemyślanego entuzjazmu, nagłych onieśmieleń. Odkłada na pojutrze to, co miała zrobić wczoraj. Drży na dźwięk telefonu, gdyż obiecała zrobić dziesięć rzeczy, o których teraz nie chce słyszeć. To nerwowa choleryczka o dużej pobudliwości. Byle co ją płoszy, wszystko porusza.
W tych wahaniach dużą rolę odgrywa stan psychiczny, łatwo się zniechęca, jest bardzo wrażliwa na niepowodzenia. Ogromną wagę przywiązuje do nastroju w danej chwili, uczucia, towarzystwa, a nawet horoskopu. Ma wiele uroku,to „wieczne dziecko”, które mężczyzna pragnie ochraniać. Gdy życie staje się zbyt trudne dla jej nadmiernej wrażliwości, zamyka się w swym wewnętrznym światku.
Od dzieciństwa powinna uczyć się stawiania życiu czoła, odważnego wypowiadania się i nie uciekania przed niebezpieczeństwem. Nie należy mnożyć zakazów, gdyż mogłyby one całkowicie przytłoczyć jej kruchy charakter, wymagający miłości i zrozumienia. Jej reakcje raz bywają nieprzewidywalne, błyskawiczne, kiedy indziej zaś biernie przyjmuje wydarzenia. Szybko reaguje na wszystko, co się wokół niej dzieje, lecz poranny entuzjazm przeradza się jednak często w wieczorne zniechęcenie. Musi koniecznie nauczyć się zasady: „Co zaczęłaś musisz skończyć”. Interesuje ją wszystko, co dotyczy życia. Jest inteligentna, ale tak szybko mówi i działa, że zdarza jej się popełniać kolosalne gafy. Ma słabą pamięć, przez co zapomina o wielu rzeczach, poczynając od „parasola, a kończąc na mężu!”. Intuicji ma prawie za dużo. Chroni się w tajemny świat „znaków i przepowiedni”. Nie powinna przywiązywać zbyt dużej wagi do horoskopów.
Potrzebuje miłości i nie znosi samotności. Bardzo ulega wpływom i nieraz dostosowuje swój tryb życia do tych, których kocha. Jest bardzo czuła, gdy ma poczucie bezpieczeństwa, ale chowa się, gdy tylko pojawi się „nieznane”. Słowo zmysłowość ją przeraża! Nie zna i nie chce znać swych pragnień. Często wyrzuca sobie słabość i nieśmiałość, które prowadzą ją do życia z partnerem bardzo dalekim od ideału. Ale czy ona sama wie, jaki jest jej ideał? W jej pełnych czułości oczach można wyczytać jednocześnie obietnicę wielkiej miłości i pragnienie zachowania spokojnego trybu życia. W życiu rodzinnym i intymnym jest bardzo czuła i opiekuńcza.
Potrzebuje poczucia bezpieczeństwa i stałego towarzystwa. Jest delikatnego zdrowia i powinna o nie dbać już od dziecka. Jest bardzo przywiązana do rodziny i przyjaciół. Zazwyczaj jest dobrą, czułą i oddaną matką, która jednak nie ma dosyć charakteru, by walczyć z urwisami. To urocza istota, pełna magnetyzmu. Niełatwo w całej rozciągłości poznać jej psychikę, gdyż wszystko tak szybko się zmienia!
Hmhmhm...
Cóż.
Idę się uczyć.
Przynajmniej z życia naukowego i stricte rodzinnego jestem zadowolona.
A tak poza tym...
Tęsknię.
Nie tylko za nim.
Czuję się strasznie niepotrzebna.
Kiedyś pisałam wiersze. Nie były to dzieła, ale pozwalały mi się pozbyć bólu psychicznego.
Niektóre spaliłam, by w sposób ostateczny uwolnić się od wspomnień.
Niektóre gdzieś jeszcze są. Boję się czasami, że ktoś je odkryje, a mówiły one o pięknie śmierci (byłam młoda, głupia i zakochana)...
A i teraz z rzadka piszę. Cośtam mam w cienkim zeszyciku...
Czuję się tak strasznie, strasznie niepotrzebna. Teraz rozumiem, dlaczego można się czuć samotnie w gronie przyjaciół. Niby idę razem z nimi, niby pytają, co u mnie, ale jakoś tak... Mam wrażenie, że to przez grzeczność, że nic ich nie obchodzę.
(Użalam się nad sobą, wiem. Ale od czasu do czasu trzeba.)
_________
Małgorzata
Ma bardzo zmienny charakter. Składa się z marzeń, nieprzemyślanego entuzjazmu, nagłych onieśmieleń. Odkłada na pojutrze to, co miała zrobić wczoraj. Drży na dźwięk telefonu, gdyż obiecała zrobić dziesięć rzeczy, o których teraz nie chce słyszeć. To nerwowa choleryczka o dużej pobudliwości. Byle co ją płoszy, wszystko porusza.
W tych wahaniach dużą rolę odgrywa stan psychiczny, łatwo się zniechęca, jest bardzo wrażliwa na niepowodzenia. Ogromną wagę przywiązuje do nastroju w danej chwili, uczucia, towarzystwa, a nawet horoskopu. Ma wiele uroku,to „wieczne dziecko”, które mężczyzna pragnie ochraniać. Gdy życie staje się zbyt trudne dla jej nadmiernej wrażliwości, zamyka się w swym wewnętrznym światku.
Od dzieciństwa powinna uczyć się stawiania życiu czoła, odważnego wypowiadania się i nie uciekania przed niebezpieczeństwem. Nie należy mnożyć zakazów, gdyż mogłyby one całkowicie przytłoczyć jej kruchy charakter, wymagający miłości i zrozumienia. Jej reakcje raz bywają nieprzewidywalne, błyskawiczne, kiedy indziej zaś biernie przyjmuje wydarzenia. Szybko reaguje na wszystko, co się wokół niej dzieje, lecz poranny entuzjazm przeradza się jednak często w wieczorne zniechęcenie. Musi koniecznie nauczyć się zasady: „Co zaczęłaś musisz skończyć”. Interesuje ją wszystko, co dotyczy życia. Jest inteligentna, ale tak szybko mówi i działa, że zdarza jej się popełniać kolosalne gafy. Ma słabą pamięć, przez co zapomina o wielu rzeczach, poczynając od „parasola, a kończąc na mężu!”. Intuicji ma prawie za dużo. Chroni się w tajemny świat „znaków i przepowiedni”. Nie powinna przywiązywać zbyt dużej wagi do horoskopów.
Potrzebuje miłości i nie znosi samotności. Bardzo ulega wpływom i nieraz dostosowuje swój tryb życia do tych, których kocha. Jest bardzo czuła, gdy ma poczucie bezpieczeństwa, ale chowa się, gdy tylko pojawi się „nieznane”. Słowo zmysłowość ją przeraża! Nie zna i nie chce znać swych pragnień. Często wyrzuca sobie słabość i nieśmiałość, które prowadzą ją do życia z partnerem bardzo dalekim od ideału. Ale czy ona sama wie, jaki jest jej ideał? W jej pełnych czułości oczach można wyczytać jednocześnie obietnicę wielkiej miłości i pragnienie zachowania spokojnego trybu życia. W życiu rodzinnym i intymnym jest bardzo czuła i opiekuńcza.
Potrzebuje poczucia bezpieczeństwa i stałego towarzystwa. Jest delikatnego zdrowia i powinna o nie dbać już od dziecka. Jest bardzo przywiązana do rodziny i przyjaciół. Zazwyczaj jest dobrą, czułą i oddaną matką, która jednak nie ma dosyć charakteru, by walczyć z urwisami. To urocza istota, pełna magnetyzmu. Niełatwo w całej rozciągłości poznać jej psychikę, gdyż wszystko tak szybko się zmienia!
Hmhmhm...
Cóż.
Idę się uczyć.
Przynajmniej z życia naukowego i stricte rodzinnego jestem zadowolona.
A tak poza tym...
Tęsknię.
Nie tylko za nim.
piątek, 5 października 2012
Kraków, kurs i książki... (ot tak, żeby było jeszcze coś na literę k)
Kocham Kraków... To jest niesamowite miasto... Atmosfera magiczna. Te wszystkie zakamarki, które chciałoby się odkryć, zaułki, zabytki... Dzisiaj postanowiłam wracać ze szkoły nieco inną trasą- (nie wiem, co prawda, czy wam to coś powie, ale opiszę) zamiast wyjść na Św. Wawrzyńca, a potem na Dajwor (lub Dajwór, nie jestem pewna) skręciłam w ulicę Szeroką. Słońce świeciło, było dość ciepło, po prostu ślicznie. W pewnym momencie doszłam do miejsca, gdzie ta ulica była naprawdę szeroka... I chyba była to kiedyś okolica zamieszkiwana w dużej mierze przez Żydów (jak w sumie cały Kazimierz). Teraz jest tam wiele małych restauracji czy knajpek żydowskich... Ciekawe, ciekawe, muszę to jeszcze kiedyś sprawdzić. I poczytać o tym, bo w sumie wiem niewiele, a temat wydaje mi się co najmniej intrygujący.
Tak poza tym... pierwsza odprawa, mam prowadzić jedną Grupę w listopadzie, i dwa Apostołki, jednego w październiku, 26, a kolejnego jakoś w grudniu. Strasznie się cieszę, ze względu na tego adwentowego i listopadowego... A na odprawie było wesoło i poważnie, tak świetnie.
Jutro kurs. Super.
Moja klasa jest DZIWACZNA. Nie ogarniam ich.
I nie jestem asertywna, przez co cały czas zrzynają ode mnie zadania. Pomocy?
A jeszcze o książce, to ciekawa jest bardzo powieść antyutopijna Huxley'a pt. 'Nowy, wspaniały świat'
Kończę, bo muszę coś jeszcze zrobić. Dobranoc.
Tak poza tym... pierwsza odprawa, mam prowadzić jedną Grupę w listopadzie, i dwa Apostołki, jednego w październiku, 26, a kolejnego jakoś w grudniu. Strasznie się cieszę, ze względu na tego adwentowego i listopadowego... A na odprawie było wesoło i poważnie, tak świetnie.
Jutro kurs. Super.
Moja klasa jest DZIWACZNA. Nie ogarniam ich.
I nie jestem asertywna, przez co cały czas zrzynają ode mnie zadania. Pomocy?
A jeszcze o książce, to ciekawa jest bardzo powieść antyutopijna Huxley'a pt. 'Nowy, wspaniały świat'
Kończę, bo muszę coś jeszcze zrobić. Dobranoc.
środa, 3 października 2012
Głowa boli
Przepraszam za łzawą notkę ostatnią... Chandra.
Dziękuję, Tarrantulo.
No... a dzisiaj całkiem dobrze, nie licząc tego, że klasa znów doprowadza mnie do szewssssssskiej passssssji... Klasowe wagary... O, really? Pfsz. Na 34 obecne w szkole osoby poszło 28. Ja nie, i się z tego cieszę, tyle, że jestem znów raczej ta zUa. Pfch. Aż żałuję, że za morderstwo w naszym pięknym kraju jednak grozi kara... Żartuję, oczywiście, ale mnie wkurzyli, nie wiem, jakim cudem dostali się do tej szkoły, i jak im będzie dalej szło z takim nastawieniem.
(Zauważyłam, że gdy jestem zdenerwowana, stosuję liczne powtórzenia i zdania rozbudowane. Nadmiernie)
Miałam chwilę słabości i odblokowałam tego dupka na fb. No... w związku z tym niby może mnie zaprosić do znajomych, ale wątpię, że to zrobi.
Zaczynam mieć obsesję. Dzisiaj ktoś do mnie zadzwonił z nr podobnego do jego numeru telefonu. Nie wiem, czy to on, będę wiedzieć jutro... Ale i tak wewnętrznie się ucieszyłam... GŁUPIA!
Jechałam dziś pociągiem z A. z e1 i włoskiego, przyszła Julka, i to był oczywiście świetny moment dnia. Polubiły się z A., poza tym była masa śmiechu.
A teraz odpoczywam. Olałam angla, włoski, matmę zrobiłam, polaka chyba nie mam. Taki chwilowy chill out. Bo zaraz spać.
W sobotę drugie spotkanie kursu (wysłać meila do s. A., wysłać meila do s. A. [nie zapomnij!!!!!]) Cieszę się, bo będzie T- mój pierwszy animator. A 27 października błogosławieństwo animatorów i spotkanie z moją ekipką <3 Uwielbiam ich!
Idę, paaaaaaaaaa... łaaaah *ziewa*
Dziękuję, Tarrantulo.
No... a dzisiaj całkiem dobrze, nie licząc tego, że klasa znów doprowadza mnie do szewssssssskiej passssssji... Klasowe wagary... O, really? Pfsz. Na 34 obecne w szkole osoby poszło 28. Ja nie, i się z tego cieszę, tyle, że jestem znów raczej ta zUa. Pfch. Aż żałuję, że za morderstwo w naszym pięknym kraju jednak grozi kara... Żartuję, oczywiście, ale mnie wkurzyli, nie wiem, jakim cudem dostali się do tej szkoły, i jak im będzie dalej szło z takim nastawieniem.
(Zauważyłam, że gdy jestem zdenerwowana, stosuję liczne powtórzenia i zdania rozbudowane. Nadmiernie)
Miałam chwilę słabości i odblokowałam tego dupka na fb. No... w związku z tym niby może mnie zaprosić do znajomych, ale wątpię, że to zrobi.
Zaczynam mieć obsesję. Dzisiaj ktoś do mnie zadzwonił z nr podobnego do jego numeru telefonu. Nie wiem, czy to on, będę wiedzieć jutro... Ale i tak wewnętrznie się ucieszyłam... GŁUPIA!
Jechałam dziś pociągiem z A. z e1 i włoskiego, przyszła Julka, i to był oczywiście świetny moment dnia. Polubiły się z A., poza tym była masa śmiechu.
A teraz odpoczywam. Olałam angla, włoski, matmę zrobiłam, polaka chyba nie mam. Taki chwilowy chill out. Bo zaraz spać.
W sobotę drugie spotkanie kursu (wysłać meila do s. A., wysłać meila do s. A. [nie zapomnij!!!!!]) Cieszę się, bo będzie T- mój pierwszy animator. A 27 października błogosławieństwo animatorów i spotkanie z moją ekipką <3 Uwielbiam ich!
Idę, paaaaaaaaaa... łaaaah *ziewa*
niedziela, 30 września 2012
Jestem...
Dzisiaj coś nade mną wisi. Już mi lepiej, ale nie jest wspaniale. Wracam do najbardziej stałego ze swoich nastrojów.
Dziękuję za tę rozmowę. Już lepiej.
**********************************************************************************
Nie umiem opisać tego, co czuję. Tęsknota? Ból? Rozpacz? Wydaje mi się, że pod względem uczuć staję się pusta...
Szukam zagubionych chwil...
To było tak dawno i tak blisko.
Nie rozmawiam z nich od dwóch miesięcy, przeszło dwóch miesięcy.
'Samo czekanie jest nadzieją. Czekam, więc mam nadzieję. Gorzki smak nadziei'
Boli mnie to. To, że doprowadził do mojego odejście. Że dotknął mnie tak bardzo, że rzuciłam to wszystko w cholerę, strzaskałam nasze relacje w drobny mak. Zniknęłam.
Boli mnie to, że dwa lata naszej przyjaźni prysnęły.
Chciałabym ubrać swój smutek w słowa,
rozpacz w krzyk,
a krzyk w ciszę.
Marzę, by ukryć się w cieniu
Uciec od pragnień, marzeń, snów.
Od lęków,
Moje serce złamano już dawno temu...
Dalej broczy krwią.
Nieudolnie próby zszycia go
tylko bardziej poraniły...
Czy można umrzeć z bólu duszy?
Jednocześnie wiem, że nie wyciągnę pierwsza ręki. Nie odezwę się. Nie będę go znać.
Ale jeżeli mnie przeprosi... Ulegnę.
Będę głupia, wiem.
Nie zależało mu na mnie. To również boli.
Gdyby zależało, nie zrobiłby tego, co zrobił; nie powiedział tego, co powiedział.
A jednocześnie mam świadomość własnych błędów. Wiem, że byłam dokuczliwa, nieznośna. Irytująca.
Ale myślałam, że mnie zna. Że zrozumie.
Myliłam się.
Pozostaje czekać, do ustalonej daty.
Zobaczymy wtedy.
Ale nie sądzę, że coś z tego będzie.
Dużo dzisiaj jest tych 'ale'...
'Chmiel na bezsenność, sen- na bezmiłość. Z chmielu, gdy sobie poduszkę umościsz, zaśnij, na cóż życie bez miłości?"
Dzisiaj nawet w prywatnych notatkach nie piszę, że nie ma po co żyć.
A jednak... Dzisiaj czuję się beznadziejnie.
Chciałabym go znienawidzić, może byłoby łatwiej.
Mam świadomość, że on może chcieć przyjść tylko po to, żeby zakpić. Żeby zobaczyć moje łzy.
A mimo to tęsknię.
A jeżeli zacznie kpić... nie mam na co liczyć.
Nic z tego nie będzie. To wbrew moim przekonaniom.
CZEMU NIE MA WAS, KIEDY WAS POTRZEBUJĘ?
CZEMU JA MUSZĘ ZAJMOWAĆ SIĘ WAMI, A WY MNĄ NIE?
CZEMU NAWET NIE WIESZ, J, ŻE TU PISZĘ? MIMO, ŻE MÓWIŁAM?
Czemu mi nie pomożesz...?
Chciałabym go znienawidzić.
Nie potrafię...
Dziękuję za tę rozmowę. Już lepiej.
**********************************************************************************
Nie umiem opisać tego, co czuję. Tęsknota? Ból? Rozpacz? Wydaje mi się, że pod względem uczuć staję się pusta...
Szukam zagubionych chwil...
To było tak dawno i tak blisko.
Nie rozmawiam z nich od dwóch miesięcy, przeszło dwóch miesięcy.
'Samo czekanie jest nadzieją. Czekam, więc mam nadzieję. Gorzki smak nadziei'
Boli mnie to. To, że doprowadził do mojego odejście. Że dotknął mnie tak bardzo, że rzuciłam to wszystko w cholerę, strzaskałam nasze relacje w drobny mak. Zniknęłam.
Boli mnie to, że dwa lata naszej przyjaźni prysnęły.
Chciałabym ubrać swój smutek w słowa,
rozpacz w krzyk,
a krzyk w ciszę.
Marzę, by ukryć się w cieniu
Uciec od pragnień, marzeń, snów.
Od lęków,
Moje serce złamano już dawno temu...
Dalej broczy krwią.
Nieudolnie próby zszycia go
tylko bardziej poraniły...
Czy można umrzeć z bólu duszy?
Jednocześnie wiem, że nie wyciągnę pierwsza ręki. Nie odezwę się. Nie będę go znać.
Ale jeżeli mnie przeprosi... Ulegnę.
Będę głupia, wiem.
Nie zależało mu na mnie. To również boli.
Gdyby zależało, nie zrobiłby tego, co zrobił; nie powiedział tego, co powiedział.
A jednocześnie mam świadomość własnych błędów. Wiem, że byłam dokuczliwa, nieznośna. Irytująca.
Ale myślałam, że mnie zna. Że zrozumie.
Myliłam się.
Pozostaje czekać, do ustalonej daty.
Zobaczymy wtedy.
Ale nie sądzę, że coś z tego będzie.
Dużo dzisiaj jest tych 'ale'...
'Chmiel na bezsenność, sen- na bezmiłość. Z chmielu, gdy sobie poduszkę umościsz, zaśnij, na cóż życie bez miłości?"
Dzisiaj nawet w prywatnych notatkach nie piszę, że nie ma po co żyć.
A jednak... Dzisiaj czuję się beznadziejnie.
Chciałabym go znienawidzić, może byłoby łatwiej.
Mam świadomość, że on może chcieć przyjść tylko po to, żeby zakpić. Żeby zobaczyć moje łzy.
A mimo to tęsknię.
A jeżeli zacznie kpić... nie mam na co liczyć.
Nic z tego nie będzie. To wbrew moim przekonaniom.
CZEMU NIE MA WAS, KIEDY WAS POTRZEBUJĘ?
CZEMU JA MUSZĘ ZAJMOWAĆ SIĘ WAMI, A WY MNĄ NIE?
CZEMU NAWET NIE WIESZ, J, ŻE TU PISZĘ? MIMO, ŻE MÓWIŁAM?
Czemu mi nie pomożesz...?
Chciałabym go znienawidzić.
Nie potrafię...
środa, 26 września 2012
Dawno mnie nie było...
...ale w liceum nagle okazuje się, że 24 godziny na dobę to za mało. Powinno ich być 30!
Podoba mi się. Klasa na początku zrobiła na mnie słabe wrażenie, ale możliwe, że to przez to, że się zasugerowałam czyjąś opinią, natomiast teraz już się w sumie oswoiłam i łapię kontakty. Nie wszystkich lubię, ale toleruję :) Szkoła jest świetna, wszystkich z rocznika 97 mieszkających niedaleko Krk serdecznie zapraszam ;)
Troszkę byłam na początku rozbita przez wczesne (nieraz barrrdzo) wstawanie, ale już się w to wdrażam, zaczynam przyzwyczajać do tego jak i do systematycznej nauki, i wychodzi mi to coraz lepiej.
W wojnie Gośka-P. zmiany na froncie P. Ooooczywiście snujemy intrygi wraz z W, ale nie poważne... Po prostu... zależy mi na tym (faceci to świnie >.<) Ale wcale nie tęsknię... Ffffcale. No fcale.
Taka autoironia...
Doobra, ogarnę się w sobotę i napiszę.
Podoba mi się. Klasa na początku zrobiła na mnie słabe wrażenie, ale możliwe, że to przez to, że się zasugerowałam czyjąś opinią, natomiast teraz już się w sumie oswoiłam i łapię kontakty. Nie wszystkich lubię, ale toleruję :) Szkoła jest świetna, wszystkich z rocznika 97 mieszkających niedaleko Krk serdecznie zapraszam ;)
Troszkę byłam na początku rozbita przez wczesne (nieraz barrrdzo) wstawanie, ale już się w to wdrażam, zaczynam przyzwyczajać do tego jak i do systematycznej nauki, i wychodzi mi to coraz lepiej.
W wojnie Gośka-P. zmiany na froncie P. Ooooczywiście snujemy intrygi wraz z W, ale nie poważne... Po prostu... zależy mi na tym (faceci to świnie >.<) Ale wcale nie tęsknię... Ffffcale. No fcale.
Taka autoironia...
Doobra, ogarnę się w sobotę i napiszę.
niedziela, 2 września 2012
Siadam do komputera na moment, zaraz muszę iść spać, żeby jutro w miarę żywa dotrzeć do Krk.
Moje życie się zmieni.
Boję się jak cholera.
Czeka mnie dużo roboty.
Strasznie się boję, że nikt mnie nie polubi (jakież to dziecinne!); że nie dam rady; że nacisk będzie zbyt silny; że...
Mogłabym tak wymieniać i wymieniać.
Ale poznam klasę.
Zapiszę się na kurs.
Może będzie jednak dobrze...?
Trzymajcie kciuki!
Może odezwę się jutro, nie wiem, jak będę stała z czasem...
Trzymajcie kciuki i módlcie się za mnie!
Moje życie się zmieni.
Boję się jak cholera.
Czeka mnie dużo roboty.
Strasznie się boję, że nikt mnie nie polubi (jakież to dziecinne!); że nie dam rady; że nacisk będzie zbyt silny; że...
Mogłabym tak wymieniać i wymieniać.
Ale poznam klasę.
Zapiszę się na kurs.
Może będzie jednak dobrze...?
Trzymajcie kciuki!
Może odezwę się jutro, nie wiem, jak będę stała z czasem...
Trzymajcie kciuki i módlcie się za mnie!
czwartek, 30 sierpnia 2012
środa, 29 sierpnia 2012
Wróciłam z ogniska, włosy pachną mi dymem, lubię wspomnienia związane z zapachami. Dla niektórych to może być denerwujące, ale mnie urzeka.
Przeżyłam z nimi niezwykłe chwile, są świetni, chociaż P. jeszcze dwa miesiące był z nami, na zabawie rozpoczynającej wakacje. Tak wiele się pozmieniało przez ten czas... Przecież nie najdłuższy.
Taka jakaś nostalgia mną zawładnęła..
Boję się, czy dam radę i z kursem, i ze szkołą.
Dać szansę?
Nie chcę potem znów żałować, płakać.
Pogubiłam się.
Jutro będzie lepiej,
Przeżyłam z nimi niezwykłe chwile, są świetni, chociaż P. jeszcze dwa miesiące był z nami, na zabawie rozpoczynającej wakacje. Tak wiele się pozmieniało przez ten czas... Przecież nie najdłuższy.
Taka jakaś nostalgia mną zawładnęła..
Boję się, czy dam radę i z kursem, i ze szkołą.
Dać szansę?
Nie chcę potem znów żałować, płakać.
Pogubiłam się.
Jutro będzie lepiej,
wtorek, 28 sierpnia 2012
Bycie kumpelką... A może powinnam wybaczyć temu dupkowi? Wyciągnąć rękę, skoro mi zależy? Pomysł taki podsunęła mi Aga. Problem w tym, że nie chcę później uciekać z podkulonym ogonem, jak to się zdarzało nieraz w moim życiu. Ech, przemawia przeze mnie rozgoryczenie.
Nie należę do osób pięknych, tak klasycznie. Mam bladą, śmiertelnie bladą (poza latem) twarz.
Włosy sięgające z przodu ledwo brody, z tyłu zwijają się na karku; jestem szatynką (to jedna z rzeczy, które w sobie lubię).
Oczy są raczej średniej wielkości, również brązowe. I tu widać, że jestem mdła. Bo chociaż podoba mi się barwa moich tęczówek, raczej czekoladowa niż piwna; to niczym się nie wyróżniam.
Nos mam mały... I tylko tak umiem go opisać.
Usta blade. Jasssnoróżowe.
Wystające zęby (bo mądra dziewczynka nie chciała nosić aparatu... kiedyś muszę to nadrobić), ale nie uważam tego za jakiś straszny defekt.
Okulary. Przyzwyczaiłam się. Nosiłam, noszę i nosić będę, a wada się powiększa...
Wzrost- 166 cm
Waga- wahająca się pomiędzy 58-61 kg
Powinnam schudnąć :/
(Julia, nie odzywaj się. Ważysz 48 kg, jesteś chuda jak szkielet, a Ci z tym ładnie. Nie znoszę Cię >.<)
Wstawię tu kiedyś swoje zdjęcie.
Chodzi o to, że: primo- odstraszam chłopaków zachowaniem; secundo- do piękności nie należę. Załamanie. (Zaczynam gadać jak jakaś pusta panna. Lepiej przestanę.)
Ale ogólnie wierzę w swoją inteligencję... Muszę się częściej uśmiechać i dam radę :) Trzymajcie kciuki ;P
Nie należę do osób pięknych, tak klasycznie. Mam bladą, śmiertelnie bladą (poza latem) twarz.
Włosy sięgające z przodu ledwo brody, z tyłu zwijają się na karku; jestem szatynką (to jedna z rzeczy, które w sobie lubię).
Oczy są raczej średniej wielkości, również brązowe. I tu widać, że jestem mdła. Bo chociaż podoba mi się barwa moich tęczówek, raczej czekoladowa niż piwna; to niczym się nie wyróżniam.
Nos mam mały... I tylko tak umiem go opisać.
Usta blade. Jasssnoróżowe.
Wystające zęby (bo mądra dziewczynka nie chciała nosić aparatu... kiedyś muszę to nadrobić), ale nie uważam tego za jakiś straszny defekt.
Okulary. Przyzwyczaiłam się. Nosiłam, noszę i nosić będę, a wada się powiększa...
Wzrost- 166 cm
Waga- wahająca się pomiędzy 58-61 kg
Powinnam schudnąć :/
(Julia, nie odzywaj się. Ważysz 48 kg, jesteś chuda jak szkielet, a Ci z tym ładnie. Nie znoszę Cię >.<)
Wstawię tu kiedyś swoje zdjęcie.
Chodzi o to, że: primo- odstraszam chłopaków zachowaniem; secundo- do piękności nie należę. Załamanie. (Zaczynam gadać jak jakaś pusta panna. Lepiej przestanę.)
Ale ogólnie wierzę w swoją inteligencję... Muszę się częściej uśmiechać i dam radę :) Trzymajcie kciuki ;P
Zastanawiam się nad dwoma sprawami. Pierwsza jest zaiście intymna i prywatna, spytałam o radę kogo spytałam, może coś poradzi; a druga to sprawa mojej psychiki. Nie ogarniam sama siebie. Marzę jak głupia o Księciu Z Bajki czy Bishu Z Anime, wiecie o co chodzi. Wpadam w rozpacz, gdy jestem sama. Chciałabym, by ktoś ze mną był. Brał mnie za rękę, gdy się boję, spojrzeniem dodawał otuchy. A jestem sama. W jakiś dziwny sposób przepłaszam chłopaków, albo się mnie boją, albo nie cierpią, albo są kumplami, albo boją się i są kumplami, albo nie cierpią i boją... DLACZEGO jestem jaka jestem? Irytuję sama siebie.
Nie, nie mam doła.
Tylko mnie to strasznie denerwuje.
Mam dość bycia kumpelką.
Nie, nie mam doła.
Tylko mnie to strasznie denerwuje.
Mam dość bycia kumpelką.
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
Tak siedzę przy komputerze, myślę o wszystkim i niczym, i nie myślę wcale. Wspomnienia, plany, marzenia, kręcą się po mojej głowie i umykają jak spłoszone ptaki. Trochę boję się nowej szkoły, jednak to ucieka. Marzę znów o Tym Jedynym, Tym, na którego czekam. Te rekolekcje i ludzie... Może inaczej- dzięki tym rekolekcjom i tym ludziom zrozumiałam, że jeżeli P. to Ten, to Bóg da nam się spotkać.
No nie wiem, zobaczymy, jak to będzie.
Zauważyłam, że ostatnio piosenki Katy Perry się zmieniły. Są jakieś głębsze... Już nie tak płytkie (masło maślane >.<) ... A Wide Awake mogę do siebie przypasować w pewien sposób. Myślałam, że wszystko jest wspaniale, po czym z całą mocą uderzyłam o ziemię. Ale też, jak to określiła moja kochana Julia, wiem, że warto żyć (nie umiem tego napisać po Julkowemu)
Jolu, będziemy naszą Piąteczką w siódemkę, chyba, że... Wiesz, o co mi chodzi?
No nie wiem, zobaczymy, jak to będzie.
Zauważyłam, że ostatnio piosenki Katy Perry się zmieniły. Są jakieś głębsze... Już nie tak płytkie (masło maślane >.<) ... A Wide Awake mogę do siebie przypasować w pewien sposób. Myślałam, że wszystko jest wspaniale, po czym z całą mocą uderzyłam o ziemię. Ale też, jak to określiła moja kochana Julia, wiem, że warto żyć (nie umiem tego napisać po Julkowemu)
Jolu, będziemy naszą Piąteczką w siódemkę, chyba, że... Wiesz, o co mi chodzi?
niedziela, 26 sierpnia 2012
No więc... Jak już wspominałam, napisałam długą notkę, która poszła w siną dal, bye-bye kochanie. Wrrrrrrrrrr... Coś przycisnęłam i przede mną pojawił się biały ekran...
A więc... Z przyjemnością informuję, że właśnie stukam w klawiaturę nowiutkiego laptopa. Rodzice zrobili mi wspaniałą niespodziankę. Niby w czerwcu coś bąkali, że jak dostanę się do VI (niech żyje szkoła Adasia!), to dostanę swój komputer, ale potem ucichli; ale to później...
Moje rekolekcje były niesamowite, cudowne i cały czas nimi żyję. Nie umiem opisać słowami tego, co zaistniało między mną, a osobami poznanymi przed tygodniem, chociaż w sumie... mogę to określić jako najczystszą z możliwych miłość do drugiego człowieka. Nie znam ich dobrze, ale i tak kocham. Co ciekawe, nie czuję tego do W., którą znam od 12 lat. Te rekolekcje były po prostu przepiękne, chociaż na początku, w co trudno mi teraz uwierzyć, było mi źle, nie mogłam się zadomowić, a gdy W. wyjechała wcześniej, byłam przerażona. Najlepiej zapamiętam rozdanie krzyżyków (czarna przypinka)- śliczną Mszę Świętą- i Agapę, równie owocną i piękną Mszę z 'innym' przekazaniem Znaku Pokoju, z Komunią pod obiema postaciami, podczas której wzruszyłam się do łez; kolację, która była bardzo wesoła; zabawy; tańce; rozczulenie i wzruszenie (i troszkę dół, no bo ja chcę chłopaka, który byłby przy mnie, i w ogóle... nienawidzę samotności, ja chcę czułości!) przy Kiedy u... kochanie Janusza Radka; i scenki; na których trochę daliśmy plamę, bo to był w większej części spontan (Księżniczka nas uratował <tak, uratował, to nie jest błąd, Księżniczka to facet>); Godzina Świadectw, dzięki której przekonałam się do nielubianej koleżanki; palenie listów do Boga; całe niebo rozświetlone gwiazdami, tak ich dużo i takie jasne; Adoracja, płacz na Adoracji, i przeżycie na niej tak intymne, że go nie opiszę. Będzie we mnie... Chcę Wam podziękować, chociaż nie wiem, czy tu zajrzycie... Dziękuję Wam, Konradzie, Ago, Dominiko, Filipie, Jolu, Natalio. Jesteście wspaniali.
Oczywiście, te rekolekcje nie dały mi odpowiedzi na wszystkie moje pytania i wątpliwości. Jednak czuję się teraz o wiele pewniej, bardziej ufam Bogu, chociaż cały czas jestem Szukającą. Były cudowne, wiele zrozumiałam, i żałuję dawnych błędów. Idę na kurs animatorski, to część mojego powołania, tak myślę... I mam swój tradycyjny (no dobra, byłam drugi raz, ale i tak...) zaciesz porekolekcyjny, świat jest dla mnie piękny... Co jeszcze się podobało? Tak szczerze... Jutrznie (chociaż czasami niemal na nich zasypiałam), Adoracje, i taki jeden diakon :3 (a tam, śmiejcie się, może poprawię komuś nastrój :P)... Kocham w rekolekcjach to, że są na nich tacy wspaniali ludzie, którzy po prostu cię przytulą, gdy jest ci źle, lub złapią za rękę; wspólny śpiew; drewniane kaplice... Magia, albo raczej działanie Boga.
Wybieram się na Muzyczne Dni Skupienia, 21-23 września w Zawadce, chcę jechać bez W., bo gdy jeszcze była w Groniu, to nie integrowałam się z innym, tylko siedziałam z nią. Więc proszę, aby jej NIC nie mówić, NIC nie wspominać <zabójcze-ostrzegawcze spojrzenie skierowane w stronę Julii i K.B.>
Co laptopa... Cośtam pobąkiwali, podśmiewali się ze mnie- 'No, już uzbierałaś na jedną klapkę...' Tymczasem ja przyjeżdżam po rekolekcjach, tata niesie moją walizkę do mojego pokoju, a na biurku pudło... Kocham moich rodziców, a oni mnie, a swoją drogą uwielbiają mi robić takie i temu podobne numery... Długo by opowiadać. Strasznie żałuję, że byłam jaka byłam... Muszę to teraz naprawiać. Nie doceniałam ich, cieszę się tylko, że swoje pomyłki widzę teraz, a nie za kilka następnych lat.
Dzisiaj byłą rocznica moich dziadków, i dzień jakoś zleciał... Mama moja biedna tylko, bo w rodzinie Taty uchodzi za guru, i o wszystkim prawie decydowała, ona najwięcej zrobiła... Za tydzień do szkoły. Denerwuję się już mniej, dzięki wszystkim za wsparcie, czuję się o wiele lepiej.
Na razie kończę.
A więc... Z przyjemnością informuję, że właśnie stukam w klawiaturę nowiutkiego laptopa. Rodzice zrobili mi wspaniałą niespodziankę. Niby w czerwcu coś bąkali, że jak dostanę się do VI (niech żyje szkoła Adasia!), to dostanę swój komputer, ale potem ucichli; ale to później...
Moje rekolekcje były niesamowite, cudowne i cały czas nimi żyję. Nie umiem opisać słowami tego, co zaistniało między mną, a osobami poznanymi przed tygodniem, chociaż w sumie... mogę to określić jako najczystszą z możliwych miłość do drugiego człowieka. Nie znam ich dobrze, ale i tak kocham. Co ciekawe, nie czuję tego do W., którą znam od 12 lat. Te rekolekcje były po prostu przepiękne, chociaż na początku, w co trudno mi teraz uwierzyć, było mi źle, nie mogłam się zadomowić, a gdy W. wyjechała wcześniej, byłam przerażona. Najlepiej zapamiętam rozdanie krzyżyków (czarna przypinka)- śliczną Mszę Świętą- i Agapę, równie owocną i piękną Mszę z 'innym' przekazaniem Znaku Pokoju, z Komunią pod obiema postaciami, podczas której wzruszyłam się do łez; kolację, która była bardzo wesoła; zabawy; tańce; rozczulenie i wzruszenie (i troszkę dół, no bo ja chcę chłopaka, który byłby przy mnie, i w ogóle... nienawidzę samotności, ja chcę czułości!) przy Kiedy u... kochanie Janusza Radka; i scenki; na których trochę daliśmy plamę, bo to był w większej części spontan (Księżniczka nas uratował <tak, uratował, to nie jest błąd, Księżniczka to facet>); Godzina Świadectw, dzięki której przekonałam się do nielubianej koleżanki; palenie listów do Boga; całe niebo rozświetlone gwiazdami, tak ich dużo i takie jasne; Adoracja, płacz na Adoracji, i przeżycie na niej tak intymne, że go nie opiszę. Będzie we mnie... Chcę Wam podziękować, chociaż nie wiem, czy tu zajrzycie... Dziękuję Wam, Konradzie, Ago, Dominiko, Filipie, Jolu, Natalio. Jesteście wspaniali.
Oczywiście, te rekolekcje nie dały mi odpowiedzi na wszystkie moje pytania i wątpliwości. Jednak czuję się teraz o wiele pewniej, bardziej ufam Bogu, chociaż cały czas jestem Szukającą. Były cudowne, wiele zrozumiałam, i żałuję dawnych błędów. Idę na kurs animatorski, to część mojego powołania, tak myślę... I mam swój tradycyjny (no dobra, byłam drugi raz, ale i tak...) zaciesz porekolekcyjny, świat jest dla mnie piękny... Co jeszcze się podobało? Tak szczerze... Jutrznie (chociaż czasami niemal na nich zasypiałam), Adoracje, i taki jeden diakon :3 (a tam, śmiejcie się, może poprawię komuś nastrój :P)... Kocham w rekolekcjach to, że są na nich tacy wspaniali ludzie, którzy po prostu cię przytulą, gdy jest ci źle, lub złapią za rękę; wspólny śpiew; drewniane kaplice... Magia, albo raczej działanie Boga.
Wybieram się na Muzyczne Dni Skupienia, 21-23 września w Zawadce, chcę jechać bez W., bo gdy jeszcze była w Groniu, to nie integrowałam się z innym, tylko siedziałam z nią. Więc proszę, aby jej NIC nie mówić, NIC nie wspominać <zabójcze-ostrzegawcze spojrzenie skierowane w stronę Julii i K.B.>
Co laptopa... Cośtam pobąkiwali, podśmiewali się ze mnie- 'No, już uzbierałaś na jedną klapkę...' Tymczasem ja przyjeżdżam po rekolekcjach, tata niesie moją walizkę do mojego pokoju, a na biurku pudło... Kocham moich rodziców, a oni mnie, a swoją drogą uwielbiają mi robić takie i temu podobne numery... Długo by opowiadać. Strasznie żałuję, że byłam jaka byłam... Muszę to teraz naprawiać. Nie doceniałam ich, cieszę się tylko, że swoje pomyłki widzę teraz, a nie za kilka następnych lat.
Dzisiaj byłą rocznica moich dziadków, i dzień jakoś zleciał... Mama moja biedna tylko, bo w rodzinie Taty uchodzi za guru, i o wszystkim prawie decydowała, ona najwięcej zrobiła... Za tydzień do szkoły. Denerwuję się już mniej, dzięki wszystkim za wsparcie, czuję się o wiele lepiej.
Na razie kończę.
sobota, 25 sierpnia 2012
czwartek, 16 sierpnia 2012
Małgośka mówią mi
On nie wart jednej łzy
On nie jest wart jednej łzy
Małgośka kochaj nas
Na smutki przyjdzie czas
Zaśpiewaj, raz zatańcz raz
Znów nawiązuję do tego głupka, ale cóż, znów się powtórzę- tęsknię.
Zaczynam się zastanawiać, czy nie należę oby do osławionych tsundere...? Główna przedstawicielka (dajmy na to, jestem na etapie 'Toradory') to Aisaka Taiga, a główna seiyū- Rie Kugumiya, nazywana nieraz Królową Tsundere. Powiem tak w skrócie, że owe dziwne panienki 'nie zakochują się', a nawet jeśli, to i tak potrafią zwyzywać chłopaka od durni... i gorzej, a potem niby są już bardziej otwarte na świat (nie chciałabym się skompromitować, może źle to tłumaczę? Odsyłam do wiki- anime-wiki).
Jakoś dzisiaj nie mam weny na pisanie, ale jutro wyjeżdżam, i chciałabym coś powiedzieć...
Miłego tygodnia!
Będę za tydzień.
środa, 15 sierpnia 2012
This is the part of me that you're never gonna ever take away from me, no
This is the part of me that you're never gonna ever take away from me, no
Throw your sticks and stones
Throw your bombs and your blows
But you're not gonna break my soul
This is the part of me that you're never gonna ever take away from me, no
This is the part of me that you're never gonna ever take away from me, no
Throw your sticks and stones
Throw your bombs and your blows
But you're not gonna break my soul
This is the part of me that you're never gonna ever take away from me, no
Taaa... Tym cytatem dzisiaj zacznę. Dziękuję, dziękuję, dziękuję za słowa wsparcia co do nowej szkoły, ale i tak boję się strrrrrrrrrrrasznie i przeraźliwie. Chciałabym jednak zachować jakiś porządek w tym poście.
Więc.... To jest ta część mnie, której on mi nie odbierze. Nie jest w stanie tego zrobić, nigdy mu się to nie uda. Nigdy! To nieco podnosi mnie na duchu, bo zaczynam już za nim tęsknić, tak na poważnie. Chociaż niemal pewna jestem, że on ma mnie, oględnie mówiąc, gdzieś. Takie to głupie... Nie napisałam jeszcze, że po pewnej rozmowie stwierdziłam, że może jednak pomimo jego wyglądu powinnam dać mu szansę, bo umiał mnie rozbawić, pocieszyć i udobruchać jak nikt inny... Może popełniłam błąd? I powtórzę się- to nie jest jednak jeszcze sprawa zakończona. On powróci w wielkim stylu, zobaczymy tylko, czy odbije się to na mnie pozytywnie... A tak w ogóle, zawsze mogę wysłać W. na przeszpiegi... :> Taka ze mnie be intrygantka... Be, fe!
No, a teraz przejdę do podziękowań za pocieszenia... Naprawdę, podnosicie mnie na duchu, ale to nie zmienia faktu, że boję się jak cholera. No bo ludzie noooowi, wczesne wstawanie i dojeżdżanie codzienne pociągiem (dobrze, że lubię pociągi- aż się kłania piosenka Myslovitz- Nocnym pociągiem aż do końca świata), książki nowe, nauczyciele nowi, WSZYSTKO nowe... A co ja tłumaczę, każdy przez to przechodził... Mam taki problem, że primo: chodziłam do jednej placówki przez bite 12 lat- tak to jest, przedszkole, podstawówka i gimnazjum w jednym budynku, wspaniałe ZPO; secundo- jestem strrrrrrrraaaasznie nerwowa i się skompromituję... Ę-ę-ę! (echo) Jak widać, strasznego mam boja, jednak jestem okropną paranoiczką, pewnie wszystko będzie dobrze. Bylebym nie miała w klasie dresów, pakerów, plastików i zbytnich kujonów, za to miała fajne znajome i znajomych, ślicznego-kawaii chłopaka na oku, dobrego wychowawcę, historyka i polonistę, i anglistę, właśnie, to będę szczęśliwa. Czy żądam zbyt wiele...? Dobra, już widzę te piorunujące spojrzenia kierowane w moją stronę, uspokajam się :)
I nawiązuję do ostatniego posta Tarrantuli... Ciekawe fobie wymieniłaś, nie znam takich... Pocieszę cię, ja mam: arachnofobię (pająki, brrrr.....), hematofobię (krew, mdleję), tanatofobię (śmierć), boję się silnego wiatru (to chyba akrofobia?), ostrych przedmiotów, burzy, ciemności, samotności... Za to myszki i szczurki uważam za śliczne *.* Znaczy, te owłosione... Są takie nagie, i mi się nie podobają...
Tarrantulo, nie martw się, te 30% to normalni, jakoś sobie poradzimy! :*
A śliczne zapałki, jakie Ichtyo zaprezentowała w jednym ze wcześniejszych postów u siebie, są kawaii. Cudo. Chcę!
Będzie dobrze, komu się uda, jak nie nam, rocznikowi 96, najlepszemu i najbardziej pokręconemu???
I tym optymistycznym akcentem, kończę!
Więc.... To jest ta część mnie, której on mi nie odbierze. Nie jest w stanie tego zrobić, nigdy mu się to nie uda. Nigdy! To nieco podnosi mnie na duchu, bo zaczynam już za nim tęsknić, tak na poważnie. Chociaż niemal pewna jestem, że on ma mnie, oględnie mówiąc, gdzieś. Takie to głupie... Nie napisałam jeszcze, że po pewnej rozmowie stwierdziłam, że może jednak pomimo jego wyglądu powinnam dać mu szansę, bo umiał mnie rozbawić, pocieszyć i udobruchać jak nikt inny... Może popełniłam błąd? I powtórzę się- to nie jest jednak jeszcze sprawa zakończona. On powróci w wielkim stylu, zobaczymy tylko, czy odbije się to na mnie pozytywnie... A tak w ogóle, zawsze mogę wysłać W. na przeszpiegi... :> Taka ze mnie be intrygantka... Be, fe!
No, a teraz przejdę do podziękowań za pocieszenia... Naprawdę, podnosicie mnie na duchu, ale to nie zmienia faktu, że boję się jak cholera. No bo ludzie noooowi, wczesne wstawanie i dojeżdżanie codzienne pociągiem (dobrze, że lubię pociągi- aż się kłania piosenka Myslovitz- Nocnym pociągiem aż do końca świata), książki nowe, nauczyciele nowi, WSZYSTKO nowe... A co ja tłumaczę, każdy przez to przechodził... Mam taki problem, że primo: chodziłam do jednej placówki przez bite 12 lat- tak to jest, przedszkole, podstawówka i gimnazjum w jednym budynku, wspaniałe ZPO; secundo- jestem strrrrrrrraaaasznie nerwowa i się skompromituję... Ę-ę-ę! (echo) Jak widać, strasznego mam boja, jednak jestem okropną paranoiczką, pewnie wszystko będzie dobrze. Bylebym nie miała w klasie dresów, pakerów, plastików i zbytnich kujonów, za to miała fajne znajome i znajomych, ślicznego-kawaii chłopaka na oku, dobrego wychowawcę, historyka i polonistę, i anglistę, właśnie, to będę szczęśliwa. Czy żądam zbyt wiele...? Dobra, już widzę te piorunujące spojrzenia kierowane w moją stronę, uspokajam się :)
I nawiązuję do ostatniego posta Tarrantuli... Ciekawe fobie wymieniłaś, nie znam takich... Pocieszę cię, ja mam: arachnofobię (pająki, brrrr.....), hematofobię (krew, mdleję), tanatofobię (śmierć), boję się silnego wiatru (to chyba akrofobia?), ostrych przedmiotów, burzy, ciemności, samotności... Za to myszki i szczurki uważam za śliczne *.* Znaczy, te owłosione... Są takie nagie, i mi się nie podobają...
Tarrantulo, nie martw się, te 30% to normalni, jakoś sobie poradzimy! :*
A śliczne zapałki, jakie Ichtyo zaprezentowała w jednym ze wcześniejszych postów u siebie, są kawaii. Cudo. Chcę!
Będzie dobrze, komu się uda, jak nie nam, rocznikowi 96, najlepszemu i najbardziej pokręconemu???
I tym optymistycznym akcentem, kończę!
sobota, 11 sierpnia 2012
'W życiu piękne są tylko chwile!'
i
'Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy...'.
Postanawiam żyć chwilą. Podźwignęłam się już z najdziwniejszego załamania nerwowego, jakie przeszłam, Julia może potwierdzić (co pewnie uczyni, wyklinając mnie przy okazji...). Dziękuję za komentarz, także był bardzo pomocny, a blog Ichtyo okazał się ciekawy i specyficzny :) I dowiedziałam się z niego o konkursie na opis laleczki kokeshi, w sumie też mogę wstawić linka, chociaż zrobię sobie tym samym konkurencję :P
http://kokeshishop.pl/konkurs_pocztowkowy_kokeshishop
Zajrzyjcie i powiedzcie- czy one nie są śliczne?
A tak na poważnie, to dzisiaj mam tak mieszane odczucia... Z wyjazdu do Chorzowa nic nie wyszło, było zimno i padało, za to jestem skłonna się z kimś założyć, że jutro będzie przepiękna pogoda, ironia losu. Ze spraw dotyczących mojej niesamowicie porąbanej psychiki warto odnotować to, że chociaż byłam maksymalnie zdołowana, to nie wiem, z jakiego powodu, i tak falami byłam zła, rozgoryczona, wątpiłam, rozmyślałam, miałam nagle wiele energii... Ale mogę stwierdzić, że zaczynam tęsknić za P. Dziwne to. Był czasami wręcz okropny, ale czasami też było... fajnie. I chociaż na to wszystko zasłużył, i z jednej strony nie mam ochoty go już więcej spotkać, to z drugiej uświadomiłam sobie, że to jeszcze nie jest sprawa zakończona. (Dlaczemu mieszkamy w jednej miejscowości? Dlaczemuuuuuuu?) No... Nieważne, w Krakowie będą lepsi, tylko czekać do września.
Swoją drogą, mam niezłą tremę przed początkiem roku szkolnego w NOWEJ szkole. Kraków to duże miasto, a ja ze wsi jestem... :) Co prawda nawet rozwiniętej wsi, wyrażam się poprawnie, głupia nie jestem (a co, podwyższę sobie samoocenę), ale i tak idę na pastwę rekinów, taka mała płoteczka! Ratunku! Poradzi ktoś coś?
I kończę na dzisiaj, tak tylko symbolicznie to było, bo zaraz muszę zejść z kompa (co za prozaiczny powód!). Wzięłam się w garść, bo nie jest źle. I chociaż trochę jednak smutno, to będzie dobrze!
i
'Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy...'.
Postanawiam żyć chwilą. Podźwignęłam się już z najdziwniejszego załamania nerwowego, jakie przeszłam, Julia może potwierdzić (co pewnie uczyni, wyklinając mnie przy okazji...). Dziękuję za komentarz, także był bardzo pomocny, a blog Ichtyo okazał się ciekawy i specyficzny :) I dowiedziałam się z niego o konkursie na opis laleczki kokeshi, w sumie też mogę wstawić linka, chociaż zrobię sobie tym samym konkurencję :P
http://kokeshishop.pl/konkurs_pocztowkowy_kokeshishop
Zajrzyjcie i powiedzcie- czy one nie są śliczne?
A tak na poważnie, to dzisiaj mam tak mieszane odczucia... Z wyjazdu do Chorzowa nic nie wyszło, było zimno i padało, za to jestem skłonna się z kimś założyć, że jutro będzie przepiękna pogoda, ironia losu. Ze spraw dotyczących mojej niesamowicie porąbanej psychiki warto odnotować to, że chociaż byłam maksymalnie zdołowana, to nie wiem, z jakiego powodu, i tak falami byłam zła, rozgoryczona, wątpiłam, rozmyślałam, miałam nagle wiele energii... Ale mogę stwierdzić, że zaczynam tęsknić za P. Dziwne to. Był czasami wręcz okropny, ale czasami też było... fajnie. I chociaż na to wszystko zasłużył, i z jednej strony nie mam ochoty go już więcej spotkać, to z drugiej uświadomiłam sobie, że to jeszcze nie jest sprawa zakończona. (Dlaczemu mieszkamy w jednej miejscowości? Dlaczemuuuuuuu?) No... Nieważne, w Krakowie będą lepsi, tylko czekać do września.
Swoją drogą, mam niezłą tremę przed początkiem roku szkolnego w NOWEJ szkole. Kraków to duże miasto, a ja ze wsi jestem... :) Co prawda nawet rozwiniętej wsi, wyrażam się poprawnie, głupia nie jestem (a co, podwyższę sobie samoocenę), ale i tak idę na pastwę rekinów, taka mała płoteczka! Ratunku! Poradzi ktoś coś?
I kończę na dzisiaj, tak tylko symbolicznie to było, bo zaraz muszę zejść z kompa (co za prozaiczny powód!). Wzięłam się w garść, bo nie jest źle. I chociaż trochę jednak smutno, to będzie dobrze!
piątek, 10 sierpnia 2012
Komentarz Agi-Tarrantuli i swoje późniejsze przemyślenia postawiły mnie na nogi, wraca dziś Julia, i ogólnie nie jest źle. Być może faktycznie przesadziłam, ale przez wspomniane już wydarzenia towarzyszące wspomnianemu już pierwszemu zakochaniu, moja psychika lubi mi sprawiać różne psikusy. W jednej chwili jest dobrze, a w drugiej płaczę i zadaję sobie pytanie: 'Po co żyć?' No ale nic, będzie dobrze, kto da radę, jeśli nie my?
Ciekawa jestem, czym dla moich rówieśników jest (powtórzenie wyrazowe, szlag) miłość. Miłość... mhm? Jeszcze w swoim gimnazjum (jak to dorośle brzmi, chociaż szkołę tę ukończyłam w czerwcu tego roku) obserwowałam różne schodzące się i rozchodzące pary. Był to bardzo interesujący eksperyment. Mieliśmy tam jedną parkę, która była razem przez całe 3 lata w tejże szkole, rozstali się bodajże raz na, miesiąc czy dwa, dokładnie nie wiem, bo to tacy dalsi znajomi. Ale wrócili do siebie. Widziałam ich jakoś niedawno, w wakacje. Ich przyszłość może być fascynująca, i w sumie mimo takiej mocnej więzi nic nie jest przesądzone. Słyszałam o parze dorosłych, którzy zaczęli chodzić w wieku 14-15 lat, wzięli ślub, a kobieta później żałowała. Najnormalniej w świecie się sobą znudzili, cóż zrobić? A inną głupotą jest rozpoczynanie związku, kończenie go po tygodniu czy dwóch. Bezsens, czy ilość zaliczonych partnerów to licznik popularności?
A mnie marzy się Wielka Miłość, romantyczna i porywająca. Jednak sądzę, że mam małe szanse na zamążpójście. Zarówno dzięki swojej religii, jak i własnym zasadom moralnym, zamierzam powstrzymywać się przed współżyciem do ślubu, lub do śmierci, jeżeli takowy nie nastąpi. Jakie są szanse, że mi się uda? Sądzę, iż duże, biorąc pod uwagę moje przemyślenia, to wszystko, czego uczy mnie rodzina oraz właśnie wpływ wiary na moje życie.
Mama stwierdziła kiedyś, że żyję w świecie fikcji, myślę, że przyjedzie po mnie książę na białym rumaku... A życie jest inne. Możliwe, że moje marzenia nie mają szansy się spełnić w świecie, w którym przyszło nam żyć. Trudno. Jakoś będzie. Widzę, jak powinien wyglądać prawdziwy związek. Dlatego pomyliłam się z Pierwszym, P., nawiązując do mojej poprzedniej notki. Teraz wiem, że to wszystko było chore, i dobrym odruchem, chociaż może nieco dziecinnie to teraz brzmi i z pewnością infantylnie wyglądało, było obrażanie się. I moje próby odizolowania się od niego. Teraz mi się to udało, nie ma go, nie ma, chociaż czasami brakuje mi wspólnych rozmów czy docinków. Ale widocznie nie był tego wart. Nie mogę jednak niestety jednoznacznie stwierdzić, że to TYLKO jego wina. Miałam i ja, może nawet częściej, huśtawki nastrojów, potrafiłam nieźle go zgnoić, lecz mu ufałam. Kto wie, może nie umiałam wyrazić dobrze swoich uczuć, nie wiem. Czas zapomnieć.
Skorzystam teraz z okazji, i na swój sposób połączę swoje myślenie teraz z notką Agi-Tarrantuli z lipca. DEFTO- powolne umieranie, mhm? Ogólnie sam ten termin znam, gdzieśtamcośtamkiedyśtam zasłyszany jest, ale nigdy się w to nie wgłębiałam (czy takiego tytułu nie nosi czasem jedna z piosenek Jamala???). Skoro napisałaś o planowaniu samobójstwa... Myśli były, ale to dawno. Trzy lata temu. Ale być były. Wydaje mi się, że każdy ma taki okres w życiu, kiedy obsesyjnie myśli o śmierci (co ciekawe, ja przechodziłam to w wieku 10-12-12-13 lat, falami, a moja młodsza siostra w wieku 4 czy 5), ale jeśli dodatkowo nałożą się na to przytłaczające wydarzenia, może być, hm, nieciekawie. Wiem, że myślałam o tabletkach- bo to śmierć bezbolesna, lub o podcięciu żył. Cieszę się, że u mnie, jak i u Ciebie na myślach się skończyło, bo to jest zarówno źle widziane, jak i po prostu... bezsensowne. I tak nas od niczego nie uwolni, przynajmniej z mojego punktu widzenia (człowiek nie ma prawa decydować o długości czy podejmować decyzji o pozbawieniu kogoś lub siebie życia).
Chyba skończę przynudzać. Muszę iść uczyć siostrę grać w Monopoly (głupio to brzmi). Jutro być może jadę do wesołego miasteczka. Za tydzień czekają mnie rekolekcje w Groniu. Za 16 dni moi dziadkowie obchodzą 50 rocznicę ślubu, co też daje jakiś obraz prawdziwej miłości. Życie nie jest złe. Muszę po prostu przestać narzekać i zacząć żyć. Nie oglądać się za siebie. Przeszłość jest przeszłością.
Ciekawa jestem, czym dla moich rówieśników jest (powtórzenie wyrazowe, szlag) miłość. Miłość... mhm? Jeszcze w swoim gimnazjum (jak to dorośle brzmi, chociaż szkołę tę ukończyłam w czerwcu tego roku) obserwowałam różne schodzące się i rozchodzące pary. Był to bardzo interesujący eksperyment. Mieliśmy tam jedną parkę, która była razem przez całe 3 lata w tejże szkole, rozstali się bodajże raz na, miesiąc czy dwa, dokładnie nie wiem, bo to tacy dalsi znajomi. Ale wrócili do siebie. Widziałam ich jakoś niedawno, w wakacje. Ich przyszłość może być fascynująca, i w sumie mimo takiej mocnej więzi nic nie jest przesądzone. Słyszałam o parze dorosłych, którzy zaczęli chodzić w wieku 14-15 lat, wzięli ślub, a kobieta później żałowała. Najnormalniej w świecie się sobą znudzili, cóż zrobić? A inną głupotą jest rozpoczynanie związku, kończenie go po tygodniu czy dwóch. Bezsens, czy ilość zaliczonych partnerów to licznik popularności?
A mnie marzy się Wielka Miłość, romantyczna i porywająca. Jednak sądzę, że mam małe szanse na zamążpójście. Zarówno dzięki swojej religii, jak i własnym zasadom moralnym, zamierzam powstrzymywać się przed współżyciem do ślubu, lub do śmierci, jeżeli takowy nie nastąpi. Jakie są szanse, że mi się uda? Sądzę, iż duże, biorąc pod uwagę moje przemyślenia, to wszystko, czego uczy mnie rodzina oraz właśnie wpływ wiary na moje życie.
Mama stwierdziła kiedyś, że żyję w świecie fikcji, myślę, że przyjedzie po mnie książę na białym rumaku... A życie jest inne. Możliwe, że moje marzenia nie mają szansy się spełnić w świecie, w którym przyszło nam żyć. Trudno. Jakoś będzie. Widzę, jak powinien wyglądać prawdziwy związek. Dlatego pomyliłam się z Pierwszym, P., nawiązując do mojej poprzedniej notki. Teraz wiem, że to wszystko było chore, i dobrym odruchem, chociaż może nieco dziecinnie to teraz brzmi i z pewnością infantylnie wyglądało, było obrażanie się. I moje próby odizolowania się od niego. Teraz mi się to udało, nie ma go, nie ma, chociaż czasami brakuje mi wspólnych rozmów czy docinków. Ale widocznie nie był tego wart. Nie mogę jednak niestety jednoznacznie stwierdzić, że to TYLKO jego wina. Miałam i ja, może nawet częściej, huśtawki nastrojów, potrafiłam nieźle go zgnoić, lecz mu ufałam. Kto wie, może nie umiałam wyrazić dobrze swoich uczuć, nie wiem. Czas zapomnieć.
Skorzystam teraz z okazji, i na swój sposób połączę swoje myślenie teraz z notką Agi-Tarrantuli z lipca. DEFTO- powolne umieranie, mhm? Ogólnie sam ten termin znam, gdzieśtamcośtamkiedyśtam zasłyszany jest, ale nigdy się w to nie wgłębiałam (czy takiego tytułu nie nosi czasem jedna z piosenek Jamala???). Skoro napisałaś o planowaniu samobójstwa... Myśli były, ale to dawno. Trzy lata temu. Ale być były. Wydaje mi się, że każdy ma taki okres w życiu, kiedy obsesyjnie myśli o śmierci (co ciekawe, ja przechodziłam to w wieku 10-12-12-13 lat, falami, a moja młodsza siostra w wieku 4 czy 5), ale jeśli dodatkowo nałożą się na to przytłaczające wydarzenia, może być, hm, nieciekawie. Wiem, że myślałam o tabletkach- bo to śmierć bezbolesna, lub o podcięciu żył. Cieszę się, że u mnie, jak i u Ciebie na myślach się skończyło, bo to jest zarówno źle widziane, jak i po prostu... bezsensowne. I tak nas od niczego nie uwolni, przynajmniej z mojego punktu widzenia (człowiek nie ma prawa decydować o długości czy podejmować decyzji o pozbawieniu kogoś lub siebie życia).
Chyba skończę przynudzać. Muszę iść uczyć siostrę grać w Monopoly (głupio to brzmi). Jutro być może jadę do wesołego miasteczka. Za tydzień czekają mnie rekolekcje w Groniu. Za 16 dni moi dziadkowie obchodzą 50 rocznicę ślubu, co też daje jakiś obraz prawdziwej miłości. Życie nie jest złe. Muszę po prostu przestać narzekać i zacząć żyć. Nie oglądać się za siebie. Przeszłość jest przeszłością.
czwartek, 9 sierpnia 2012
Czuję się beznadziejnie. Po raz kolejny zawiodłam się na facetach, zaczynam sądzić, że większość z nich to dupki. Cholera, gdzieśtam we mnie ukrywa się romantyczka, która w takich chwilach zwija się z bólu... Nie wiem sama, co o tym sądzić. Najpierw Pierwszy twierdzi, że jestem ładna, inteligentna, a jako, że jest najbardziej pospolicie zboczony, ogłasza mi, że mam: 'niezłe cycki i dupę' (niestety, muszę przyznać, że łechtało to mile moją kobiecą dumę), przekonuje mnie, że jestem ogółem lepsza od swojej najlepszej (?) przyjaciółki, z którą wielokrotnie się porównywałam; Drugi zresztą też oficjalnie uważał ją za pustaka, głupią blondynkę. Pierwszy z tych jakże wspaniałych panów najpierw wygaduje, że Drugi mi się podoba, potem Drugi dość brutalnie, że tak to ujmę, 'daje mi kosza' (chociaż nie do końca). Cholera! Potem Pierwszy, w zmowie z Trzecim mnie obraża i traktuje jak szmatę, a Drugi robi powrót w wielkim stylu, dopytując, co też nagadałam W., że ona nie chce mu odpisać. Co nagadałam? Nic nie nagadałam, tylko mniej więcej przybliżyłam wydarzenia! Ludzie, o co tu chodzi, zdecydujcie się, ona jest dzi*ką, czy kobietą waszych marzeń?! Jeśli ją obrażaliście, to czemu teraz , do jasnej cholery, napraszacie się o wyjścia i wyjazdy?!
Zaczynam mieć dość, ci debile namieszali mi w głowie swoim zachowaniem. Moje dawne marzenia o macierzyństwie (ta, wybiegałam daleko w przyszłość, jednak nie wiązałam tych nadziei z nikim konkretnym) jakoś teraz wygasły, pozostawiając rozgoryczenie i niepewność. Ciągle słyszę o rozpadających się związkach, czy nie lepiej jest być samotną? A jednocześnie wiem, że samotność mnie zabije, stanę się zgorzkniała i cyniczna.
Pozostaje także sprawa mojej najlepszej rzekomo przyjaciółki. Coś nie pasuje mi w tej sprawie. Doszły mnie słuchy, że Drugi przenosi się dla niej z technikum w Krakowie do technikum w Pipidówie koło naszej Pipidówy. A mnie napisał, że nie wyobraża sobie, żebym zrezygnowała dla niego z nauki w moim wymarzonym LO. No bo nie zamierzam, w Krk będą lepsi! Ale odrobinę zeszłam z tematu. Tak ociupinkę. Do tego mogę jeszcze wrócić.
Nie wspomniałam, że Drugi to były W. Żałowała później, że z nim zerwała, jednak to było ponad rok temu. Twierdziła, że nic do niego nie czuje. Dlaczego więc stało się to, co się stało? Następna... Dobiły mnie plotki, mówiące o ich rzekomym ponownym związku. Bynajmniej nie chodzi o samego chłopaka. Z zasady się nie zakochuję. Stało się to raz, trwało pół roku, było bolesne, i nie chcę wracać do tych wydarzeń. Poza tym, w domu nauczono mnie, że miłość to słowo o ogromnej wadze, deklaracja, której nie warto składać pochopnie. Jeśli kochasz, jesteś gotowy oddać życie za bliska osobę. Jednak znów odpłynęłam na troszkę inne wody.
Miałam do niej pretensje, ponieważ była czy jest hipokrytką. Niech mówi to, co myśli, niech postępuje zgodnie z tym, co mówi. Nienawidzę hipokryzji i nieszczerości. Chociaż zazdrościłam jej powodzenia u płci przeciwnej.
Nie chcę, żeby ktoś uznał mnie za osobę flirtującą z kilkoma chłopakami naraz. Trzeci był, że tak to ujmę, znajomym po fachu. Dzięki niemu zainteresowałam się anime i kulturą Japonii, jednak teraz zaczął mieć różne dziwne odpały i zdecydowanie chcę zerwać z nim kontakt. Pierwszy, tu sprawa jest ciekawa. Kiedyś byłam nim zauroczona (chociaż, dodam złośliwie, urodą nie grzeszy). Jednak wtedy byłam tylko 'przyjaciółką' (a nieoficjalnie wytrychem do W.). Na pewno znacie ten typ dziewczyny, dość modnie i markowo ubrana szczupła blondynka, jasnoniebieskie oczy. Później, co do naszego kochanego P., role się odwróciły. Zaczął mnie adorować aż do przesady, łazić za mną (miałam dość). I tak igraliśmy, jak kot z myszką (jakże to teraz ironicznie brzmi! on dla mnie był Kotem, a ja dla niego Myszką). Drugi po prostu mi się spodobał, i ktoś się dowiedział. Tyle, a może aż?
Mącę, mącę, pewnie, jeśli ktokolwiek przeczyta te moje wypociny, będzie miał o mnie złe zdanie. Istotnie, uważam się za żmiję i jędzę. Ale ogólnie mam kompleks niższości, i jestem krytyczna w stosunku do siebie. Nieważne. Może teraz kilka konkretnych informacji o mnie:
1. Imię i pseudonim- Małgośka/Ame;
2. Okolice- Kraków, najpiękniejsze miasto Polski;
3. Ulubione zajęcia- czytanie, czytanie, jeszcze raz czytanie, czytanie fanfiction, oglądanie anime, słuchanie muzyki, pisanie, fotografia;
4. Ulubione kolory- zielony, ciemnoniebieski, ciemnoczerwony, ciemnofioletowy;
5. Aktualnie- denerwuję się przed nauką w nowej szkole, uczę się grać na gitarze, psioczę na mężczyzn, marzę;
6. Charakter- kapryśna, złośliwa, temperamentna, mająca huśtawki nastrojów i wiele obsesji oraz fobii, w pewnym sensie romantyczna, pesymistka, o dziwo jakaś niefajnie wrażliwa (a może nadwrażliwa?)...
Może tyle. Wybaczcie zamieszanie. Po prostu przechodzę małe załamanie nerwowe, zerwałam ostatnio wiele kontaktów i spaliłam za sobą wiele mostów; ale wypisałam się i jest mi już lepiej.
Mam taką nadzieję, że ktoś mnie jednak tutaj polubi! Musiałam się wypisać, jedna z czterech osób, którym teraz ufam znajduje się daleko, z drugą i trzecią, i czwartą nie mam kontaktu w tym momencie.
Mimo całego mojego narzekania na moje życie nie mogę jednak stwierdzić, że w całości jest do dupy. Rodziców mam co prawda wymagających, czasem zbyt konserwatywnych (:/), a czasem znowu zbyt pokręconych i pozytywnie nienormalnych, ale nie mogę narzekać. Kochają mnie, chcą jak najlepiej, chociaż nie do końca rozumieją (to chyba standard w naszym wieku?). Ogółem rodzinka trafiła mi się fajna. I moja J., najlepsza z najlepszych przyjaciółek, i K., i K. Powinnam się zamknąć i na razie nie oglądać na jakichś fałszywych dupków. Będzie dobrze (nagła fala optymizmu).
Pozdrawiam Agę-Anakondę, psioczmy na mężczyzn razem!
Zaczynam mieć dość, ci debile namieszali mi w głowie swoim zachowaniem. Moje dawne marzenia o macierzyństwie (ta, wybiegałam daleko w przyszłość, jednak nie wiązałam tych nadziei z nikim konkretnym) jakoś teraz wygasły, pozostawiając rozgoryczenie i niepewność. Ciągle słyszę o rozpadających się związkach, czy nie lepiej jest być samotną? A jednocześnie wiem, że samotność mnie zabije, stanę się zgorzkniała i cyniczna.
Pozostaje także sprawa mojej najlepszej rzekomo przyjaciółki. Coś nie pasuje mi w tej sprawie. Doszły mnie słuchy, że Drugi przenosi się dla niej z technikum w Krakowie do technikum w Pipidówie koło naszej Pipidówy. A mnie napisał, że nie wyobraża sobie, żebym zrezygnowała dla niego z nauki w moim wymarzonym LO. No bo nie zamierzam, w Krk będą lepsi! Ale odrobinę zeszłam z tematu. Tak ociupinkę. Do tego mogę jeszcze wrócić.
Nie wspomniałam, że Drugi to były W. Żałowała później, że z nim zerwała, jednak to było ponad rok temu. Twierdziła, że nic do niego nie czuje. Dlaczego więc stało się to, co się stało? Następna... Dobiły mnie plotki, mówiące o ich rzekomym ponownym związku. Bynajmniej nie chodzi o samego chłopaka. Z zasady się nie zakochuję. Stało się to raz, trwało pół roku, było bolesne, i nie chcę wracać do tych wydarzeń. Poza tym, w domu nauczono mnie, że miłość to słowo o ogromnej wadze, deklaracja, której nie warto składać pochopnie. Jeśli kochasz, jesteś gotowy oddać życie za bliska osobę. Jednak znów odpłynęłam na troszkę inne wody.
Miałam do niej pretensje, ponieważ była czy jest hipokrytką. Niech mówi to, co myśli, niech postępuje zgodnie z tym, co mówi. Nienawidzę hipokryzji i nieszczerości. Chociaż zazdrościłam jej powodzenia u płci przeciwnej.
Nie chcę, żeby ktoś uznał mnie za osobę flirtującą z kilkoma chłopakami naraz. Trzeci był, że tak to ujmę, znajomym po fachu. Dzięki niemu zainteresowałam się anime i kulturą Japonii, jednak teraz zaczął mieć różne dziwne odpały i zdecydowanie chcę zerwać z nim kontakt. Pierwszy, tu sprawa jest ciekawa. Kiedyś byłam nim zauroczona (chociaż, dodam złośliwie, urodą nie grzeszy). Jednak wtedy byłam tylko 'przyjaciółką' (a nieoficjalnie wytrychem do W.). Na pewno znacie ten typ dziewczyny, dość modnie i markowo ubrana szczupła blondynka, jasnoniebieskie oczy. Później, co do naszego kochanego P., role się odwróciły. Zaczął mnie adorować aż do przesady, łazić za mną (miałam dość). I tak igraliśmy, jak kot z myszką (jakże to teraz ironicznie brzmi! on dla mnie był Kotem, a ja dla niego Myszką). Drugi po prostu mi się spodobał, i ktoś się dowiedział. Tyle, a może aż?
Mącę, mącę, pewnie, jeśli ktokolwiek przeczyta te moje wypociny, będzie miał o mnie złe zdanie. Istotnie, uważam się za żmiję i jędzę. Ale ogólnie mam kompleks niższości, i jestem krytyczna w stosunku do siebie. Nieważne. Może teraz kilka konkretnych informacji o mnie:
1. Imię i pseudonim- Małgośka/Ame;
2. Okolice- Kraków, najpiękniejsze miasto Polski;
3. Ulubione zajęcia- czytanie, czytanie, jeszcze raz czytanie, czytanie fanfiction, oglądanie anime, słuchanie muzyki, pisanie, fotografia;
4. Ulubione kolory- zielony, ciemnoniebieski, ciemnoczerwony, ciemnofioletowy;
5. Aktualnie- denerwuję się przed nauką w nowej szkole, uczę się grać na gitarze, psioczę na mężczyzn, marzę;
6. Charakter- kapryśna, złośliwa, temperamentna, mająca huśtawki nastrojów i wiele obsesji oraz fobii, w pewnym sensie romantyczna, pesymistka, o dziwo jakaś niefajnie wrażliwa (a może nadwrażliwa?)...
Może tyle. Wybaczcie zamieszanie. Po prostu przechodzę małe załamanie nerwowe, zerwałam ostatnio wiele kontaktów i spaliłam za sobą wiele mostów; ale wypisałam się i jest mi już lepiej.
Mam taką nadzieję, że ktoś mnie jednak tutaj polubi! Musiałam się wypisać, jedna z czterech osób, którym teraz ufam znajduje się daleko, z drugą i trzecią, i czwartą nie mam kontaktu w tym momencie.
Mimo całego mojego narzekania na moje życie nie mogę jednak stwierdzić, że w całości jest do dupy. Rodziców mam co prawda wymagających, czasem zbyt konserwatywnych (:/), a czasem znowu zbyt pokręconych i pozytywnie nienormalnych, ale nie mogę narzekać. Kochają mnie, chcą jak najlepiej, chociaż nie do końca rozumieją (to chyba standard w naszym wieku?). Ogółem rodzinka trafiła mi się fajna. I moja J., najlepsza z najlepszych przyjaciółek, i K., i K. Powinnam się zamknąć i na razie nie oglądać na jakichś fałszywych dupków. Będzie dobrze (nagła fala optymizmu).
Pozdrawiam Agę-Anakondę, psioczmy na mężczyzn razem!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
