Denerwuje mnie moje poczucie osamotnienia. Bo co prawda jest ze mną rodzina, którą kocham, i znajomi. Ciężko mi tłumaczyć o co chodzi. Nie mam siły ciągnąć tego. Jestem zmęczona, tą tęsknotą, tym cholernym losem. Czemu to wszystko jest takie popierdzielone? Że pomimo tego, że otaczają mnie ludzie, wciąż czuję się samotna, bo nie ma tej jednej osoby? Czemu miłość jest taka pojebana? Nienawidzę go czasem, za to, co zrobił z moją psychiką, chociaż może wcale tego nie chciał, może odebrałam to źle. A właściwie chciałabym go znienawidzić. Już sama nie wiem, co czuję. Zgubiłam się w uczuciach. Cholera, minęły prawie dwa lata, czemu wciąż mnie to boli, czemu wciąż o tym myślę, czemu?! Mam ochotę zrobić coś, by przestało mnie to boleć. On, zerwanie kontaktu z Wiolką, Kaśką, Dominiką, Jolką, Natalią, Marcinkiem, Konradem, Filipem, Agnieszką, Emilką, Olą, Sarą... nazbierało się tych imion. Ale to może nic dziwnego.
Cieszę się, że jest przy mnie moja mama, Justyna i Sabina, bo chyba zwariowałabym. A może już wariuję?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz