I lie here paralytic inside this soul
Screaming for you til my throat is
numb
I wanna break out I need a way
out
I don't believe that it's gotta be
this way
The worst is the waiting
In this womb I'm suffocating
I lie here lifeless in this
cocoon
Shedding my skin 'cause I'm ready
to
I wanna break out, I found a way
out
I don't believe that it's gotta be
this way
The worst is the waiting
In this womb I'm suffocating
Jestem zmęczona. Nie aż tak bardzo jak ostatnio, trochę się wyrwałam z
tego znużenia. Ostatni tydzień był ciężki, nawet bardzo, cały czas jakaś nauka,
wkuwanie, niewyspanie. Dzisiaj odespałam to za wszystkie czasy, teraz siedzę
nad książkami z wymiernym skutkiem. Wczoraj znów usłyszałam, że powinnam
odpoczywać od nauki. NIKT nie wie, jak wkurza mnie takie gadanie bez celu.
Zdałam teorię, 28 stycznia praktyka. Wszyscy mi mówią, że wiedzieli, że
tak będzie. Wszyscy mi mówią, że we mnie wierzyli. Wszyscy mi wciąż mówią, że
we mnie wierzą. Wszyscy, tylko nie ja. Ja nigdy w siebie kuźwa nie wierzę. W
żadnym kontekście. Matury, egzaminu, konkursu, pisania. Człowiek pozbawiony
własnej wartości, oto ja.
Nie chcę myśleć.
Nie jestem w stanie się skupić, znów. Już nie chce mi się pisać o tym,
że stresuję się maturą, to rzecz oczywista, niemniej mam problemy ze
skoncentrowaniem się na tym, na czym powinnam. Zamiast tego czytam ficki,
piszę, myślę i się martwię. Między innymi o zdrowie, bo to żebro nie daje mi
spokoju, i boli coraz bardziej. Martwię się też tradycyjnie o kilka innych
rzeczy, o których nie chcę mówić.
Dominika i Kaśka twierdzą, że powinnam porozmawiać z Tomkiem. Usłyszałam
dzisiaj, że powinnam , bo tak zrobiłby dorosły człowiek. Ale ja nie jestem
dorosła. Jestem głupim dzieckiem. Kiedy
mi to na rękę. W tym
przypadku jest. Nie wiem, co z tym fantem zrobić, bo nie chcę się z nim
spotkać, żeby potem uciec z płaczem, nie chcę się z nim spotkać, żeby potem
znów zostać zmuszoną do przeprosin za rzeczy, których w ogóle nie było. Nie
chcę wracać do punktu wyjścia. I nie chcę myśleć, jak mnie to zabolało. Ja się
po prostu za szybko przywiązuję do wszystkich ludzi wokół. Błąd. Gdybym mniej
ufała, lista skreślonych przyjaciół byłaby o wiele krótsza, bądź nie byłoby jej
wcale, a ja czułabym się o wiele lepiej, do dzisiaj.
Piszę opowiadanie, w którym jeden bohater przekonuje drugiego, że warto
jest żyć, że nigdy nie jest za późno na ratowanie siebie. Paradoks czy
hipokryzja?
Bawią mnie te rozważania, a samobójstwa jakoś fascynują. Chyba chodzi o tę wolność decyzji. Człowiek czuje się panem sytuacji. A może często już po prostu jest to jedyna ucieczka od tego całego syfu? Nie, dalej nie myślę o własnym samobójstwie. Po prostu mnie to ciekawi. Sama śmierć mnie ciekawi, chociaż nie spieszy mi się do niej aż tak. To po prostu jest... interesujące? fascynujące? Czytam teraz powieść "Złodziejka książek", której narracja jest prowadzona właśnie w taki sposób, który pozwala mi inaczej spojrzeć na sprawę.
Bawią mnie te rozważania, a samobójstwa jakoś fascynują. Chyba chodzi o tę wolność decyzji. Człowiek czuje się panem sytuacji. A może często już po prostu jest to jedyna ucieczka od tego całego syfu? Nie, dalej nie myślę o własnym samobójstwie. Po prostu mnie to ciekawi. Sama śmierć mnie ciekawi, chociaż nie spieszy mi się do niej aż tak. To po prostu jest... interesujące? fascynujące? Czytam teraz powieść "Złodziejka książek", której narracja jest prowadzona właśnie w taki sposób, który pozwala mi inaczej spojrzeć na sprawę.
Ah, ah, tyle myśli się nazbierało. Już w ostatnich dniach mnie nosiło, i
miałam nieustające wrażenie nieuchronnego wybuchu. Nie lubię tych moich
eksplozji, bo nie jest to rzecz, nad którą mogę zapanować, a wtedy krzyczę,
płaczę, przeklinam i wyzywam. Długo wszystko w sobie tłumię, kiedyś muszę się
tego pozbywać. Ugh.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz