Śmieję się, chociaż jest mi smutno, tak bardzo smutno. Nie widzę sensu w tym, co robię... już nawet pisanie tego bloga nie sprawia mi radości. Uciekam w książki i internet. Ale nie przed wszystkim można uciec. Potrzebuję ratunku. Sama nie dam sobie rady. Czy ktoś wyciągnie do mnie rękę?
Smutek jest we mnie. Chyba czas wreszcie zaakceptować to, że tak trudno spojrzeć mi na życie z uśmiechem.
Nie wiem, nie rozumiem, czemu nie mogę się uwolnić od tego wszystkiego. Nie jestem sama- mam przecież rodzinę. Chyba za bardzo się rozczulam nad sobą i nad tym, co było. A przecież minęły już dwa lata.
Zresztą nieważne.
A gdy przyjdzie mój czas
Gdy pokryje mnie rdza
Usiądź przy mnie tuż tuż
Bym mógł z tobą być sam
Usiądź blisko o dłoń
Narwij słów jak żonkili
I opowiedz nasz film
Bym go przeżyć mógł znów
Mów o drodze we mgle
Kiedy wciągał mnie piach
Gdy nie miałem już sił
By się odbić od dna
Mów o chwili sprzed lat
Gdy podałaś mi rękę
I podniosłem swój cień
By przy twoim mógł stać
Wszystko ma swój czas
I przychodzi kres na kres
Gdybym kiedyś odszedł stąd
Nie obrażaj się na śmierć
Da da dam, da da dam, da da da da da dam...
A gdy przyjdzie mój czas
Gdy pokryje mnie rdza
Musisz wierzyć, że znów
Pobiegniemy nad staw
Czekaj na jakiś znak
Bądź cierpliwa jak papier
Ja wybłagam wśród chmur
Bym tu czasem mógł wpaść
Wszystko ma swój czas
I przychodzi kres na kres
Gdybym kiedyś odszedł stąd
Nie obrażaj się na śmierć
Wszystko ma swój czas
I przychodzi kres na kres
Gdybym kiedyś odszedł stąd
Nie obrażaj się na śmierć
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz