sobota, 11 października 2014

(nie)Znajomi


Jestem podminowana.

Inna sprawa, że to stawia mnie w pozycji hipokrytki

Niemniej.

Nie życzę sobie, żeby mówiły o mnie za plecami, drwiąc z mojej nauki. Z innych rzeczy- okej, przyzwyczajam się. Z nimi nie da się inaczej. Ale nie z nauki, gdy jest to rzecz, na której tak bardzo mi zależy.

Doszłam do wniosku, że mam za dużo rzeczy, które muszę zrobić, a przez to zostaje mi mało czasu na rzeczy, które chciałabym robić. Nie mam na myśli oglądania dram. Bardziej chodzi mi o czytanie książek jak kiedyś, pisanie, nauka czegoś, na czym mi zależy (historia). Czuję się przymuszona do wkuwania matmy- a bądźmy szczerzy, w moim przypadku chodzi tylko o to, żeby tę nieszczęsną podstawę zdać. Wystarczy mi 50%. Może jestem mało ambitna- ale ja po prostu mam inne priorytety. Nie jestem w stanie uczyć się również na matmę, gdy historia jest na maturze tak trudna.

A one się z tego śmieją.

Zabolało. I rodzi się we mnie coraz więcej i więcej wątpliwości do tego, czy powinnam się z nimi trzymać, czy nie powinnam po prostu się powoli zdystansować. W sumie, sporo bym na tym zyskała. A czy mogę mówić o stracie, gdy one nie dają mi wsparcia? Jedynie trochę śmiechu na przerwie. Chyba na tym opiera się nasza relacja.

Zrobiło mi się smutno.

                                  

Czuję się jak w pieprzonej sieci pająka. Jest tak lepka, że nie mogę się wyrwać, chociaż bardzo, bardzo bym chciała. Im mocniej się szamotam, tym bardziej bolą mnie te chore sytuacje. Boże, oby już skończyć to liceum, żeby tylko wyjść. Byle do kwietnia.

Pod koniec gimnazjum też tak miałam. A potem wszystko się popieprzyło.

Poczekajmy więc, co będzie teraz.

piątek, 10 października 2014

Dalszy ciąg

Dalszy ciąg lenistwa choroby. Leżę w łóżku i spijam masowe ilości herbaty. Na tym polegają ostatnio moje dni. No, i jeszcze dużo oglądam. Wczoraj siedem odcinków dramy (Kimi wa petto, z moim japońskim kochaniem Matsujunem), a dzisiaj z racji piątku jakieś nieazjatyckie komedie romantyczne. Ogólnie- weekend to będzie czas nadrabiania materiału i wielkiego zakuwania. Ale trochę odpoczęłam i wyluzowałam- na swój sposób potrzebna mi była ta choroba. Zwolniłam tempo, chyba faktycznie ostatnimi czasy przesadzałam. Co nie zmienia faktu, że jak tylko stanę na nogi (na razie jestem jeszcze strasznie słaba), to znów będzie kucie-kucie-kucie (swoją drogą, ironia losu- moje nazwisko ma dużo wspólnego z kuciem).

Tymczasem leżę sama w domu (rodzice w pracy, młoda u dziadków) i nawet przestałam się aż tak smucić. Nie, że jest super- u mnie nigdy nie jest, "smutek mam we krwi", ale widzę jakiś postęp.

Piosenka, która osatnio siedzi w mojej głowie cały czas:



Głowa mnie strasznie boli, i mam taki okropny katar (do którego powinnam przywyknąć, bo alergia, ale zwykle nie jest taki). Więc sobie leżę (ten wpis sprowadza sie do stwierdzenia, że leżę- okeeeej).

Trochę sie martwię tym błogosławieństwem moich omców. Prawie na pewno wpadnę na Tomka, a od tego nieszczęsnego zaproszenia staram sie go unikać (on chyba mnie zresztą też). Prawie na pewno będzie coś robił, będzie porządkowym czy coś. Ugh.

Moje glany są do odebrania <3 Na razie tylko 10 dziurek, ale planuję zakup wyższych za jakiś czas.

Dobra, lecę, ten ból głowy mnie zabija.

środa, 8 października 2014

Choroba

No i się doprosiłam. Leżę przeziębiona. Ogólnie byłabym zadowolona, ale choroba nie zmniejsza ilości nauki, którą sobie siłą rzeczy narzucam. Bo napisać te zaległe sprawdziany i tak muszę (w piątek na przykład, bo już chyba się do szkoły wybiorę). Na razie czuję się okropnie.

Cały czas mi smutno, zupełnie, jakbym miała w końcu z tego smutku umrzeć.

Dałam się wrobić w bycie porządkową na błogosławieństwie. Moje było już rok temu, dawno i niedawno.

Jestem zmęczona i czuję się pusta w środku.

niedziela, 5 października 2014

Po weekendzie

Weekend uważam za udany. Na ogół. Zdążyłam się pouczyć, ale też wyluzować względnie, więc ok. A teraz oglądam mv AKMU, bo są tak niesamowicie radosne, że bardzo, bardzo mnie rozweselają. Po prostu nie umiem się nie uśmiechnąć gdy widzę ich słodkie buźki :3

Więc tylko daję znać, żę żyję, i lecę.

sobota, 4 października 2014

All of me

Dawno mnie tu nie było. Częściowo pochłonęła mnie nauka, częściowo okropne chandry i totalny brak skupienia. Ale ostatnio staram się nadążyć za tempem nauczycieli. I chyba za dużo się jednak uczę, skoro nawet rodzice każą mi wyluzować.

Piszemy z Anią ficka! Co prawda z dużym przymrużeniem oka. Po prostu dobrze się bawimy, tworząc najdziwniejsze scenariusze. To spowodowało, że ostatnie dni pełne były śmiechu. No i zmęczenia. Chciałabym już święta. A z drugiej strony- święta to tylko przybliżenie do matury. Kiedy ta wizja przestanie być taka przerażająca.

Chciałabym spać.

Tęsknię za czasem na pisanie, czytanie i oglądanie. Teraz mam szkołę, kurs, niedługo też konkurs, korki. Czuję się już bezsilna. Minął dopiero miesiąc.

W szkole różnie. Mam teraz na myśli znajomych- jest różnie, bo z jednej strony nawiązuję teraz też kontakty z innymi ludźmi, ale dalej nie wiem, jak zdefiniować relacje między mną i dziewczynami. Nie umiem nie brać na poważnie tego, co mówią o mnie i do mnie. Boże, jak łatwo mną manipulować.

Odkąd nie odpisałam Tomkowi na smsa nie mamy kontaktu. Nie jestem pewna, czy w ogóle tu o tym pisałam... zaprosił mnie do kina. Uznałam, że to za dużo.

A dzisiaj uciekam znów w kolejną komedię romantyczną, w smutną muzykę, by zapełnić tę pustkę w sobie. Chciałabym umieć być inna. Chciałabym umieć brać życie z uśmiechem.

Ile jeszcze będę ukrywała prawdziwe myśli? Swoje zdanie? Tłumiła emocje? Przecież w końcu wybuchnę.

Ostatnio zastanawiałam się, kto by o mnie pamiętał. Właściwie przyszła mi do głowy tylko rodzina. A niechciane myśli tak szybko czasem wirują w głowie...

***

Napisane w nieuwadze:

Nie chciałam widzieć cię we śnie
znów rozdrapywać ran
znów przełykać gorycz i żal
lecz przyszedłeś
a ja znów mam wspomnień cień
pod powiekami, gdy przychodzi sen,
gdy marzenia dopadają mnie
jak pająk w swej sieci ćmę.
bez łez, z tęsknotą i bólem,
*wydaje mi się, że*
bledszym niż godzinę temu
minutę, sekundę, czas płynie
dając ulgę sercu memu
lecz gdy znów ślad twych słów
(rzucanych hojnie na wiatr)
dociera do mnie znów
w złowrogim szepcie powiewu
ponurym tańcu gałęzi
wiem, że pozostaje mi
rozpaczać w ciemnym grobie smutku
zawisać obciążona przed dawne winy
rozpływać się w lepkiej mgle goryczy
wciąż pokazując uśmiech światu