piątek, 5 października 2012

Kraków, kurs i książki... (ot tak, żeby było jeszcze coś na literę k)

Kocham Kraków... To jest niesamowite miasto... Atmosfera magiczna. Te wszystkie zakamarki, które chciałoby się odkryć, zaułki, zabytki... Dzisiaj postanowiłam wracać ze szkoły nieco inną trasą- (nie wiem, co prawda, czy wam to coś powie, ale opiszę) zamiast wyjść na Św. Wawrzyńca, a potem na Dajwor (lub Dajwór, nie jestem pewna) skręciłam w ulicę Szeroką. Słońce świeciło, było dość ciepło, po prostu ślicznie. W pewnym momencie doszłam do miejsca, gdzie ta ulica była naprawdę szeroka... I chyba była to kiedyś okolica zamieszkiwana w dużej mierze przez Żydów (jak w sumie cały Kazimierz). Teraz jest tam wiele małych restauracji czy knajpek żydowskich... Ciekawe, ciekawe, muszę to jeszcze kiedyś sprawdzić. I poczytać o tym, bo w sumie wiem niewiele, a temat wydaje mi się co najmniej intrygujący.

Tak poza tym... pierwsza odprawa, mam prowadzić jedną Grupę w listopadzie, i dwa Apostołki, jednego w październiku, 26, a kolejnego jakoś w grudniu. Strasznie się cieszę, ze względu na tego adwentowego i listopadowego... A na odprawie było wesoło i poważnie, tak świetnie.

Jutro kurs. Super.

Moja klasa jest DZIWACZNA. Nie ogarniam ich.
I nie jestem asertywna, przez co cały czas zrzynają ode mnie zadania. Pomocy?

A jeszcze o książce, to ciekawa jest bardzo powieść antyutopijna Huxley'a pt. 'Nowy, wspaniały świat'

Kończę, bo muszę coś jeszcze zrobić. Dobranoc.

1 komentarz: