Witam Was smutno.
Jakoś żyję. Leci, leci.
Bardzo często wspominam smutną pastorałkę-
Aniołowie, aniołowie biali
na coście tak u żłóbka czekali?
Po coście tak skrzydełkami trzepotali?
Płatki śniegu rozsypali czarną nocą?
Ciemne noce, aniołowie, w naszej ziemi;
ciemnie gwiazdy, i śnieg ciemny, i miłość.
I pod tymi obłokami ciemnymi
nasz serce w ciemność się zmieniło.
Aniołowie, aniołowie biali,
o, przyświećcie blaskiem skrzydeł swoich
by do nieba trafił ten zgubiony,
i ten, co się oczu podnieść boi...
I ten, który w beznadziei czeka,
i ten rycerz w poszarpanej zbroi...
By jak człowiek szedł do Boga-Człowieka...
Aniołowie... Aniołowie biali...
Tęsknię za czymś.
Poskładałam już serce, zacerowałam duszę, a wciąż jakby brakuje maleńkiego kawałka, i zieje tam pustka.
Może to mnie uleczy?
Nie wiem.
Smutno Was żegnam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz