Minęła moja osiemnastka, i stałam się pełnoletnia. Odpowiadam za siebie. Ha-ha.
Tak na serio- całkiem w porządku. Dwa dni przed urodzinami była u mnie rodzina, i był niestety jeden zgrzyt- ale cóż poradzę, że mój ojciec chrzestny to idiota i dziad? Dobrze, że jest z nami tylko spowinowacony. Ogólnie, gdy dziadkowie i matka chrzestna składali mi życzenia, miałam okropną gulę w gardle. Ale cała ta uroczystość mnie mocno zmęczyła- nie lubię spędów z dużą ilością ludzi, i nie lubię zamieszania wokół siebie, a śpiewanie 'Sto lat' krępuje mnie okropnie... No ale... wiadomo. Rodzina. Cieszę się, że ze mną byli.
Urodziny miałam w poniedziałek, i wtedy też wujek odprawił mi Mszę z okazji tych urodzin. Dziewczyny ze scholi przyszły mi śpiewać- i znów taka okropna gula w gardle!
Przez to wszystko zastanawiałam się, co to znaczy, że jestem dorosła, i dalej nie wiem, i zapewne prędko się nie dowiem. Nie ma dla mnie sensu picie alkoholu, i chociaż już skończyłam te 18 lat, to się nie mogę przekonać, wypiłam 1 piwo z rodzicami (ale słabe, cytrynowe, 2%) i japońskie z koleżanką na pół (rozcieńczając ogromną ilością soku). Alkohol. Chyba jednak fuj (jak ja mam iść na studia z takim nastawieniem? :P). Palenie też mnie nie pociąga. Chyba jestem beznadziejna, że nie kręci mnie nic, co tak bardzo fascynuje moich rówieśników.
Dorosłość dalej mnie przeraża. Niby nic się nie zmieniło, ale teraz już sama mam o sobie decydować, i co... gorsze? brać odpowiedzialność za to, co robię. Ponosić konsekwencje. Już bez taryfy ulgowej. A ja się wciąż czuję dzieckiem. Gdzie ja do wspomnianego alkoholu czy wyborów. Ale Jezu- ja mam już 18 lat! Kiedy się ich tyle nazbierało? Przecież dopiero kończyłam podstawówkę, i byłam taka dumna, że jestem już taka duża, zaczynam gimnazjum, a tu za rok cholerna matura! Cholera, jak, kiedy, jak mogłam tego nie zauważyć?
Za tydzień wyjeżdżam nad morze i mam nadzieję, ze trochę wyluzuję i przejdą mi nerwy, chociaż nie powinnam narzekać, bo nie jest najgorzej. W sumie jestem dość zrelaksowana- chyba najbardziej jak mogę- w sumie nic dziwnego, skoro nie oglądam wiadomości i telewizji w ogóle, i staram się wszystko odpychać od siebie. Ostatnio ciągle tylko dramy i dramy. No, i zaczęłam sobie ogarniać Beast (czy też raczej B2ST).
Przede mną jeszcze rekolekcje. W ogóle, zapomniałabym, we wtorek wbił do mnie Tomek- prawie dostałam zawału, gdy go zobaczyłam, bo bardzo nie chciałam, żeby przyjeżdżał. Martwi mnie to czasem. Na szczęście była też Sabinka, więc wyluzowałam, i mnie bardzo pozytywnie zaskoczyli. A wracając- 1 sierpnia jadę do Kasinki, znów z dziećmi.
Czasem tak bardzo mnie to dobija wszystko, że już nie mam siły. I drażnią mnie ludzie mówiący- ogarnij się, zrób coś z tym. Co mogę zrobić? Minęły pieprzone dwa lata. Już chyba nawet nie tęsknię za nim, tylko za kimś, kto byłby przy mnie tak jak on. Jestem nieufna, ale za mocno przywiązuję się do ludzi, dlatego potem wszystko mnie tak cholernie boli. Dlatego nie chcę, by mnie poznawali. Gdy wiedzą za dużo, wykorzystają to, by mnie zranić. Muszę się chronić.
Kończę na razie. Straszny tu bałagan dzisiaj. O zbyt wielu bym sprawach chciała napisać. No nic. Może się poukłada.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz