piątek, 10 października 2014

Dalszy ciąg

Dalszy ciąg lenistwa choroby. Leżę w łóżku i spijam masowe ilości herbaty. Na tym polegają ostatnio moje dni. No, i jeszcze dużo oglądam. Wczoraj siedem odcinków dramy (Kimi wa petto, z moim japońskim kochaniem Matsujunem), a dzisiaj z racji piątku jakieś nieazjatyckie komedie romantyczne. Ogólnie- weekend to będzie czas nadrabiania materiału i wielkiego zakuwania. Ale trochę odpoczęłam i wyluzowałam- na swój sposób potrzebna mi była ta choroba. Zwolniłam tempo, chyba faktycznie ostatnimi czasy przesadzałam. Co nie zmienia faktu, że jak tylko stanę na nogi (na razie jestem jeszcze strasznie słaba), to znów będzie kucie-kucie-kucie (swoją drogą, ironia losu- moje nazwisko ma dużo wspólnego z kuciem).

Tymczasem leżę sama w domu (rodzice w pracy, młoda u dziadków) i nawet przestałam się aż tak smucić. Nie, że jest super- u mnie nigdy nie jest, "smutek mam we krwi", ale widzę jakiś postęp.

Piosenka, która osatnio siedzi w mojej głowie cały czas:



Głowa mnie strasznie boli, i mam taki okropny katar (do którego powinnam przywyknąć, bo alergia, ale zwykle nie jest taki). Więc sobie leżę (ten wpis sprowadza sie do stwierdzenia, że leżę- okeeeej).

Trochę sie martwię tym błogosławieństwem moich omców. Prawie na pewno wpadnę na Tomka, a od tego nieszczęsnego zaproszenia staram sie go unikać (on chyba mnie zresztą też). Prawie na pewno będzie coś robił, będzie porządkowym czy coś. Ugh.

Moje glany są do odebrania <3 Na razie tylko 10 dziurek, ale planuję zakup wyższych za jakiś czas.

Dobra, lecę, ten ból głowy mnie zabija.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz