Na pewno słyszeliście piosenkę Summertime Sadness Lany Del Rey. A czy widzieliście teledysk? Konkretnie ten moment, kiedy ona z rozłożonymi ramionami chwieje się (?) czy też łagodnie pochyla... i spada. Leci. I druga kobieta, w czerwonej pięknej sukni, gdy stoi na moście... To jest taka piękna piosenka...
Ta historia też miała miejsce w lecie, i ciągnie się za mną, i wciąż i wciąż.
A piosenka Papierowe skrzydła Myslovitz? Ona cała opowiada o takim upadku.
Ptak swym życiem zachwycał go
Codziennie marzył
Poczuł wiatr na twarzy strach
Przez chwilę wolnym był
Zostawił list odpłynął w dół
Przez chwilę wolnym był
Poczuł wiatr na twarzy strach
Przez chwilę wolnym był
Zostawił list odpłynął w dół
Chciałabym poczuć taką wolność, ale cena za nią to życie. Samobójstwo to wbrew pozorom przejaw wielkiej odwagi... wielkiej rozpaczy i wielkiego tchórzostwa. Nie stać mnie na to. Poza tym zbyt wiele mnie tu trzyma... a przynajmniej taką mam nadzieję. Niespieszno mi do piekła. Ale... może chociaż by sobie o mnie przypomniał.
Takie rozważania końcoworoczne.
Co było pozytywne?
Skończyłam wzorowo gimnazjum.
Dostałam się do liceum marzeń niegdysiejszych.
Pojechałam na pierwsze rekolekcje... i się w tym zakochałam.
Tyle...?
Chyba się jeszcze zmieniłam, na lepsze. Dzięki Tomkowi, dzięki Konradowi, i Joli, i Dominice, i Natalii, Agnieszce i Filipowi.
Szkoda, że tego już nie ma, co było, a mam w sobie za wiele honoru i oślego uporu, żeby o sobie przypominać.
Gdzie oni wszyscy są?
A co było negatywne?
Paweł... strata.
Kłótnia z Julią.
W sumie tylko to mnie gryzie, a świadomość, że Pawła już po prostu nie będzie, bo znów odzywa się mój upór, moje alter ego i daje mi w twarz za naiwność; świadomość, że prawdziwa przyjaźń... chociaż to w sumie nie jest świadomość tylko smutne podsumowanie- prawdziwa-prawdziwa przyjaźń nie istnieje.
Nie mogę już do tego wrócić, mimo, że z tego wszystkiego wynika, że go...
Wesołego roku 2013. Niech będzie lepszy niż 2012. Życzę tego Wam i sobie.
Nie mogę więcej pisać i o tym myśleć, bo zaraz przestraszę się własnych myśli i własnych wniosków. To będzie zbyt jasne, zbyt logiczne żeby przed tym uciec. Więc kończę. Może będzie lepiej. Byle do rekolekcji, byle do Bukowiny.
Za bardzo się odsłoniłam, zbyt wiele napisałam.
Stoję nad morzem wypłakanych łez w którym odbija się moja twarz Czy to jestem ja Zgubiłam się
poniedziałek, 31 grudnia 2012
sobota, 29 grudnia 2012
Smutna pastorałka
Witam Was smutno.
Jakoś żyję. Leci, leci.
Bardzo często wspominam smutną pastorałkę-
Aniołowie, aniołowie biali
na coście tak u żłóbka czekali?
Po coście tak skrzydełkami trzepotali?
Płatki śniegu rozsypali czarną nocą?
Ciemne noce, aniołowie, w naszej ziemi;
ciemnie gwiazdy, i śnieg ciemny, i miłość.
I pod tymi obłokami ciemnymi
nasz serce w ciemność się zmieniło.
Aniołowie, aniołowie biali,
o, przyświećcie blaskiem skrzydeł swoich
by do nieba trafił ten zgubiony,
i ten, co się oczu podnieść boi...
I ten, który w beznadziei czeka,
i ten rycerz w poszarpanej zbroi...
By jak człowiek szedł do Boga-Człowieka...
Aniołowie... Aniołowie biali...
Tęsknię za czymś.
Poskładałam już serce, zacerowałam duszę, a wciąż jakby brakuje maleńkiego kawałka, i zieje tam pustka.
Może to mnie uleczy?
Nie wiem.
Smutno Was żegnam.
Jakoś żyję. Leci, leci.
Bardzo często wspominam smutną pastorałkę-
Aniołowie, aniołowie biali
na coście tak u żłóbka czekali?
Po coście tak skrzydełkami trzepotali?
Płatki śniegu rozsypali czarną nocą?
Ciemne noce, aniołowie, w naszej ziemi;
ciemnie gwiazdy, i śnieg ciemny, i miłość.
I pod tymi obłokami ciemnymi
nasz serce w ciemność się zmieniło.
Aniołowie, aniołowie biali,
o, przyświećcie blaskiem skrzydeł swoich
by do nieba trafił ten zgubiony,
i ten, co się oczu podnieść boi...
I ten, który w beznadziei czeka,
i ten rycerz w poszarpanej zbroi...
By jak człowiek szedł do Boga-Człowieka...
Aniołowie... Aniołowie biali...
Tęsknię za czymś.
Poskładałam już serce, zacerowałam duszę, a wciąż jakby brakuje maleńkiego kawałka, i zieje tam pustka.
Może to mnie uleczy?
Nie wiem.
Smutno Was żegnam.
poniedziałek, 10 grudnia 2012
Mosty kruszą się, kruszą się w świetle dnia.
Znów jestem chora. Dlaczego ostatnio ja zawsze jestem chora? Nie pojechałam na NżzB ;(
Zostałam sama. Z Julią się nie znamy. Wiolka ma teraz swoje dziwne życie, widzimy się może raz w tygodniu, w porywach do dwóch. Czasami raz na dwa tygodnie. Z Agatą gadam w pociągu. Z Katariną przez fb. Ale ogólnie to ich nie ma, i te rozmowy są bardzo, bardzo rzadkie. Mosty znajomości między nami kruszą się, aż w końcu przestaną istnieć.
Towarzyszą mi coraz to głupsze myśli. Albo takie odrętwienie, że nie myślę nic. Tylko chciałabym spać i spać.
"A w mojej głowie wojna, wieczna wojna"
Tęsknię za nim, ale już nie będę już wracać do tego tematu. Za wiele jest Pawła na tym blogu. Powinno być znacznie mniej.
Mam teraz tylko Tarantulkę, z którą odnowiłyśmy kontakty, z czego bardzo się cieszę, Justynę i Natalię z klasy.
Oceny są gorsze niż bym chciała.
Mam dość.
Myśli o świętach trzymają mnie przy życiu, jeszcze tylko dwa tygodnie. I będzie choinka, i Wigilia... i kolędy...
Śliczne gwiazdki Ichtyo zrobiła, spróbuję, chociaż, znając życie, to mi nie wyjdą, albo braknie mi czasu... Nigdy bym na coś takiego nie wpadła.
Ugh, to otępienie widać nawet po moim obecnym sposobie pisania...
Idę...
Subskrybuj:
Posty (Atom)