czwartek, 1 listopada 2012

Smutki i smuteczki

Dzisiaj Wszystkich Świętych. Zawsze lubiłam to święto, to okazja do wspominek; rodzice i dziadkowie opowiadający anegdotki o bliskich-zmarłych... to ma jakiś taki charakter... A jednak dzisiaj mnie taka jakaś... nostalgia, bo mama zaczęła się zastanawiać co by było, gdyby pewne rzeczy nie miały miejsca... No cóż. Byłoby inaczej.


Staram się leczyć duszę Myslovitz, ale coś mi to nie wychodzi... >.<


W kawiarniach tłok i gwar zza szyb,
znajome drzwi, nie stoisz w nich.
Przemykam gdzieś, wśród wejść i wyjść,
neonów szept pulsuje nim.

 I choć tyle tyle tu miejsc i taki w nich zgiełk,
w tym mieście tak bez Ciebie pusto jest.

Wysiadam gdzieś, nieważne gdzie,
na żadnej z map, nie znajdę wiem...
...naszych miejsc i wspólnych chwil,
neonów krzyk pulsuje nim.



Ich stare piosenki mają w sobie jakąś niezwykłą moc, są takie prawdziwe...

Bez Rojka to już nie to samo.

Złapała mnie jesienna chandra, tęsknię, a nie powinnam, w ogóle, co to za myśl, czemu pojawia się w mojej głowie, o kim ja myślę, przecież on nie istnieje, zmyśliłam go, nie ma kogoś takiego, to nie jest ktoś, nie ma, nie ma, nie ma....

Jest tylko kimś, kogo kiedyś znałam.
Kogo nie rozpoznaję, mijając na ulicy.

A reszta jest milczeniem.

1 komentarz:

  1. Też mnie troszkę łapie taka jesienna chandra - grunt to się jej nie poddać. Ja, kiedy tylko mogę, staram się robić tylko przyjemne rzeczy, troszkę pomaga ;)

    OdpowiedzUsuń