Zdałam teorię. Fajnie, odlatuje mi jeden z obowiązków. Jutro mam sprawdzian z historii, umiem część tematów. Nie mogę się już skupić na nauce, ale zaraz się do tego zmuszę. Pewnie wypiję kolejną kawę, wyniosę laptopa z pokoju. Denerwuje mnie to poczucie obowiązku, które nie pozwala mi olać jednego sprawdzianu w roku.
Jest we mnie jakiś pokręcony, popierdolony masochizm. Nie rozumiem go. Sama nie wiem. Może to mylne wrażenie.
Za bardzo zaangażowałam się w to, co czytam, i mi po prostu smutno.
Jestem strasznie zmęczona. Czuję się jak uwięziona w labiryncie. Nie wiem, w którą stronę iść, jak znaleźć wyjście, co mi pomoże odnaleźć drogę. Duszę się. Miotam, pomiędzy tymi wszystkimi rzeczami, które chciałabym zrobić, ale boję się, albo nie czuję się w nich pewnie. Jednak, o Boże, nie ma na tym świecie rzeczy, w których czuję się pewnie! Nigdy nie jestem dla siebie wystarczająco dobra. To ja jestem swoim największym problemem, a problemy powinno się usuwać. Boże, Boże, nikt nie jest w stanie mi pomóc.
Czemu znów się gubię, czemu jak wydaje mi się, że wszystko jest w porządku, to gubię drogę kolejny raz? Czemu jak wydaje mi się, że zapomniałam, on znów pojawia się w śnie? Czemu nie umiem uwierzyć w siebie i sobie zaufać chociaż trochę, chociaż w tych najgłupszych rzeczach?
Gdzie są ci wszyscy ludzie, którzy mogliby mi pomóc? Co ja mam w końcu ze sobą zrobić, żeby zacząć cieszyć się życiem, rodziną, codziennością? Gdzie moja nastoletnia radość?
Jestem strasznie zmęczona. Czuję się jak uwięziona w labiryncie. Nie wiem, w którą stronę iść, jak znaleźć wyjście, co mi pomoże odnaleźć drogę. Duszę się. Miotam, pomiędzy tymi wszystkimi rzeczami, które chciałabym zrobić, ale boję się, albo nie czuję się w nich pewnie. Jednak, o Boże, nie ma na tym świecie rzeczy, w których czuję się pewnie! Nigdy nie jestem dla siebie wystarczająco dobra. To ja jestem swoim największym problemem, a problemy powinno się usuwać. Boże, Boże, nikt nie jest w stanie mi pomóc.
Czemu znów się gubię, czemu jak wydaje mi się, że wszystko jest w porządku, to gubię drogę kolejny raz? Czemu jak wydaje mi się, że zapomniałam, on znów pojawia się w śnie? Czemu nie umiem uwierzyć w siebie i sobie zaufać chociaż trochę, chociaż w tych najgłupszych rzeczach?
Gdzie są ci wszyscy ludzie, którzy mogliby mi pomóc? Co ja mam w końcu ze sobą zrobić, żeby zacząć cieszyć się życiem, rodziną, codziennością? Gdzie moja nastoletnia radość?
Chciałabym spać, spać, spać, do maja, do wakacji, do końca studiów, do końca...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz