środa, 18 czerwca 2014

Supły, supełki, węzły, węzełki


Wszystko się poplątało, czuję się strasznie winna, chociaż przekonują mnie (nawet sama zainteresowana), że nie powinnam.
Zmęczyło mnie to wszystko niesamowicie. Tak mi teraz smutno, że mam gulę w gardle i płacz na końcu nosa. Nie wiem, co zrobić, bo nie mogę zrobić nic. Załamałam się. Nawet nie mogę powiedzieć- I just gotta let it go; bo przecież to się dzieje teraz, i na moich oczach się pieprzy, miesza i pląta.

W szkole więcej sukcesów. Wyciągnęłam się na pasek- niesamowite, biorąc pod uwagę jak bardzo miałam wyjebane na naukę na początku roku. Obchodziłam osiemnastkę- kilka najbliższych koleżanek było u mnie, 2 nocowały; całą noc przesiedziałam z Anią nad dramą i Hello Baby z SHINEe. Było fajnie. Jeszcze wcześniej, bo w zeszły czwartek, przed lekcjami napadły mnie najnajbliższe koleżanki (nie umiem już tak łatwo nazywać ludzi przyjaciółmi), upokorzyły śpiewając sto lat i wręczyły jedne z najlepszych prezentów ever.




Tak więc to było bardzo pozytywne i kochane.
Odzyskałam trochę wiary we własne polonistyczne zdolności, w sensie- lepiej.

Chyba pójdę już spać. Nie mam siły. Tymczasem, jako kołysanka:


  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz