Zmęczyło mnie to wszystko niesamowicie. Tak mi teraz smutno, że mam gulę w gardle i płacz na końcu nosa. Nie wiem, co zrobić, bo nie mogę zrobić nic. Załamałam się. Nawet nie mogę powiedzieć- I just gotta let it go; bo przecież to się dzieje teraz, i na moich oczach się pieprzy, miesza i pląta.
W szkole więcej sukcesów. Wyciągnęłam się na pasek- niesamowite, biorąc pod uwagę jak bardzo miałam wyjebane na naukę na początku roku. Obchodziłam osiemnastkę- kilka najbliższych koleżanek było u mnie, 2 nocowały; całą noc przesiedziałam z Anią nad dramą i Hello Baby z SHINEe. Było fajnie. Jeszcze wcześniej, bo w zeszły czwartek, przed lekcjami napadły mnie najnajbliższe koleżanki (nie umiem już tak łatwo nazywać ludzi przyjaciółmi), upokorzyły śpiewając sto lat i wręczyły jedne z najlepszych prezentów ever.

Odzyskałam trochę wiary we własne polonistyczne zdolności, w sensie- lepiej.
Chyba pójdę już spać. Nie mam siły. Tymczasem, jako kołysanka:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz