niedziela, 10 marca 2013

Wysokie obcasy czy pluszowy miś...?

Zamiast się dzielnie i grzecznie uczyć chemii, zamierzam sobie troszkę pofilozofować. Wynika to w sumie bezpośrednio z faktu, że znów się zagubiłam gdzieś po drodze, straciłam kilka snów i marzeń. No bo kim ja w zasadzie jestem? Kilka notek temu (chyba 2...) odpowiadałam sobie na to pytanie, ale w sumie dalej nie wiem, co i jak. Mam prawie 17 lat. Teoretycznie najgorszy (bo najgłupszy) wiek, wiek gimnazjum, mam już za sobą, a że jakieś durne odpały wtedy są, wiem najlepiej, bo z własnego doświadczenia (patrz- A.K.; patrz- jakieś cholerne myśli; patrz- Paweł). No i teoretycznie wychodzę na prostą. Jestem w liceum tym i tym, na profilu takim i takim. Co z tego, że to ma bardzo mało wspólnego z moją przeszłością? A jaka będzie moja przyszłość? No właśnie...

Historia. Językoznawstwo. Na to zamierzam kiedyś postawić. Już nie bezpośrednio anglistyka, bo teraz angliści wyrastają jak grzyby po deszczu, ale lingwistyka lub językoznawstwo. Historia na pewno. Za bardzo mnie to wciąga.

Bliższa przyszłość? Animatorstwo, co też jest dla mnie rzeczą dość... tajemniczą, i trochę się tego obawiam. Ale podobno nie powinnam... Mhmmm...?

Przechodząc do sedna sprawy... Cholera, na jakim etapie życia ja jestem? Założę już wysokie obcasy? Czy nadal będę spała z misiem? Jestem dzieckiem, czy kobietą? Kim w ogóle jest nastolatek? Czemu, do jasnego diabła, wymagacie od nas odpowiedzi, na pytania, których sami nie rozumiecie? Wcale nie chodzi mi o rodziców- trafili mi się najlepsi, jacy mogli- tylko o świat ogółem. Dlaczego chcecie posłać do szkoły trzylatki (Norwegia)? (Tak trochę odeszłam od tematu) Dlaczego muszę JUŻ, TERAZ, ZARAZ, wiedzieć, co zrobię ze swoim życiem? I jednocześnie odbieracie mi możliwość wyboru- 'bo przecież z tego nie wyżyję', 'bo przecież z tego nie ma pieniędzy', 'bo przecież nie znajdę pracy'? Human! Co będę robić po profilu humanistycznym- dziennikarskim? A może powinnam się męczyć na fizyce, której nie rozumiem ni w ząb?

Kim ja jestem? Powinnam biegać w wysokich obcasach (i łamać sobie w nich nogi) czy siedzieć w kącie, bawić się misiem i uciekać w książki? Nie chcę jeszcze dorastać... za bardzo przeraża mnie świat decyzji, rachunków, formalności i podatków. Nie rozumiem po prostu, dlaczego w Krakowie, w Poczcie Polskiej (z całym szacunkiem dla firmy) na szczycie zasiada około 60 dyrektorów, a zwykli pracownicy, jak moja Mama, boją się o pracę. Nie rozumiem tego, że z zasad, których mnie uczono, nie da się wyżyć. Nie rozumiem świata układów. Jaki świat dla nas przygotowujecie, panowie politycy?

Wrrrr... Czy tylko mnie denerwują moje rozmowy ze znajomymi, podczas których raz po raz pada stwierdzenie- chyba wyjadę, nie znajdę tu pracy...

Dobra... Ten wywód i tak nie ma sensu, bo kto to przeczyta?

Idę się uczyć podstaw chemii z tej okrojonej podstawy programowej. Nowej (ale nie lepszej).

2 komentarze:

  1. Rozumiem Twoją frustrację, bo sama w tym wieku miałam podobne dylematy... I do tej pory nie rozumiem, dlaczego od tak młodych ludzi wymaga się, aby wiedzieli jaka będzie ich przyszłość. Widzę, że coraz więcej młodych osób zadaje sobie to pytanie, na które właściwie nie ma odpowiedzi. Ja po skończeniu anglistyki nadal nie wiem co chcę robić ;) W przyszłym roku idę na magisterkę, ale co potem? Pewnie za 2 lata ciągle nie będę wiedziała ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wybacz Ame że tak długo tu nie zaglądałam, wybacz, obiecuje poprawe :)
    Cóż, jesteśmy na tym samym etapie. Ani dzieci ani dorosłe.
    Coś nam wolno, nie wszystko, dziećmi już być nie pasuje bo już liceum a dorosłe nie jesteśmy bo to dopiero liceum. Szlag by to trafił.
    Ja się powoli uczę chodzić w obcasach ale co z tego, bo nie uczę się być dorosłą. Jestem jeszcze bardziej rozkapryszonym bachorem niż byłam w gimnazjum.
    Choć przyznam, niektóre sprawy udało mi się zrozumieć.
    W jakimś sensie zatracam beztroskość i radość dziecka - wychodzi na to że nie umiem sie cieszyć już z niczego i myślę rozumem, a serce spycham na dalszy tor.


    Filozofia naszego wieku chyba polega na tym aby być po trochę dzieckiem a trochę dorosłym.

    A co polityki i tych durnych przepisów.
    Budzą się we mnie uczucia patriotyczne.
    Będe politykiem i zmienię tą ruinę w kraj.
    Mam nadzieję że dam radę i że mnie nie stłamszą.
    Może to jest moja misja od Boga ?

    ....
    a skoro mam zachować w sobie dziecko to zaraz lecę do przyjaciółki. mam nadzieję że chociaż przy niej uda mi się uśmiechnąć.

    OdpowiedzUsuń