czwartek, 28 marca 2013

Leci.

Cześć i czołem.
Chyba skasuję tego bloga. Chciałabym się odciąć od tego, co było. Nie minął nawet rok... W każdym razie... Na tym blogu tylko się wyżalam i nie tworzę nic konstruktywnego. Tak więc zamierzam skasować ten i założyć nowy, na którym będę umieszczała jakieś swoje opowiadania, rozważania polityczno-filozoficzne, będę pisała o animatorstwie... I co tam jeszcze, to zobaczymy.

Pogodziłam się z Julią.

Idę spać.

poniedziałek, 18 marca 2013

River flows to you.

Tak smutno jakoś... Miałam pomysł na posta, ale... po prostu czuję, że zostałam sama.

Już nie ma nikogo blisko. Dziękuję, że jesteś, Tarrantulo, strasznie się z tego cieszę, ale to jednak nie jest kontakt codzienny.

Nie mam już prawie nic. Została tylko rodzina, z tego muszę się cieszyć. Tak poza tym... Smutno.

I znów wszystko poszło nie tak.

niedziela, 10 marca 2013

Wysokie obcasy czy pluszowy miś...?

Zamiast się dzielnie i grzecznie uczyć chemii, zamierzam sobie troszkę pofilozofować. Wynika to w sumie bezpośrednio z faktu, że znów się zagubiłam gdzieś po drodze, straciłam kilka snów i marzeń. No bo kim ja w zasadzie jestem? Kilka notek temu (chyba 2...) odpowiadałam sobie na to pytanie, ale w sumie dalej nie wiem, co i jak. Mam prawie 17 lat. Teoretycznie najgorszy (bo najgłupszy) wiek, wiek gimnazjum, mam już za sobą, a że jakieś durne odpały wtedy są, wiem najlepiej, bo z własnego doświadczenia (patrz- A.K.; patrz- jakieś cholerne myśli; patrz- Paweł). No i teoretycznie wychodzę na prostą. Jestem w liceum tym i tym, na profilu takim i takim. Co z tego, że to ma bardzo mało wspólnego z moją przeszłością? A jaka będzie moja przyszłość? No właśnie...

Historia. Językoznawstwo. Na to zamierzam kiedyś postawić. Już nie bezpośrednio anglistyka, bo teraz angliści wyrastają jak grzyby po deszczu, ale lingwistyka lub językoznawstwo. Historia na pewno. Za bardzo mnie to wciąga.

Bliższa przyszłość? Animatorstwo, co też jest dla mnie rzeczą dość... tajemniczą, i trochę się tego obawiam. Ale podobno nie powinnam... Mhmmm...?

Przechodząc do sedna sprawy... Cholera, na jakim etapie życia ja jestem? Założę już wysokie obcasy? Czy nadal będę spała z misiem? Jestem dzieckiem, czy kobietą? Kim w ogóle jest nastolatek? Czemu, do jasnego diabła, wymagacie od nas odpowiedzi, na pytania, których sami nie rozumiecie? Wcale nie chodzi mi o rodziców- trafili mi się najlepsi, jacy mogli- tylko o świat ogółem. Dlaczego chcecie posłać do szkoły trzylatki (Norwegia)? (Tak trochę odeszłam od tematu) Dlaczego muszę JUŻ, TERAZ, ZARAZ, wiedzieć, co zrobię ze swoim życiem? I jednocześnie odbieracie mi możliwość wyboru- 'bo przecież z tego nie wyżyję', 'bo przecież z tego nie ma pieniędzy', 'bo przecież nie znajdę pracy'? Human! Co będę robić po profilu humanistycznym- dziennikarskim? A może powinnam się męczyć na fizyce, której nie rozumiem ni w ząb?

Kim ja jestem? Powinnam biegać w wysokich obcasach (i łamać sobie w nich nogi) czy siedzieć w kącie, bawić się misiem i uciekać w książki? Nie chcę jeszcze dorastać... za bardzo przeraża mnie świat decyzji, rachunków, formalności i podatków. Nie rozumiem po prostu, dlaczego w Krakowie, w Poczcie Polskiej (z całym szacunkiem dla firmy) na szczycie zasiada około 60 dyrektorów, a zwykli pracownicy, jak moja Mama, boją się o pracę. Nie rozumiem tego, że z zasad, których mnie uczono, nie da się wyżyć. Nie rozumiem świata układów. Jaki świat dla nas przygotowujecie, panowie politycy?

Wrrrr... Czy tylko mnie denerwują moje rozmowy ze znajomymi, podczas których raz po raz pada stwierdzenie- chyba wyjadę, nie znajdę tu pracy...

Dobra... Ten wywód i tak nie ma sensu, bo kto to przeczyta?

Idę się uczyć podstaw chemii z tej okrojonej podstawy programowej. Nowej (ale nie lepszej).

czwartek, 28 lutego 2013

Gdzieśtam

Hejhej, macham łapką na przywitanie ;)

Miałam dzisiaj troszkę nerwy, mimo pięknej pogody, takiej naprawdę cudnej- pierwszy dzień od dłuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuugiego czasu, który był cały słoneczny, aż MNIE się chciało iść na nogach z mojego Kazimierza na dworzec... szokujące, nie? Ale naprawdę... błękitne niebo, chmurki itepede, a wszystko poprawiające nastrój...

Pozdrowienia dla śledzącej Justy, swoją drogą :D

Ty! Tak, ty! Nie wiem, czy zajrzysz, ale tęsknię czasami. Nawet sobie nie zdajesz sprawy, w jak dziwnych momentach.

Niewaaaażne...

Moja szkoła jest dziwna. Uczę się- 3. Nie uczę się- 5. Wrrr.

No... bez nerwów, z moją psychiką jest teoretycznie OK (w praktyce to tam... emm...)

No. A poza tym...

No nic. Kiedyś na wszystko przychodzi czas.

Najwyżej będzie jak zwykle...

No...

Pa, macham łapką...

(Leki, leki, gdzie są te leki...?!)

środa, 27 lutego 2013

'Przed snem'

Przed snem- Akurat

Tak sobie tęsknię? Za kim? Kto się domyśli, ręka w góręęę!

Dostałam dzisiaj pierwszego dopa z polskiego. Nigdy nie zleciałam poniżej 4. Tak że więc... Dziękuję, do widzenia i kłaniam się nisko.

Ugh, ta szkoła mnie wykańcza nerwowo...

Kurczę, to jest chamskie, bo tęsknię, a... Nieważne >.<

Tak swoją drogą, to miałam kasować bloga. Nawet wstawiłam takiego posta- 'Pożegnanie'. Ale zrezygnowałam...

Drętwo tu dzisiaj... Ale polecam piosenkę, bo fajna. Tak więc uznajmy (nadużywam zwrotu 'tak więc' oraz słówka 'tak' w różnych rodzajach i wariantach), że to jest dzisiejszy cel.

Żegnaaam.

wtorek, 26 lutego 2013

To ja.

Dzisiaj zadałam sobie przypadkiem pytanie- kim jestem.
Bardzo logiczne, pytanie na miarę filozofów zadane przypadkiem...  Jestem mistrzynią nieogaru!
Dawnoooo mnie tu nie było, swoją drogą.

Tak więc małe-krótkie podsumowanie przeszłego półtorej miesiąc:
-rekolekcje były... na pewno wyjątkowe... mniej owocne niż letnie, ale... przepłakałam połowę Agapy, odblokowałam się trochę, znalazłam kilkoro niesamowitych ludzi z niesamowitymi talentami... chcę ich zawsze pamiętać;
-szkoła- dalej mnie drażnią te typki- mamy inne podejście do nauki i świata ogółem... ale to naturalne, zaczynam się przyzwyczajać, tolerować, i lubić;
-dom- spokojnie;
-wiara- może jeden mały kryzys;
-ludzie- Julia- jesteśmy koleżankami, niby chciałyśmy coś odratować, ostatnio jej się zwierzyłam, ale to nie będzie ta przyjaźń; Paweł- ugh, papa- no ludzie, końcu przestałam o tym myśleć! Yay *.* Było, minęło, nieważne, już go nie ma w mojej głowie.

Ogółem jest nieźle. Co prawda dręczy mnie coś, i to dość mocno... ale jakoś dam radę i to ogarnę.

A nawiązując do pierwszego zdania- kim jestem?
Jestem dzieckiem Boga.
Jestem córką moich rodziców.
Jestem siostrą.
Jestem przyjaciółką.
Jestem Absolutną Mistrzynią Nieogaru.
Jestem zwykłą dziewczyną.
Jestem dziewczyną-myszką, szarą.
Jestem dziewczyną w dżinsach i podkoszulkach.
Jestem dziewczyną w okularach.
Jestem dziewczyną z krótkimi, spiętymi włosami.
Jestem marzycielką-romantyczką, chociaż mało kto o tym wie i mnie o to posądza.
Jestem zagubiona.
Jestem Szukającą.
Jestem molem książkowym.
Jestem... ważna dla kogoś? (kogoś innego niż rodzice, przyjaciele)
Jestem... tęskniąca za kimś (za czymś, za czymś!)
Jestem... szczęśliwa? Czy smutna?
Jestem płaksa i strachajka.

A jaka bywam? Przestraszona, zniechęcona, Szukająca, zamyślona, rozmarzona, płacząca...

Czego się boję? I dlaczego tak wiele jest tych rzeczy?

Kiedy poznam samą siebie? I kiedy przestanę się bać?



Taka ze mnie dziewczyneczka-filozof, chociaż w głowie mało logiki, a za dużo zamętu. Tęskniłam, teraz w sumie już nie. Bardzo żałuję tylko tego mojego przywiązania i nazywania ich moją dodatkową rodziną. Bo kto teraz jest przy mnie? Konrad. Tylko, i jestem mu za to niesłychanie wdzięczna. No i niby Wiolka, niby Katarinka, ale... ugh. Nieważne, nevermind. Whatever.

Zmieniłam się jakoś. Świat jest troszkę lepszy, chociaż czasami znów obezwładnia mnie strach- tak dziwnie dookoła. Uciekam w naukę tak troszkę, i książki sama przed sobą. Bo tak się boję, i tak bardzo bym chciała...

Swoją drogą, wybiera się ktoś na tegoroczne Forum Młodych? ;)

Wiosna blisko, to mnie też podtrzymuje na życiu (błąd językowy). No ale wiosna, wiosna, nareszcie! Coraz jaśniej jest, gdy rano (5.45) biegnę na pociąg (6.11)!!! Ratunek... może niedługo w chwili wolnego u babci pójdę nad rzekę, wlezę na starego orzecha i pomajtam nogami na trzepaku. Tam się czuję wolna- wiatr wieje, patrzę na zachód słońca... Byle do lata...

Wiosna się zbliża,
a mnie znów przytłacza
ta dojmująca cisza...

i ból mojego serca...


Co tam jeszcze? Walentynki przeżyłam. Nienawidzę tego pseudoświęta >.<

Dooobra, czas iść.
Słodkich koszmarów.

piątek, 11 stycznia 2013

Błąd, błąd, błąd!

Źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle, źle!

To był błąd, błąd, błąd!

Dlaczego on ma jakiś niesamowity talent do wpieprzania się do mojego życia w chwilach, gdy się już otrząsnęłam, przestałam tęsknić, przestałam chociaż w części rozdrapywać rany? Jak on to robi, jak jakiś pieprzony demon; dzisiaj bez łez, za to gniew, gniew, aż rumieniec gniewu!

Niech on wreszcie zniknie z mojego życia! Nie będę reagować na jego kretyńskie zaczepki! Ja wygrałam tę rundę.

Jestem sama, sama, sama... Jak można być samotnym w otoczeniu ludzi! Co z tego, że są, skoro ich nie ma?! A obecność jest symboliczna. Jest tylko Michał. Młody, mamy wiele wspólnego, więcej, niż sobie wyobrażasz. Nie jest łatwo rozmawiać z Wiolką.

Sama, sama, sama. Więzi nie ma, przestały istnieć, zresztą... nigdy nie były mocne. To już nawet przestaje boleć. I tak najcięższe są niewylane łzy. Czemu nie umiem już płakać? Nawet teraz, gdy szloch ściska za gardło? Nic nie powiem, będę pisać, może przyniesie ulgę, najpewniej nie, Boże, pomóż, nie radzę sobie.

Nie ma ich, nie ma... A lato było tak niedawno, i minęło, i nie ma, nie ma.

Piszę tu jakieś bezsensowne bzdury, ale muszę, bo niemal roznosi mnie od środka. Ciąży coś na duszy, tak, że tłumi oddech. Dlaczego was nie ma? Taka więź jest coś warta?

Popełniłam błąd.
Niepotrzebnie się łudziłam, że on chce naprawić to, co było. Chciał kpić. Chciał mnie sprowokować... wygrałam. Ale ta wygrana mnie boli. Z Julią też wygrałam. Nie ma, nie ma.
Ale mam honor, mam dumę. Z racji tej dumy sama już nigdy nie napiszę do niego pierwsza. Z racji tego honoru jutro usiądę sama z przodu, i będę sama, sama.

Do takiego stanu doprowadziła mnie jakaś głupia (piękna) piosenka o miłości z aniołem, zapewne znacie, i opowiadanie na jej podstawie.

Już troszkę ogarnęłam ten cały chaos. Piszę spokojniej.

Myślę o rekolekcjach, myślę, że nie mogę się ich doczekać, myślę, że znów będę na nich (a jednak) płakała bądź wzruszała bądź tłumiła załamania nerwowe. W ogóle za dużo w sobie tłumię. W końcu tego nie wytrzymam. Myślę, że może będzie chociaż jedna osoba, która mnie polubi, ale w zasadzie wątpię.

W sumie... w chwili obecnej potrzeba cudu, żebym przestała myśleć tak, jak w tej chwili.
Albo snu.
Zdecydowanie za mało sypiam.

Tak, tak, pójdę spać. Nigdy nie pamiętam snów. Zwykle upadam w jakąś czarną otchłań... a potem się budzę.

Idę, idę...

Musiałam wypisać uczucia.

Opadłam z sił.

Uspokoiłam się.

wtorek, 1 stycznia 2013

Szczęście...

Szczęście może być tuż za rogiem... Muszę tylko nabrać pewności siebie i zebrać się na odwagę, by je znaleźć. Gdzieśtam Bóg wymyślił dla mnie lepszy plan, niż mogę sobie wyobrazić, a wyobraźnię mam bujną... czemu byłam ślepa? Będzie dobrze, musi być. MUSI!