Smutno u mnie ostatnio. Dołuje mnie koniec wakacji. Dołuje mnie brak dtugiej połówki, i brak nawet perpektyw na odnalezienie takowej. Smutno mi nawet z powodu milczenia między mną a Tomkiem, tak miałabym się komu zwierzyć. Tymczasem- kiepsko.
Własna melancholia mnie przytłacza. I to niemożliwie, a właściwie kołyszę się od melancholii, do neurotyzmu, momentami zahaczając o pusty histeryczny śmiech. Nie mam siły. Czekam, może ten wyjazd za tydzień trochę mi pomoże. Ale w sumie nie mam zbyt wielkich złudzeń.
No. Więc w zasadzie siedzę i się dołuję.
Miałam być w Kalwarii dzisiaj, ale niestety odwołano.
Tymczasem chciałabym mieć kogoś. Teraz mówię o chłopaku, który wiedziałby, że śpię z misiem; że lubię oglądać serial Niania Frania gdy mi smutno; że kocham wiersze Osieckiej i poezję śpiewaną; że kocham lody ciasteczkowe i nie mogę żyć bez czekolady. Po prostu chciałabym chłopaka, który byłby przy mnie, i wiedziałby o drobnych, niekoniecznie ważnych rzeczach. Mam wrażenie, że w końcu uschnę. Ratunku.
Matura jest kolejną rzeczą, która mnie autentycznie dobija. Na szczęście to chyba pozytywny stres, który mnie zmotywuje. Nie mogę zawieść siebie i rodziców. Niemniej do maja muszę zawiesić swoje (niesłychanie bujne) życie towarzyskie i odłożyć (z wielkim bólem w sercu) moje kochane dramy i kpop raczej też. W sumie wszystko. Przerażająca perspektywa.
Smutnosmutnosmutnosmutnosmutno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz