środa, 15 sierpnia 2012


This is the part of me that you're never gonna ever take away from me, no
This is the part of me that you're never gonna ever take away from me, no
Throw your sticks and stones
Throw your bombs and your blows
But you're not gonna break my soul
This is the part of me that you're never gonna ever take away from me, no

Taaa... Tym cytatem dzisiaj zacznę. Dziękuję, dziękuję, dziękuję za słowa wsparcia co do nowej szkoły, ale i tak boję się strrrrrrrrrrrasznie i przeraźliwie. Chciałabym jednak zachować jakiś porządek w tym poście.

Więc.... To jest ta część mnie, której on mi nie odbierze. Nie jest w stanie tego zrobić, nigdy mu się to nie uda. Nigdy! To nieco podnosi mnie na duchu, bo zaczynam już za nim tęsknić, tak na poważnie. Chociaż niemal pewna jestem, że on ma mnie, oględnie mówiąc, gdzieś. Takie to głupie... Nie napisałam jeszcze, że po pewnej rozmowie stwierdziłam, że może jednak pomimo jego wyglądu powinnam dać mu szansę, bo umiał mnie rozbawić, pocieszyć i udobruchać jak nikt inny... Może popełniłam błąd? I powtórzę się- to nie jest jednak jeszcze sprawa zakończona. On powróci w wielkim stylu, zobaczymy tylko, czy odbije się to na mnie pozytywnie... A tak w ogóle, zawsze mogę wysłać W. na przeszpiegi... :> Taka ze mnie be intrygantka... Be, fe!

No, a teraz przejdę do podziękowań za pocieszenia... Naprawdę, podnosicie mnie na duchu, ale to nie zmienia faktu, że boję się jak cholera. No bo ludzie noooowi, wczesne wstawanie i dojeżdżanie codzienne pociągiem (dobrze, że lubię pociągi- aż się kłania piosenka Myslovitz- Nocnym pociągiem aż do końca świata), książki nowe, nauczyciele nowi, WSZYSTKO nowe... A co ja tłumaczę, każdy przez to przechodził... Mam taki problem, że primo:  chodziłam do jednej placówki przez bite 12 lat- tak to jest, przedszkole, podstawówka i gimnazjum w jednym budynku, wspaniałe ZPO; secundo- jestem strrrrrrrraaaasznie nerwowa i się skompromituję... Ę-ę-ę! (echo) Jak widać, strasznego mam boja, jednak jestem okropną paranoiczką, pewnie wszystko będzie dobrze. Bylebym nie miała w klasie dresów, pakerów, plastików i zbytnich kujonów,  za to miała fajne znajome i znajomych, ślicznego-kawaii chłopaka na oku, dobrego wychowawcę, historyka i polonistę, i anglistę, właśnie, to będę szczęśliwa. Czy żądam zbyt wiele...? Dobra, już widzę te piorunujące spojrzenia kierowane w moją stronę, uspokajam się :)

I nawiązuję do ostatniego posta Tarrantuli... Ciekawe fobie wymieniłaś, nie znam takich... Pocieszę cię, ja mam: arachnofobię (pająki, brrrr.....), hematofobię (krew, mdleję), tanatofobię (śmierć), boję się silnego wiatru (to chyba akrofobia?), ostrych przedmiotów, burzy, ciemności, samotności... Za to myszki i szczurki uważam za śliczne *.* Znaczy, te owłosione... Są takie nagie, i mi się nie podobają...
Tarrantulo, nie martw się, te 30% to normalni, jakoś sobie poradzimy! :*

A śliczne zapałki, jakie Ichtyo zaprezentowała w jednym ze wcześniejszych postów u siebie, są kawaii. Cudo. Chcę!

Będzie dobrze, komu się uda, jak nie nam, rocznikowi 96, najlepszemu i najbardziej pokręconemu???

I tym optymistycznym akcentem, kończę!

1 komentarz:

  1. Bardzo cieszy to, że jednak mimo wszystko optymistycznie konczysz notkę - w końcu trzeba mieć nadzieję na to, że będzie lepiej.
    I wiesz, najlepsze jest to, że tak naprawdę za kilka dobrych lat zupełnie zapomnisz o tym jak się teraz denerwujesz. Teraz to brzmi nieprawdopodobnie - ja sama denerwuję się przed egzaminami, obroną i staram się sobie powtarzać, że to nie jest warte moich nerwów, ale kiedyś będę się z tego śmiała. I Ty również :)

    OdpowiedzUsuń