Jestem dzisiaj zła na siebie. Za to, że nie byłam w stanie wejść na lekcję spóźniona. W sumie 20 minut spóźnienia to sporo- średnio w ogóle opłacało mi się iść na nią, ale spore znaczenie miało to, że po prostu chyba umarłabym z nerwów. Wszyscy by na mnie spojrzeli. Nie zniosłabym tego. Zastanawiam się, do czego jeszcze w życiu zmusi mnie nieśmiałość i absolutny brak pewności siebie.
Czuję, że się rozpadam. Ciężko mi z tym. Nic konkretnego się nie dzieje. Staram się sobie przetłumaczyć, że nie powinnam się angażować emocjonalnie w to, co czytam i czego słucham. A i tak wszystko bardzo mocno przeżywam. Kolejny powód do bycia złą.
Mam w myślach fragmenty kilku notek, które chciałam kiedyś wstawić. Chyba w weekend powinnam siąść, i spisać to wszystko. Dla świętego spokoju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz