czwartek, 1 stycznia 2015

Nowy rok

Nowy rok, nowy rok. Wychodzę zawsze z założenia, że nowy rok nie przyniesie mi nic nowego i pozytywnego. Obecnie jestem zajęta tym, że od półtora tygodnia wciąż kaszlę; powolną nauką do matury i opłakiwaniem serca złamanego kolejny raz. Jestem już tym wszystkim zmęczona, i gdy tak jak teraz, muzyka huczy mi w uszach, mam ochotę krzyczeć. Nie, to nie zmęczenie, bo odpoczynek nic nie daje, to okropne znużenie. Tym wszystkim, co mnie otacza, mam dość. Mam ochotę kląć, krzyczeć i rozbijać. Ale jestem grzeczną dziewczynką.

Myślałby kto.

Jestem przytłoczona stosem bezsensownych myśli o samobójstwie. Problem się chyba narodził, gdy zaczęłam postrzegać je jako alternatywę dla rozwiązania jakichś problemów. Cholera, boję się tego. Gdy myślę o przyszłości, często widzę czerń.

Staram się nie myśleć o Tomku, i o tym, ze już go nie będzie więcej w moim życiu. Jestem rozżalona, nie będę mówić, że nie. Boli mnie, że postanowił mnie zranić, mimo że kiedyś obiecywał, że mogę mu zaufać i na pewno będzie po mojej stronie. Chyba już zapomniał o tej obietnicy, a ja zostałam z cholernym sercem złamanym jeszcze raz i utratą złudzeń. Już nie wiem, komu mogę ufać, mało zostało takich ludzi. Poza tym... i tak dużo tłumię w sobie, jedna rzecz wte czy wewte... Może to udźwignę.

Ale nic nie mogę poradzić na to uczucie.

Chyba chciałabym porozmawiać. Może uda mi się potem złapać Konrada, dawno z nim nie rozmawiałam, a on mi zawsze stara się to jakoś przetłumaczyć. Na nim jeszcze się tak nie zawiodłam. Może on mi to jakoś wyjaśni. Jakkolwiek...

Wspominałam dzisiaj, jak rok temu klęczałam w kaplicy przed szopką, beczałam, i modliłam się o zdrowie dla mamy oraz zdrowie bądź dar łagodnej śmierci dla cioci. Ona nie żyje już prawie rok, zostało 13 dni do rocznicy. Uderzyło mnie to strasznie; to, jak mało minęło, i jak wiele się zmieniło od tego momentu. Chyba nie spodobałoby jej się to, co dzieje się z jej córką.

Myślę też o tym, jak ja się zmieniłam, i z iloma ludźmi straciłam kontakt. Cholernie mi jednak przykro, że do skreślonej listy dołączył Tomasz. Jakbym mało już przebeczała zaraz po tej sytuacji. Czuję się osamotniona, jestem bardzo źle nastawiona do RAMu, ale dzisiaj postanowiłam, że przekornie będę jeździła na rekolekcje. Na pohybel między innymi Tomkowi. Chociaż naprawdę... chyba dużo to będzie ode mnie wymagało i dużo nerwów mnie kosztowało.

Matura... nie chcę o tym myśleć, ale muszę, zostało zaledwie 123 dni. Tak mało! A ja zamiast się uczyć, rozklejam się i choruję. Spróbuję jeszcze raz jutro. W końcu się uda.


Może kiedyś się ułoży, ale czy ja w ogóle tego dożyję?

Smutno mi.


                            

I need a hero to save me NOW

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz